Rosół inaczej, czyli… tymbaliki

Święta za pasem więc wypadałoby podać „coś” na świąteczny stół. Tym razem bazą do naszego dania będzie… rosół. Ma on cenne zalety, o których wiadomo od wieków, a które kwalifikowały go niemal do rangi lekarstwa.

Chirurg wojskowy armii cesarza Nerona Pedacius Dioscorides, już w 60 r. n.e., w dziele „De Materia Medica” zaliczył mięsny wywar do naturalnych leków. W XII wieku żydowski lekarz i filozof Majmonides (Mosze ben Majmon) zalecał leczyć rosołem drobiowym infekcje górnych dróg oddechowych, hemoroidy i… zatwardzenie.. A tradycja leczenia rosołkiem jest tak zakorzeniona w kulturze żydowskiej, o czym pisał też dr Fred Rosner, w książce „Medicine in the Bible and the Talmud”, że wielu uważa go za żydowską penicylinę. Co by nie mowić i nie pisać, rosół musi mieć działanie lecznicze, skoro od wieków jest obecny w kuchniach wielu narodów – od francuskich consomme, po japoński ramen.

Co sprawia, że rosół jest tak zdrowy?… Cysteina! To ona hamuje migrację neutrofilii, co jest tak ważne w różnego rodzaju zapaleniach. W rosole znajdziemy ponadto żelazo, witaminy A i E, beta‑karoten, potas, fosfor, wapń i magnez. Nie zapominajmy również o pełnowartościowym białku, które wspaniale sprawdza się przy leczeniu… kaca. To właśnie ten czynnik powoduje, że Japończycy po „ciężkich nocach” są głównymi klientami specjalnych kiosków, gdzie sprzedaje się tylko ramen. Ponadto wywar mięsno‑kostny zawiera kwas hialuronowy i chondroitynę, które wspomagają produkcję kolagenu i glukozaminę. Zdaniem kanadyjskich uczonych, rosół przyczynia się także do wzrostu serotoniny we krwi, poprawiając samopoczucie. Ale lecznicze właściwości rosołu zachowują się tylko przy niewielkiej obecności soli. Niestety, jest jedno ale, rosołu i zup na wywarach mięsnych powinny unikać osoby chore na reumatoidalne zapalenie stawów, kamicę nerek i dnę moczanową.

No tak, ale ja nie chcę Was teraz uczyć gotowania rosołu. Każdy kucharz ma swój sprawdzony przepis, w którym brylują mięsa mieszane, czyli wołowina i kurczak. Mogą być też modyfikacje np. perliczka, indyk, cielęcina itp. A poza tym oczywiście marchew, pietruszka, seler, cebula i por. Za sprawą włoszczyzny zupa dostaje jeszcze więcej wspaniałych składników odżywczych. Smak rosołu możemy również podkręcić dodając do niego imbir, łodygi selera naciowego i przypaloną cebulę. Na koniec zioła i przyprawy – liść laurowy, pieprz, ziele angielskie, czosnek, lubczyk, itp., itd.

I jak już po 2‑4 godzinach (lub po 12 godzinach) mamy

  • 2,5 litra rosołu,

przygotowujemy dodatkowo:

  • 50 g żelatyny spożywczej
  • 25 dag krojonej szynki prasowanej lub mięsa z kurczaka
  • 1 puszkę groszku konserwowego
  • 4 jaja na twardo
  • 10‑12 małych mrożonych marchewek (paluszków)
  • 1 łyżkę suszonego koperku
  • 1 łyżkę suszonej pietruszki
  • ½ łyżeczki pieprzu
  • 1 łyżeczkę jasnego sosu sojowego

…i robimy tymbaliki.

 Wykonanie:

Żelatynę rozpuścić i zagotować z rosołem, w którym gotujemy na „al dente” marchewkę. Naszykować foremki (np. plastikowe kubeczki termoodporne). Na dno każdego wsypać łyżkę groszku, kilka kawałków pokrojonej w kostkę szynki, lub kawałków kurczaka, dodać kilka kawałków pokrojonej marchewki i 1‑2 plasterki pokrojonego jajka na twardo. Dodać przyprawy i każdy kubek zalewać ostrożnie rosołem do ¾. Ostrożnie wstawić po wystygnięciu do lodówki, albo jak jest niska temperatura na dworze na dwór, na noc. Serwować po wyjęciu z sosem majonezowym i/lub z octem ryżowym (wedle upodobania).

PS dla wegetarian bulion może być warzywny, a do środka dajemy wyłącznie warzywa.

Smacznego i Wesołych Świąt!

Dariusz Hankiewicz