Siła woli pijącego opuszcza. I to zazwyczaj zupełnie

Już ponad sto lat temu było wiadomo, że tytuł wykładu czy broszury to połowa sukcesu. Znany lekarz higienista i działacz abstynencki jedną ze swoich prac ogłosił jako „Alkohol a miłość”. Treść nie jest adekwatna, ale ciekawa. Zwłaszcza dla zwolenników… bezmięsnej diety

Postać doktora Karola Zaleskiego, który większość swojego życia spędził w Sanoku, jest niezwykła z uwagi na rozległe zainteresowania lekarza higienisty i specjalisty chorób wewnętrznych. Aktywności by wystarczyło dla kilku osób. Od działalności społecznej, abstynenckiej, przez nauczycielską, piastowanie funkcji radnego miejskiego, pracę na rzecz rozwoju leczenia sanatoryjnego balneologicznego, krzewienie czytelnictwa, publikację artykułów, pszczelarstwo i ogrodnictwo, propagowanie aktywnego trybu życia, turystykę po… pisanie wierszy.

Nie wspominając o utrzymywaniu rodziny. Urodzony w 1856 roku Karol Zaleski był ojcem sześciu synów i trzech córek.

Wykład dla pań

Wśród tych wszystkich zajęć doktor Zaleski miał jeszcze czas, by przygotowywać i wygłaszać pogadanki i wykłady. Jeden z nich doczekał się wersji drukowanej i dzięki temu dotrwał do naszych czasów. Na pewno broszura została opracowana na podstawie wykładu wygłoszonego w Sanoku na rzecz Towarzystwa Dobroczynności Pań św. Wincentego à Paulo. Tego samego, w którym działała żona doktora, Wilhelmina, nauczycielka i działaczka ruchu abstynenckiego. Nie ma pewności kiedy. Jedne źródła podają, że „Alkohol i miłość” wydano w 1904, a inne, że w 1913 roku. Bez względu na to, Zaleski był już wtedy w Sanoku znany. Mieszkał i pracował tu od 1886 roku.

Jarstwo i rajstwo

Że nadużywanie mięsiwa, zwłaszcza przesolonego i przepieprzonego, jak szynki i kiełbasy, sprowadza większe pragnienie i szczególnie usposabia do pijaństwa, to wiadome powszechnie – uważa autor, wykształcony na Uniwersytecie Jagiellońskim lekarz, który praktykował w klinikach Wiednia i we Lwowie. – Potrawy przy napojach lepiej nam smakują, więcej można ich zjeść, niż potrzeba; napoje powoli zaczynają też coraz nam lepiej smakować, zaczynamy coraz więcej i coraz częściej sobie dolewać, bo przekonywamy się, że głowa pod wpływem wyskoku coraz mniej nam się kręci, coraz więcej jest wytrzymalszą – opisuje zgubne zależności.

Zaleski ponad sto lat temu zauważał, że jedną z pierwszych przyczyn nadużywania alkoholu jest nieodpowiednie, mięsne odżywianie! Już wtedy czytelnicy mogli kupować broszury i książki zawierające naukowe uzasadnienie jarstwa – jak wtedy nazywano brak mięsa w diecie – wraz z przepisami. Były to tłumaczenia z angielskiego i publikacje rodzimych autorów. I autorek. Opisywano też „rajstwo” czyli błogość odżywiania się surowymi roślinami.

Wyskokowa klątwa

Wyskok to nic innego jak alkohol. Autor podobnie jak Aleksander Bruckner w „Słowniku etymologicznym języka polskiego” wyraz „alkohol” uznaje za pochodzenia arabskiego. „Wyskok” to nasza rodzima nazwa, która przetrwała w „napojach wyskokowych”.

Zaleski diagnozuje też, dlaczego ludzie piją. – Bo wszyscy piją przy każdej sposobności. O, to działa niewątpliwie! Takie pijące i pijane środowisko, to klęska i słusznie socjologowie alkoholizm nazywają klątwą narodów. Ileż to znamy wypadków ostrego zatrucia wyskokiem nie tylko „urlopników i rekrutów”, ze wsi prostaczków bez wykształcenia, a często i bez wszelkiego wychowania. Ale także najdzielniejszych i najzacniejszych młodzieńców z najlepszych rodzin! Najgorzej takiemu młodemu raz, dwa razy upić się do 2. lub 3. stopnia – ostrzega higienista.

Oblicze pijącego

W „Alkoholu a miłości” kreśli on charakterystykę tych stopni.

Czy pijemy wino czy piwo, czy konjak itp., w miarę zwiększania dawki danego napoju wyskokowego pojawiają się u pijącego trzy stopnie upojenia. Po pierwszych kieliszkach pijący czuje się wesoły, śmiały, głos ma silniejszy, mowę płynniejszą. Działanie więc napoju jest rozweselające, dające uczucie wzmożenia duchowej i cielesnej siły. Często zauważamy istotnie większą zdolność roboczą. Popędy i namiętności swobodniej na jaw występują. Jest to 1. stopień zwany podpiciem, podochoceniem albo podchmieleniem – tłumaczy lekarz.

Oblicze pijącego i spojówki czerwienieją mocno, a oczy poczynają szczególnie błyszczeć. Coraz więcej ujawnia się podrażnienia duchowego i gonitwa myśli. Gwałtowna chęć wygadania się, poruszania, chęć do śpiewu i skakania. Popędy i namiętności budzą się nadzwyczaj łatwo, a powstrzymywanie ich nie ma sensu, dlatego głównie, że siła woli pijącego opuszcza i to zazwyczaj zupełnie – charakteryzuje 2. stopień autor broszury.

Po nim następuje bełkotanie, zamiast tańca ledwie trzymanie na nogach i chęć spania.

Upity zasypia snem twardym, niespokojnym. Po przebudzeniu – jeśli się przebudzi, bo czasem następuje porażenie płuc i życie ustaje – głowa jest ciężka, boli, duchowe przygnębienie, osłabienie i porządny katar żołądka pozostają i przez kilka dni – rysuje doktor Zaleski obraz ofiary 3. stopnia upojenia.

Miłość cierpi

I przytacza statystyki, które wskazują, że używanie napojów usposabia do chorób gorączkowych i zakaźnych, co czyni ustrój mniej odpornym wobec gorączki, która trafia na podkopane narządy, stłuszczone serce itd.

By w końcu przejść do zapowiadanej w tytule miłości. – Najwznioślejsze uczucie ludzkie, jakim jest bezsprzecznie miłość, staje się chorem pod działaniem wyskoku, skoro go tylko nieopatrznie używamy! – zauważa lekarz. Jego zdaniem, cierpi na tym miłość rodzicielska, do ojczyzny i własna.

Doktor Karol Zalewski zmarł w czasie II wojny światowej, miał 85 lat. Pozostawił zbiory, księgozbiór i rękopisy. W Sanoku ma swoją ulicę, stoi tam też nadal XIX-wieczna willa Zaleskich. Jej projektantem był ówczesny architekt miejski, inż. Władysław Beksiński, dziadek malarza.

Janka Kowalska


Korzystałam z biogramu Karola Zaleskiego www.wikipedia.org

Kartki ze zbiorów Polony.pl