Wirus Covid 19 zostanie z nami

z dr. hab. n. med. Mirosławem Czuczwarem,
kierownikiem II Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii SPSK 1 w Lublinie, w ramach której działa Ośrodek Pozaustrojowego Leczenia Ciężkiej Niewydolności Wielonarządowej,
rozmawia Anna Augustowska

  • Na czym polegała misja medyczna w USA, w której uczestniczył Pan w pierwszych tygodniach pandemii?

– Misja, do której zostałem zaproszony – w sumie z Polski wzięło w niej udział 9 osób, obok 4 lekarzy (dr Jacek Siewiera, dr Jakub Klimkiewicz, dr Robert Ryczek i ja), także ratownicy medyczni i pielęgniarki – była zorganizowana przez Wojskowy Instytut Medyczny w Warszawie w ramach braterstwa broni, które od pół wieku łączy Wojsko Polskie z Gwardią Narodową Stanu Illinois, a to z kolei zawdzięczamy dużej chicagowskiej Polonii. Kiedy wybuchła pandemia, do Chicago polecieli polscy lekarze, którzy wcześniej pomagali przez kilka tygodni w opanowaniu epidemii w Lombardii i mieli już spore doświadczenie.

W czasie naszego pobytu odwiedziliśmy kilkanaście szpitali w Chicago i okolicach, w tym słynny szpital polowy (zlokalizowany w największym w USA centrum wystawowym McCormic Center), który został specjalnie przygotowany dla chorych z COVID‑19. To moloch na ponad 2 tysiące łóżek. Na szczęście nie został w pełni nigdy wykorzystany.

Rolą polskiej ekipy była przede wszystkim obustronna wymiana doświadczeń. Zapoznawaliśmy się z metodami pomocy pacjentom z koronawirusem w USA, które w zasadzie nie różnią się od stosowanych w Polsce, chociaż muszę zaznaczyć, że Amerykanie z dużym sceptycyzmem odnoszą się do naprędce wymyślanych form leczenia przeciwwirusowego. W zdecydowanej większości placówek nie spotkaliśmy się ze stosowaniem osocza ozdrowieńców, leków immunomodulujących, czy też leków przeciwwirusowych (z wyjątkiem remdesiviru), a powszechne podawanie chlorochiny praktycznie nie miało miejsca.

Amerykanie najbardziej byli zainteresowani metodą pozaustrojowego utlenowania krwi przy pomocy aparatury ECMO, którą my w Lublinie stosujemy od ponad 4 lat – dodam, że w Polsce jest 5 takich ośrodków, które zostały wyznaczone przez prof. Radosława Owczuka, konsultanta krajowego w zakresie anestezjologii i intensywnej terapii, do leczenia pacjentów z COVID‑19 metodą ECMO (Lublin, Warszawa, Kraków, Gdańsk i Wrocław). W naszym oddziale mamy na chwilę obecną możliwość jednoczesnego leczenia 4 chorych z najcięższymi postaciami wirusowego zapalenia płuc, którzy wymagają leczenia przy pomocy metody ECMO.

  • To znaczy, że Amerykanie nie stosują ECMO?

– Stosują, ale głównie na oddziałach kardiologicznych, przy niewydolności krążeniowej – i bardzo chcieli się dowiedzieć, jak ta metoda może służyć ratowaniu chorych z COVID‑19, którzy przebywają na oddziałach intensywnej terapii poza ośrodkami kardiochirurgicznymi. Bardzo to ich interesowało. Stąd moja rola – przekazałem nasze doświadczenia.

Aparat ECMO, o czym wciąż nie wszyscy wiedzą, może być wykorzystywany w wielu przypadkach ciężkiej niewydolności wielonarządowej o różnej etiologii, które do tej pory były niemożliwe do wyleczenia przy pomocy tradycyjnych metod.

Pragnę pokreślić, że procedury, które mogą być wykonywane w ośrodku, obejmują m.in.: pozaustrojową eliminację dwutlenku węgla i natlenianie krwi (ECMO), ciągłą terapię nerkozastępczą, plazmaferezy lecznicze, jak również optymalizację metod konwencjonalnej wentylacji mechanicznej.

Szpital polowy na 2 tys. łóżek, Chicago, McCormic Center.

  • No właśnie – o tym, że w Lublinie stosowane są techniki pozaustrojowe, nieraz rozmawialiśmy. Ale nigdy w kontekście koronawirusa. Jak to teraz wygląda?

– Bardzo podobnie. Koronawirus, jak wiemy, uszkadza płuca i dla pacjentów, którzy to zakażenie przechodzą najciężej, kiedy inne metody nie są w stanie im pomóc, Ośrodek Pozaustrojowego Leczenia Ciężkiej Niewydolności Wielonarządowej staje się często ostatnią deską ratunku. Pacjentów z ostrą niewydolnością oddechową lub krążeniową, oporną na leczenie konwencjonalnymi metodami, podłączamy do urządzenia ECMO, które pozwala na pozaustrojowe utlenowanie krwi. Pozaustrojowe natlenianie krwi (ECMO) ratuje życie pacjentom m.in. z Covid‑19, którym ze względu na uszkodzenie płuc nie pomagają respiratory.

  • Ile osób od początku pandemii leczono w Lublinie w ten sposób? Może warto zwiększyć liczbę tych stanowisk?

– Do czerwca mieliśmy 11 pacjentów z ciężką postacią niewydolności oddechowej. To chorzy na SARS‑Co‑V2, w większości mężczyźni, zwykle w sile wieku, chociaż mieliśmy też 83‑latka, który opuścił nasz oddział. Z tej jedenastki czworo pacjentów wymagało podłączenia do ECMO i, niestety, dwóch z nich nie udało się uratować. To do nas trafił na leczenie m.in. pierwszy zakażony pacjent w województwie lubelskim – z Bełżyc. Leczyliśmy też sekretarkę medyczną ze szpitala w Radomiu, w którym zarażona była część personelu medycznego i lekarza z tego szpitala. Jak widać trafiali tu, i trafiają nadal, pacjenci także z innych województw. Poza tym pragnę podkreślić, że nasz ośrodek leczy nadal wszystkich wymagających pomocy ECMO, bo przecież ludzie nadal chorują nie tylko z powodu pandemii.

  • Muszę zapytać o kryteria, jakimi się Państwo kierujecie przyjmując „covidowców”. Panuje przekonanie, że najciężej chorują osoby starsze…

– Od razu zaznaczę, że o przyjęciu decyduje nie wiek, ale ogólny stan pacjenta, jego biologiczna kondycja. Osoba, która nie ma dodatkowych chorób, jej organizm jest generalnie w niezłej formie, ma mimo nawet starszego wieku, duże szanse na skuteczną pomoc i tym się kierujemy przyjmując kolejne osoby.

  • Wróćmy jeszcze do amerykańskiej misji. Czego polska służba zdrowia mogłaby się nauczyć od amerykańskiej?

– Myślę, że takim dobrym przykładem do ewentualnego wykorzystania u nas byłby sposób, w jaki włącza się wojsko do pomocy przy zwalczaniu epidemii. Tam żołnierze są na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem, aktywnie wspomagając personel medyczny na oddziałach szpitalnych, w izbach przyjęć, szpitalach polowych, czy też miejscach pobierania wymazów.

Bardzo wyraźnie chcę podkreślić, że nasze metody leczenia zakażonych, wyposażenie szpitali, profesjonalizm służb medycznych, nie pozostawiają nas w tyle za resztą świata. Naprawdę nie mamy się czego wstydzić! Do tego stopnia, że amerykańscy lekarze zapowiedzieli, że bardzo chętnie przyjadą do Polski i zapoznają się z naszymi doświadczeniami.

  • Chciałabym jeszcze zapytać o przyszłość – jak Pan sądzi, czy pandemia ustąpi? Nauczy nas czegoś?

– Wirus COVID‑19 zostanie z nami, co nie oznacza, że osoby, które zostaną zarażone, będą wymagały intensywnej terapii, nie mówiąc już o podłączaniu do ECMO. Zdecydowana większość – myślę, że 90 proc. zakażonych przejdzie tę infekcję łagodnie albo bezobjawowo. Niektórzy być może będą musieli przechorować w izolatoriach (cieszmy się, że powstały). Podkreślam – COVID‑19 to nie wirus Ebola. Musimy się nauczyć z nim żyć i cały czas przestrzegać zdroworozsądkowych zasad: unikać dużych skupisk, nosić maseczki w sklepach itd.; przestrzegać higieny i generalnie dbać o swój układ odpornościowy, bo to on gra decydującą rolę w walce z wirusem, nie tylko z tym zresztą. Dodatkowo, z niecierpliwością czekamy na skuteczną i bezpieczną szczepionkę, która ma się pojawić jeszcze w tym roku.