Wstęp

Pisząc te słowa w dniu „drogi do Emaus” jest za wcześnie na wyciąganie daleko idących wniosków z zaistniałej sytuacji. Niemniej jednak dużo się zdarzyło, zdobyliśmy nowe doświadczenia, zobaczyliśmy prawdziwe twarze niektórych naszych kolegów.

Nikt na świecie nie był przygotowany na to, co się stało. Ale my mieliśmy czas, aby wyciągnąć wnioski, ponad miesiąc to dużo. Zawiedli rządzący, bo nie przygotowali nas do odparcia ataku, mamili Agencją Rezerw Materiałowych, w której, jak się okazało, był węgiel zalegający na hałdach, kupiony, aby uspokoić tych, którzy za nasze pieniądze dewastują Śląsk. Zawiodła opozycja, bo zamiast bronić ochrony zdrowia, zajęła się tylko wyborami. A teraz dla jednych i drugich jesteśmy bohaterami. Czy ktoś z Was chciał nim zostać? Iść z odsłoniętą, uniesioną gołą głową walczyć z epidemią?

Zawiedli w większości zarządzający jednostkami ochrony zdrowia, ponieważ nie potrafili w sposób poprawny zorganizować pracy w dobie zagrożenia epidemicznego. Im akurat się nie dziwię. Nikt ich tego nie nauczył. Wiedzą dużo o ekonomicznym funkcjonowaniu szpitala, ale o epidemicznym to już raczej nie. A i przepisy o ochronie w obliczu zagrożenia bakteriologicznego pochodzą chyba z czasów PRL, kiedy byliśmy gotowi odeprzeć każdy atak wrogich armii. A czy my jako lekarze zdaliśmy egzamin? Niestety, nie wszyscy. Zwrócono się z prośbą do nauczycieli akademickich jednej z jednostek uniwersyteckich o pomoc kolegom w teleporadach i przyjmowaniu chorych niezakaźnych. Zgłosił się jeden kolega na kilkadziesiąt osób. Smutne.

Jak będzie dalej, nie wiem. Przede mną czas trudnych decyzji. Właśnie do kraju wystartował samolot ze środkami ochrony osobistej. Otrzymamy je proporcjonalnie do liczby lekarzy (np. 5,8 maski chirurgicznej na statystyczną twarz lekarza). Spróbujcie to podzielić (maskę, nie twarz), tym bardziej że jesteśmy zobligowani, by zastosować się do warunku donatorów.

Jak przyjąć takie wyzwanie na pierś cherlawą? Nie wiem. Jedyne, co jest pewne, to wynik działania. Co się nie zrobi, to w ocenie wielu kolegów będzie źle. Czy jest to powód do rezygnacji w działaniu? Nie. Skoro udało się pozyskać 20 milionów z fundacji Pani Dominiki Kulczyk to należy starać się dalej, tak aby znaleźli się kolejni krytykanci, bo to będzie znaczyło, że coraz więcej lekarzy interesuje się działalnością samorządu. I tego będę się trzymał, ponieważ jednym z moich celów wyborczych była aktywizacja środowiska i włączenie jak największej liczby kolegów w życie Lubelskiej Izby Lekarskiej.

Leszek Buk
prezes LIL