Teraz latamy tylko po niezaszczepionych

– Pacjent jest w bardzo ciężkim stanie, ma 40 lat i jest niezaszczepiony, jak już teraz w zasadzie wszyscy, których ratujemy – mówił prof. Mirosław Czuczwar, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie w czwartek 2 grudnia, czekając na wojskowego Sokoła, którym miał się odbyć transport chorego z Białej Podlaskiej.

– To blisko, bo latamy po chorych nawet na Pomorze, Śląsk, w Świętokrzyskie, Małopolskie czy Łódzkie. Co miesiąc to od kilku do kilkunastu transportów powietrznych. Zgłoszeń jest tak dużo, że Lotnicze Pogotowie Ratunkowe nie jest w stanie przyjąć wszystkich, dlatego wspierają nas śmigłowce sił powietrznych – dodaje prof. Czuczwar.

W klinice zajęte są wszystkie miejsca. Praktycznie cały czas. Z kilkuset osób tu leczonych w czasie III i IV fali pandemii ponad 100 chorych było w najcięższym stanie i wymagało podłączenia do ECMO, czyli tzw. płucoserca. – Warto podkreślić, że samo podłączenie do ECMO to koszt 50 tys. zł; a jeden dzień leczenia to co najmniej kilka tysięcy zł. Jeśli chory się poprawia, spędza tu kilka tygodni a potem czeka go dalsze leczenie, rehabilitacja itd. Koszt takiej kuracji dochodzi nawet do 1 mln zł  wylicza prof. Czuczwar i dodaje: – Ratujemy niezaszczepionych i młodych ludzi, którzy mogli ochronić się szczepionką, ale tego nie zrobili. Niestety śmiertelność w tej grupie najciężej chorych sięga nawet 90 proc.

To śmierć na własne życzenie.

– Jedyne dobro, które nam po Covidzie zostanie to doskonale wyszkolony, pełen oddania i zaangażowania personel – podsumowuje prof. Mirosław Czuczwar.

Śmigłowiec z chorym wylądował na lądowisku przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym, kiedy zapadła już szybka, grudniowa noc. Stąd karetką pacjent został przewieziony do szpitala przy ul. Staszica.

Anna Augustowska
Fot. Iwona Burdzanowska