Unikać powinien spółkowania każdy młody człowiek, gdy jest mocno zmartwiony

Tytuł ponad 200‑stronicowej publikacji, którą chcemy przypomnieć, zajmuje całą tytułową stronę i wyjaśnia wszystko. „Przewodnik lekarski dla mężczyzn, czyli Zbiór wiadomości i rad dotyczących aktu miłości fizycznej, skutków jej nadużycia, chorób wenerycznych, środków ustrzeżenia się od nich; niemocy męskiej, jej przyczyn i sposobów leczenia”. Autor jest fachowcem. Praktykował blisko pół wieku w Warszawie i Sankt Petersburgu

– Kto by nie pragnął, aby namiętności ludzkie w każdym razie poskramiane być mogły?! Lecz niestety, świat idealny moralistów nie jest realnym światem! – zauważa Beniamin Rosenblum, który już w I połowie XIX wieku musiał się tłumaczyć ze swoich publikacji, którymi narażał się owym moralistom. Ci głosili, że problemy młodych onanistów i rozpustników czy mężów słabego charakteru są jedynie godne napiętnowania, a nie rozgłosu. Jednak lekarz uważał inaczej.

O używaniu kobiety też

W 1843 roku swoich czytelników wyposażał w wiedzę z zakresu anatomii i fizjologii. Dawał szczegółowe opisy objawów chorób wenerycznych, by tak walczyć z ich rozprzestrzenianiem. Tłumaczył mężczyznom, na co powinni zwrócić uwagę korzystając z usług kobiety nierządnej, gdy… ułożą ją w widnym miejscu i po wyglądzie skóry będą oceniali stan jej zdrowia. Obalał fatalne mity jak mniemanie, że „na uleczenie trypra, najlepiej było używać kobiety podczas ciąży!” oraz dawał wskazówki mężom i żonom, co robić, by przyczynić się do płodnego spółkowania.

Moralistom musiało się to nie podobać.

Jego poglądy sprzed 200 lat spodobałyby się za to współczesnym medykom.

Po pierwsze: wiedza. Po drugie: kontakt ze specjalistami a nie szarlatanami. Po trzecie: zaordynowaną kurację trzeba przeprowadzać do końca a nie porzucać, gdy poczuje się poprawę. Po czwarte: wstyd i ukrywanie dolegliwości czynią największe szkody.

Lekarz dla cholerycznych

O doktorze Beniaminie Rosenblumie nie wiemy zbyt wiele. Dwa pewniki – urodził się w 1815 roku, a zmarł w 1889. W przedmowie do książki „O zapasach z cholerą: wspomnienia i rady czerpane z 46‑cio‑letniej praktyki lekarskiej”, która się ukazała w Sankt Petersburgu wspomina, że latem 1831 roku był w Warszawie, gdy grasowała pierwsza epidemia azjatyckiej cholery. Zaraził się a potem jeszcze miał tyfus. Był wówczas nastolatkiem i chodził do gimnazjum.

Medycynę studiował w Berlinie. Do Warszawy wrócił w 1837 roku i trafił na końcówkę drugiej epidemii cholery. Mieszkał wówczas blisko szpitala żydowskiego, gdzie zorganizowano „oddzielenie cholerycznych” i tam asystował naczelnemu lekarzowi. W 1848 roku był lekarzem dla cholerycznych w IV cyrkule miasta Warszawy. Jak wspominał, tacy lekarze mieli nad bramą domu, w którym mieszkali, latarnię z napisem „Lekarz dla cholerycznych”, która się paliła przez całą noc.

Rok później został ordynatorem w koszarach saperskich w Warszawie. W mieście zarazy nie było, ale on miał pacjentów z obozu na polach Powązkowskich, gdzie było wojsko wracające z kampanii węgierskiej. W 1852 roku przeżył epidemię cholery jako lekarz praktykujący. Wówczas stracił 3‑letnie dziecko, które zmarło właśnie na tę chorobę. Uważał, że przez głupotę niańki, która, pomimo najsurowszego zakazu, „przeładowała żołądeczek dziecka niedojrzałymi owocami”.

Kilka lat później Zarząd Głównego Inspektora Służby Zdrowia wezwał go do pomocy w szpitalu dla cholerycznych przy przytułku starców starozakonnych.

Słabi osłabną

– Wszystkie przyczyny przyśpieszające dojrzałość płciową, mają główne swoje siedlisko w wielkich miastach. Do tych się liczą: życie siedzące, wczesne wysilenie władz umysłowych, pokarmy i napoje rozgrzewające, czytanie romansów a przede wszystkim zły przykład i zepsucie młodzieży przez starszych. Dlatego to u mieszkańców wsi dojrzałość płciowa bywa opóźnioną czy raczej występuje w naturalnym czasie – pisał w 1843 roku Rosenblum.

Dowodził, że młodzież należąca do „słabej kompleksyi” nade wszystko unikać powinna życia rozwiązłego. Komu trwałość i kwiat życia są miłe, niech unika za wczesnego obcowania z płcią niewieścią i zachowa tę rozkosz aż do małżeństwa.

Jajeczniki i magnetyzm zwierzęcy

– Żadna czynność ciała ludzkiego nie wzbudziła tyle ciekawości i nie była przedmiotem tylu domysłów, jak tajemnica zapłodnienia. Mamy dotychczas przeszło dwieście sposobów tłumaczenia tej tajemnicy, ale ostatni z nich bynajmniej nie więcej rzecz objaśnił, jak pierwszy. Stosunek nasienia męskiego z jąder do cieku z jajeczników u kobiet, o tyle nam tylko jest wiadomym, że wydzielenie obydwóch płynów musi przypaść w jednej i tej samej chwili. Ale mnogość przykładów mówi, że nasienie męskie musi mieć w swoim składzie pierwiastek lotny, który nie tylko do macicy ale aż do jajeczników dochodzi i tam jedno lub kilka pęcherzyków zapłodni. Nowsze spostrzeżenia i wyobrażenia o naturze ciała ludzkiego i jego czynności budzą domysł prawdopodobny, jakoby cały akt spółkowania i zapłodnienia był wypadkiem praw elektrogalwanicznych, albo raczej zwierzęco‑magnetycznych – czytamy w „Przewodniku lekarskim dla mężczyzn”.

Nasienie męskie działa nie tylko na części rodne kobiety, ale i na cały jej organizm „sprowadzając tak podczas spółkowania jak po jego ukończenia przypadłości czysto nerwowe, które nie różnią się od przypadłości spowodowanych magnetyzmem zwierzęcym”.

Autor nie precyzuje, co to ten zwierzęcy magnetyzm, widać czytelnicy w 1843 roku wiedzieli świetnie.

Spółkowanie a odbijanie

Unikać powinien spółkowania każdy młody człowiek, gdy jest mocno zmartwiony, gdy mu bieda dokucza, także nie ma stosownego i porządnego jadła, gdy mieszka w zimnem pomieszkaniu a mocne panują mrozy, gdy dniem wprzód był pijany lub nadużywał pokarmów i gdy czuje ból głowy, nudności, odbijanie, gdy ma mocne rozwolnienie żołądka, lub gdy jakiejkolwiek ulega gorączce.

Wymienione okoliczności sprawiają u młodych ludzi „nadzwyczajną skłonność do zarazy”.

Kolejna rada dla młodych mężczyzn – unikać spółkowania podczas „regularności kobiety”. Pomijając obrzydzenie, które spółkowanie w owym czasie sprawić by mogło, panowie powinni szczególnie baczyć na niebezpieczeństwa, które grożą kobiecie. Z tych najczęściej się przytrafia krwotok.

Zdaniem doktora, trzeba unikać wszelkich lekarstw, pokarmów i napojów, które według pospolitego mniemania powiększają chęć i możność do spółkowania. Do dietetycznych zaliczano wówczas: trufle, żółtka od jaja, raki, szpik wołowy, słodkie wino, mleko, czosnek. Nie były one tak szkodliwe jak stosowany: borax, opium, muchy hiszpańskie, moszus (piżmo).

Nogi od tego słabieją

Zachowanie się po spółkowaniu wymaga „spoczynku dla odzyskania utraconych sił oraz ostrożności ze strony kobiety celem nie przeszkodzenia zapłodnienia. Szczególniej aby miednica i nogi zostawały w jak największej spokojności. W tym względzie postępowanie kobiet publicznych jest zupełnie różne, a stąd tak rzadkie u nich zapłodnienie. Nie tylko już w samym akcie są niespokojne i po nim w ciągłym są ruchu. Mocne tańczenie nieraz jest przyczyną, że nowozamężne kobiety w pierwszych dniach po ślubie nie zachodzą w ciążę”.

Zdaniem autora przewodnika, nie ma lepszego środka wzmacniającego po spółkowaniu, jak spoczynek i sen. Ludziom bardzo osłabionym wprawdzie „najzdrowiej unikać miłości fizycznej, gdy się jednakże jej oddadzą, wzmocnią się używając po akcie lekkiego pokarmu”. Takim są: jaja na miękko, czekolada, bulion.

Schudnienie ciała, szczególniej twarzy i rąk, utrata kolorów twarzy, oko staje się mdłem i zapadłem, ciało przybiera postawę pochyloną, nogi słabieją, umysł a szczególniej pamięć tępieje, członki się trzęsą, słowem można już wcześnie np. w 30. roku być wzorem zgrzybiałego staruszka. To wymieniane przez doktora… skutki nadużycia miłości fizycznej.

Maskil z Nowego Światu

O Beniaminie Rosenblumie wspomina Marcin Wodziński pisząc o Oświeceniu żydowskim w Królestwie Polskim. Dzięki temu wiemy, że nasz doktor był maskilem, czyli przedstawicielem haskali. Ruchu intelektualnego Żydów europejskich, którzy opowiadali się za integracją ze społecznościami nieżydowskimi, polepszeniem świeckiej edukacji.

Faktycznie, w jednej ze swoich prac Rosenblum, pod pozorem omówienia stanu higieny wśród Żydów, proponował szereg reform religijnych. Dowodził konieczności głębokich zmian w porządku obrzezania, łaźni, chederu, bóżnicy itd. Wspominał również o chasydach.

– Chasydzkie łaźnie przez swą nieczystość zagrażają chorobami wenerycznymi całej populacji, a chasydzkie domy modlitwy, gdzie panuje „kiwanie się i opryskliwe krzyki”, są niebezpieczne dla zdrowia i życia osób uczęszczających – pisał.

O jego chyba niezłej pozycji w warszawskim środowisku świadczy adres zamieszkania.

W wydanym w 1863 roku „Pamięt­niku Towarzystwa Lekarskiego Warszaw­skiego” znajdujemy go w spisie imiennym lekarzy pod pozycją 112: Rosenblum Benjamin, Nr. 1245, ulica Nowy‑Świat, 67.

Ta podwójna numeracja to czas zmiany dawnych numerów policyjnych na aktualne współcześnie. W 1863 roku przy Nowym Świecie 67 znajdował się wybudowany dwie dekady wcześniej pałac Zamoyskich, wówczas budynek biurowo‑mieszkalny.

To specjalne miejsce i możliwe, że doktor albo jego bliscy byli świadkami wydarzeń, które się tam rozegrały. Albo wręcz padli ich ofiarą?

Wojsko rosyjskie demolujące pałac po zamachu na Fiodora Berga w 1863. Obraz anonimowego autora

19 września 1863 roku z okna tego pałacu członkowie Żandarmerii Narodowej dokonali zamachu na przejeżdżającego ulicą namiestnika carskiego Fiodora Berga. W odwecie pałac został splądrowany przez żołnierzy rosyjskich. Mienie mieszkańców zostało wyrzucone na bruk, przeniesione pod pomnik Mikołaja Kopernika i spalone. Jedno z mieszkań należało do Izabeli Barcińskiej, z domu Chopin. Stał tam fortepian Fryderyka. To scenę wyrzucania instrumentu kompozytora opisał Cyprian Kamil Norwid w wierszu „Fortepian Szopena”.

Nic nie stoi na przeszkodzie byśmy 158 lat później przyjęli, że doktor Rosenblum był sąsiadem pani Barcińskiej.

Janka Kowalska