Wspomnienie przyjaciół

Wojciech Rokita (1966–2020)

18 marca 2020 roku odszedł nasz Przyjaciel. Przyjaciel prawdziwy. Człowiek, który, od pierwszego dnia, kiedy spotkaliśmy się, zaczynając w 1984 roku studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Lublinie, zmienił nasze życie. Teraz zmienił je po raz drugi.

Pierwsze skojarzenie: zawał. Potem jakieś wieści o koronawirusie. To niemożliwe! Człowiek, który zawsze był dla nas wsparciem, który – jak nam się zawsze zdawało – był z nas najsilniejszy i nic nigdy nie było w stanie go pokonać… Ale w miarę upływu godzin internet zapełniał się informacjami potwierdzającymi to nieprawdopodobne zdarzenie. Niestety, tego przerażającego ciężaru nie udźwignął. Czy to , że zawsze był gotów pomóc innym, że od pomagania był On, sprawiło, iż nie był w stanie zwrócić się do kogokolwiek z nas o pomoc, gdy jej tak bardzo potrzebował? Jak to możliwe? Każdy z nas, ale nie On! Niestety, na to pytanie nigdy już nie uzyskamy odpowiedzi. Od samego początku przez wszystkie lata studiów – z obozem wojskowym po VI roku włącznie – Wojtek zawsze był naszym „dyrektorem”. Jego rozsądek, spokojna, logiczna ocena rzeczywistości powodowały, że często wyciągał nas z kłopotów lub nie pozwalał, abyśmy wpadali w następne. Potrafił pokazać nam perspektywę, której my zupełnie nie dostrzegaliśmy. Zawsze pogodny, zawsze gadatliwy, zawsze dowcipny i często zabawnie złośliwy – nieraz „do bólu”. Wszędzie było go pełno. Wszędzie wiódł prym – urodzony przywódca. Dla przyjaciół „Kita”, albo „Diabeł”. To On szedł załatwiać sprawy z asystentami, prowadzącymi zajęcia, on starał się o materiały do nauki, on zawsze wszystko pierwszy wiedział: co się działo na uczelni i poza nią. Wojtek był naszym skarbnikiem i załatwiał wszystkie niemożliwe do załatwienia sprawy, odciążając nas od tych przyziemnych i nieprzyjemnych obowiązków, począwszy od sekretariatu w dziekanacie i w rektoracie, skończywszy na rozliczeniu z kelnerami. Jego motto brzmiało: „umieć dopilnować swoich spraw, a wszystko będzie dobrze”. Nieprzeciętnie zdolny, dusza towarzystwa. Niejednokrotnie bywało, że właśnie Wojtek podnosił na duchu zestresowaną przed jakimś kolokwium grupę, bawiąc do łez swoimi błyskotliwymi „tekstami”. Po zdanych kolokwiach czy egzaminach mawiał z roześmianą miną: „Jak ktoś się uczy, to ma wyniki”, zawsze wzbudzając uśmiech u innych.

Od drugiego roku, kiedy zrobiło się nieco „luźniej” w szkole – zaczęliśmy z Wojtkiem nasze rozliczne wyjazdy na narty. Uprawialiśmy „narciarstwo radosne”, które trwało 24 godziny na dobę. Ileż to razy jechaliśmy o 6 rano do Kuźnic, dopiero co po wstaniu od biesiadnego stołu, bez chwili snu, zgodnie z dewizą: „noc kawalerska, praca rycerska”. Wojtek pierwszy z naszej „paczki” ożenił się na IV roku, tworząc z Kasią zgodne małżeństwo. O dziwo, nie zaważyło to na naszych kontaktach towarzyskich. Wojtek był taki jak dawniej, tylko jeszcze bardziej odpowiedzialny za siebie i rodzinę. Nawet po ukończeniu studiów regularnie spotykaliśmy się całą naszą ekipą w Lublinie: w „Orionie” przy ul. Staszica czy w innych lokalach, również w Kielcach. Zawsze było co wspominać i zawsze czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie. „Wiadomo, że będzie fajnie, tylko, jak fajnie”? – mawialiśmy – i zawsze mieliśmy rację. Mimo, że drogi nas wszystkich się rozeszły po Polsce i po świecie – zawsze mieliśmy tę pewność, że choćby upłynęło wiele lat – mogliśmy liczyć jeden na drugiego, a podczas spotkania po długim czasie – stwierdzaliśmy zawsze, że nic się w naszych relacjach nie zmieniło.

Wojtek był przez całe swoje życie bardzo związany z Kielcami. Tu mieszkali Jego rodzice, tu dorastał, tu poznał swoją żonę, w Kielcach urodziły się Jego córki i wnuczka. Kochał sport, szczególnie piłkę ręczną, a za swoją ukochaną drużyną VIVE Kielce jeździł po całej Europie, aby jej kibicować. Przyszedł czas, kiedy nagle zorientowaliśmy się, że pozycja Wojtka w świecie lekarskim i naukowym ogromnie wzrosła. Pamiętamy, jak bardzo byliśmy dumni i pełni podziwu dla Wojtka podczas jego habilitacji, na którą zaprosił m.in. przyjaciół. Myślę, że dopiero wtedy zdaliśmy sobie sprawę z Jego dokonań w środowisku lekarskim i naukowym w Kielcach i w Polsce. Habilitował się, rozpoczął przewód profesorski. Objął kierownictwo Kliniki Położnictwa i Ginekologii w WSZ w Kielcach. Został Konsultantem wojewódzkim ds. Ginekologii i Położnictwa woj. Świętokrzyskiego oraz w lutym 2020 został wybrany prezesem Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników. Sukcesy osiągnął bardzo ciężką pracą i ogromnym zaangażowaniem, niestety również kosztem swojego zdrowia i rodziny. Sukcesy jednak nie zmieniły go jako człowieka. Zawsze był jednym z nas – naszym Przyjacielem.

Było to dla nas bardzo ważne i Jego przyjaźń odbieraliśmy jako niezwykły zaszczyt. Nie da się opisać w kilku słowach wspólnie spędzonych 36 lat. Zbyt dużo wspomnień, które zapamiętamy na zawsze. Wielki ból i smutek, że nie będzie ich już więcej. Na zawsze zapamiętamy Jego uśmiechniętą twarz i charakterystyczne, z pewną dozą ironii, sarkazmu, poczucie humoru. Wojtek był naszym naturalnym przywódcą. Potrafił, w sposób dla nas do dzisiaj niezrozumiały, okiełznać nasze trudne, a czasami bardzo trudne charaktery i czynił to nad wyraz skutecznie z pełnym spokojem i uśmiechem, jakby bez wysiłku. Jego niezwykły optymizm sprawiał, że każdemu podnosił się poziom pozytywnej energii, więc każdy w Jego towarzystwie czuł się dobrze i bezpiecznie. Zupełnie natomiast nie zdawaliśmy sobie sprawy z ciężaru, który – jak się okazuje – dźwigał. Ten ciężar przygniatał go coraz mocniej.

Wojtku, kochaliśmy Cię i nadal kochamy. Jesteś już po drugiej stronie, w lepszym świecie. Kiedyś do Ciebie dołączymy a Ty z pewnością będziesz perfekcyjnie na to spotkanie przygotowany. Jak zawsze.

Przyjaciele:
Robert Gut, Marek Filar, Piotr Furtak, Andrzej Hawryło, Grzegorz Izbicki, Andrzej Jackowski, Tomasz Kościk, Marcin Misztal, Jolanta Moniakowska, Wojciech Moniakowski, Marek Płoucha, Andrzej Rojowski, Dariusz Rzedzicki, Jarosław Żółkowski

Msza Święta żałobna zostanie odprawiona 6 czerwca 2020 o godz. 13 w Bazylice Katedralnej pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kielcach, po czym nastąpi odprowadzenie na cmentarz komunalny nr 2 przy ul. Ściegiennego w Kielcach.