Wspomnienia

Leszek Ciuba (19582020)

   

Z głębokim żalem i smutkiem zawiadamiamy, że w dniu 27.11.2020 r. pożegnaliśmy na zawsze naszego kolegę Leszka Ciuba, specjalistę ortopedę.

Doktor Leszek był człowiekiem prawym i zawsze otwartym na sprawy innych ludzi, gotowym służyć radą i doświadczeniem. W sprawach zawodowych jako specjalista ortopeda wyróżniał się rzetelnością i profesjonalizmem. Był kolegą zawsze życzliwym i uczynnym. Odszedł przedwcześnie i nieoczekiwanie. Na zawsze pozostanie w naszej pamięci.

Koledzy i koleżanki z komisji lekarskich ZUS w Lublinie

Halina Goławska (1949‑2020)

   

Halina Goławska, z domu Przegalińska, po ośmiu miesiącach zmagań z ciężką chorobą, odeszła na zawsze 30 października 2020 r. O czwartej nad ranem, cicho i spokojnie, tak, jak żyła. Uwzględniając tragizm czasu pandemii, można sądzić, że Bóg wysłuchał jej modlitw i po wielu pobytach w szpitalach pozwolił odejść w domu, w obecności najbliższych, w ulubionym pokoju. Pochowana została na cmentarzu komunalnym w Radzyniu Podlaskim.

Urodziła się 2 czerwca 1949 r. we wsi Rzymy‑Rzymki w powiecie łukowskim. Liceum ukończyła w Radzyniu Podlaskim – miała tu wielu znajomych i przyjaciół z tamtych lat. Studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Lublinie ukończyła w 1973 r. Po stażu w ZOZ w Parczewie przez 3 lata pracowała w Wojewódzkim Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Suchowoli, rozpoczynając specjalizację z psychiatrii.

W 1977 r. wróciła do Radzynia i 16 lat pracowała w Poradni Zdrowia Psychicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej, uzyskując w 1984 r. II stopień specjalizacji. Od 1993 r., po zorganizowaniu nowego Oddziału Psychiatrycznego, przez 11 lat była jego ordynatorem. Ciągle się uczyła i utrzymywała bezpośrednie kontakty z wieloma naukowcami, autorytetami w zakresie psychiatrii. Miało to wpływ na uzyskiwanie dobrych wyników w pracy i budowało rangę oddziału.

Po przejściu na emeryturę dalej leczyła w gabinecie prywatnym, który prowadziła prawie do końca przez 25 lat. 15 lat współpracowała z ZUS?‑em jako konsultant.

Była cenioną psychiatrą, o dużej wiedzy i wielkim doświadczeniu. Miała dar cierpliwego słuchania, umiała pomagać. Dla pacjentów miała uśmiech i serce. Tym zdobywała ich zaufanie i szacunek. Dla pacjentów była nawet wtedy, gdy pojawiła się choroba. Ciągle pod telefonem, starała się pomagać tym, którzy tego potrzebowali.

Oprócz pracy zawodowej miała dom, rodzinę, wychowywała dzieci, miała różne zainteresowania. 15 lat uprawiała strzelectwo sportowe. Już w liceum została młodzieżową mistrzynią Polski i była powołana do reprezentacji kraju na zawody międzynarodowe. W barwach AZS swojej uczelni zdobywała złote medale na mistrzostwach Polski AM. Lubiła wyjazdy, zwłaszcza do Francji i Włoch. Kochała swoje koty i psy, płakała, gdy odchodziły. Piekła wspaniały chleb, bardzo lubiła kwiaty. Na jej grobie długo stały czerwone róże, a było ich 71.

Tak bardzo chciała żyć, dla rodziny, przyjaciół i pacjentów. Była Najdroższą Żoną, matką ukochanych córek. Była autorytetem i jedyną ciotką dla licznej rodziny czterech braci.

Pozostał nam ból rozstania, ogromna tęsknota i nieustannie przewijający się film pamięci. Pozostała też możliwość wiary w słowa ks. Jana Twardowskiego, że „Można odejść na zawsze, by stale być blisko”.

Mąż wraz z córkami

Julitta Szczepaniak (1938‑2020)

   

Dr n. med. Julitta Szczepaniak urodziła się 11.10.1938 r. w Radomiu. W tym mieście ukończyła szkołę podstawową i średnią uzyskując świadectwo dojrzałości w 1956 r. Studia lekarskie odbyła na Wydziale Lekarskim AM w Lublinie. Dyplom lekarza medycyny otrzymała w 1963 r. W następnym roku rozpoczęła pracę w Oddziale Chirurgii Szpitala Wojewódzkiego im. Jana Bożego w Lublinie oraz w Poradni Przyszpitalnej, pracując tam nieprzerwanie aż do 2007 r. W 1973 r. otrzymała II stopień specjalizacji z chirurgii ogólnej, a w 1980 r. uzyskała specjalizację z urologii. Od 1983 r. pełniła funkcję zastępcy ordynatora Oddział Chirurgii Ogólnej i Urologii. Opublikowała kilka prac naukowych i w 1978 r. uzyskała tytuł doktora nauk medycznych na podstawie pracy pt. „Acetylocholina i jej metabolizm w przebiegu otrzewnowej infekcji pałeczką okrężnicy”. Była bardzo zaangażowana w pracę zawodową, lubiana przez współpracowników, szanowana przez pacjentów. Zawsze cieszyła się dobrą opinią przełożonych. W codziennej pracy na sali operacyjnej i przy łóżkach chorych wykazywała skrupulatność, sumienność i empatię. Była wszechstronnie wyszkolonym chirurgiem ogólnym i urologiem, lekarzem o dużej wiedzy i kulturze osobistej. Chętnie dzieliła się swoimi umiejętnościami z młodymi lekarzami. Aktywnie uczestniczyła w posiedzeniach i sympozjach Polskiego Towarzystwa Chirurgicznego i Urologicznego. Przez wiele lat Dr Julitta Szczepaniak pełniła też funkcję zastępcy Rzecznika Dobra Służby Zdrowia przy Okręgowej Komisji Kontroli Zawodowej. Po przejściu na emeryturę w 1999 r. kontynuowała pracę w Oddziale Chirurgii i Urologii oraz w Poradni Urologicznej. W dowód uznania za wieloletnią i owocną pracę została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi. Z chwilą przejścia w stan spoczynku w 2007 r. otrzymała od dyrekcji szpitala List Dziękczynny „za wyjątkowo sumienne i pełne zaangażowania pełnienie obowiązków zawodowych podczas wieloletniej pracy na rzecz S.P. Szpitala Wojewódzkiego im. Jana Bożego w Lublinie”. Pełne podziękowań listy pisali też pacjenci. W życiu prywatnym Dr Julitta Szczepaniak była niezwykle życzliwa dla ludzi, chętnie służyła im pomocą nie tylko w problemach zdrowotnych. Mimo wielkiego zaangażowania w pracę zawodową nigdy nie zaniedbywała rodziny. Była wspaniałą żoną, troskliwą i kochającą mamą, babcią i prababcią. Odeszła od nas po ciężkiej chorobie otoczona opieką i miłością najbliższych 26 stycznia 2020 r. Spoczywa w grobie rodzinnym na cmentarzu przy ul. Lipowej w Lublinie. Na zawsze pozostanie w naszych sercach

Cześć Jej Pamięci

Rodzina i Przyjaciele

Andrzej Jóźwiakowski (1932‑2021)

   

Andrzeja poznałem w listopadzie 1954 r., obaj wówczas byliśmy studentami Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Lublinie. W tym samym czasie zostaliśmy zatrudnieni w Zakładzie Fizjologii Człowieka, jako zastępcy asystenta, a następnie otrzymaliśmy angaże jako asystenci w tym zakładzie. Do naszych obowiązków należało m.in. prowadzenie ćwiczeń ze studentami II roku Wydziału Lekarskiego oraz przygotowywanie prac naukowych. Tworzyliśmy bardzo zgrany zespół młodych ludzi, złożony w większości ze studentów III roku. Pracy mieliśmy dużo, bo trzeba było umiejętnie połączyć naukę z codzienną pracą w zakładzie. A jednak jako ludzie młodzi znaleźliśmy czas również na spotkania towarzyskie. Odbywały się one najczęściej z okazji imienin któregoś z nas i zawsze solenizant otrzymywał drobny upominek. Na zakończenie spotkania Andrzej odwoził nas swoim DKW, co było dla nas wielką atrakcją. Andrzej opowiadał nam dużo o swoim domu rodzinnym, o Szczebrzeszynie, w którym się urodził, o słynnym dr. Zygmuncie Klukowskim, no i oczywiście o swojej wielkiej pasji, czyli harcerstwie, opartym na wzorcach z czasów II RP. W 1961 r. nasza wspólna praca zakończyła się. Przestaliśmy pracować w zakładzie, bo nasz kierownik nie pozwolił nam na robienie specjalizacji. Został tylko Jurek Cytawa, który zapowiadał się na wybitnego naukowca, ale przedwczesna jego śmierć przekreśliła te piękne plany. I tak każdy poszedł swoją wybraną drogą. Andrzej został asystentem w Klinice Chirurgii w PSK 4 u prof. Tadeusza Jacyny‑Onyszkiewicza. W niedługim czasie dał się poznać jako świetny chirurg, bardzo lubiany ze względu na swoją niezwykłą życzliwość dla każdego pacjenta. Nasze kontakty stały się luźne, ale zawsze były bardzo serdeczne. W razie problemów medycznych nigdy nie odmawiał swojej pomocy. Swoją życzliwością zaskakiwał, po prostu przyjeżdżał do domu, jak to było w przypadku mojej córki. Andrzej był zamiłowanym bibliofilem i patrząc na mój regał z książkami wypowiedział wówczas swoje przekorne słowa, często powtarzane w mojej rodzinie. –„Jurek, patrząc na Twój księgozbiór można dojść do wniosku, że polityka wydawnicza w PRL jest prawidłowa”. On wiedział, że byłem wówczas lekarzem zakładowym „Domu Książki” i dzięki pracownikom miałem dostęp do publikacji. Czasami jadąc do przychodni widziałem, jak Andrzej śmigał do pracy na rowerze, niczym zawodowy kolarz.

I takim Andrzej pozostanie w mojej pamięci – serdeczny kolega, wspaniały lekarz oddany całym sercem swoim pacjentom.

Jerzy Jakubowicz