Wtorek

Kiedyś usłyszałam, że życie staje się bardzo nudne i monotonne, jak nic nas już nie zaskakuje i nie dziwi. Moje życie na razie takie na pewno nie jest, bo ciągle coś mnie zaskakuje. Na przykład dzisiaj rano pacjentka wychodząca od kolegi z gabinetu pyta, kiedy będzie otwarta przychodnia. Odpowiadam, że przecież jest otwarta skoro została przyjęta. Pani na to, że pyta o to, kiedy będzie można przyjść, posiedzieć, pogadać z ludźmi, tak jak teraz jest jej się nie podoba, pusta przychodnia, przyszła 15 minut przed wizytą i musiała czekać na zewnątrz, z nikim nie pogadała. Na moją sugestię, że normalnie jest wtedy, kiedy pacjent przychodzi na umówioną godzinę, jest punktualnie przyjęty, nie czeka i nie marnuje czasu – wyszła obrażona.

Zastanawiam się, czy tak samo jak ta pacjentka myślą znamienici profesorowie wypowiadający się w różnych mediach, krytykujący lekarzy rodzinnych i wzywający do powrotu do normalnej pracy, oczywiście w warunkach reżimu sanitarnego. Szanowny Pan Profesor, który nie wiem kiedy przyjmuje pacjentów, bo ciągle jest w telewizji i chyba nigdy nie był w przeciętnej przychodni podstawowej opieki zdrowotnej. Taka przychodnia ma najczęściej jedno wejście, 100‑200 mkw., 2‑3 gabinety i korytarz. Przed pandemią w przychodni było ok. 3 proc. zapisanych pacjentów dziennie, u lekarzy, pielęgniarek i położnych (ktoś taką średnią wyliczył). W przychodni, gdzie jest zapisanych 4‑5 tys. pacjentów to około 120‑150 osób. Jak można tyle osób przyjąć w reżimie sanitarnym od 8 do 18? Nikt oczywiście nie da rady. Musi być mniej pacjentów, dlatego sprawy, które można, należy załatwiać przez telefon. Przedłużanie leków na choroby przewlekłe, pampersy, worki stomijne, skierowania do okulisty, dermatologa, na rehabilitacje i wiele innych problemów nie wymaga wizyt osobistych. Powtarzanie w mediach przez szacownych naszych kolegów, że należy szeroko otworzyć drzwi przychodni jest według mnie co najmniej nieodpowiedzialne, żeby nikogo nie obrazić. Takim postępowanie narazimy na potencjalne zakażenie przede wszystkim osoby starsze i schorowane, które najczęściej korzystają z naszych porad.

Nasi pacjenci znowu słyszą, że lekarz rodzinny może wszystko. I często w to wierzą. Kilka dni temu pod drzwiami poradni stał pacjent umówiony do koleżanki za godzinę na teleporadę, ale domagał się natychmiastowej wizyty. Zapytany co się stało, pokazał zdjęcie pokoju, w którym jest bałagan. Okazało się, że problemem jest jego matka, która robi w domu taki bałagan i trzeba jej załatwić mieszkanie socjalne, bo on przez to ma nerwicę a jak tak dalej będzie to wyląduje w Abramowicach i to jest jak najbardziej problem zdrowotny. W telewizji mówili, że lekarz rodzinny wszystko może i on domaga się wizyty. W czasach mojej młodości mówiło się, że telewizja kłamie, ale wtedy była jedna a teraz kłamią wszystkie?

Modne jest też ostatnio powoływanie się na konstytucję, dzisiaj matka, która przyszła z dzieckiem na szczepienie, stwierdziła, że nie założy maski ani przyłbicy bo konstytucja gwarantuje jej wolność i nie musi. Stwierdziłam, że mnie też gwarantuje to samo i nie muszę jej przyjmować, a z dzieckiem na szczepienie w innym umówionym terminie może przyjść tata. Ograniczyła sobie wolność i dziecko zaszczepione. Absurdy gonią absurdy, ograniczenia powodują u wielu osób frustrację, a lekarze rodzinni stają się ofiarami agresji na pierwszej linii.

Czas już kończyć, bo do przeczytania jeszcze kilkanaście rozporządzeń ministra zdrowia i zarządzeń prezesa NFZ, produkowanych ostatnio w tempie godnym podziwu. A może zrobię to później? W końcu jutro też jest dzień!

Wioletta Szafrańska‑Kocuń