Ratujemy historię pogotowia

Dwa lata trwało przeczesywanie internetowych zasobów, by historia pogotowia ratunkowego w Chełmie, Włodawie i Krasnymstawie zaczęła się rysować. Teraz pora na domowe archiwa i opowieści dawnych pracowników. Młody mieszkaniec Chełma, który pasjonuje się historią ratownictwa w rodzinnym mieście, czeka na wszelkie informacje

Pierwsze co przyciąga uwagę na stronie Historia Ratownictwa w Chełmie to czarno‑białe zdjęcia. A zwłaszcza ich bohaterowie, sfotografowani, gdy stoją oparci o ówczesne karetki. Niektórzy nie zwracają uwagi na fotografa i palą w zamyśleniu. Panowie w zakrywających kolano, a nawet sięgających niemal kostek, białych fartuchach z naszywanymi kieszeniami. Fotografie są świetnej jakości, niemal się czuje sztywność nakrochmalonego płótna. Teraz trudno sobie wyobrazić tak ubranych medyków w akcji na miejscu wypadku.

Zielony poszukiwany

– Znam takich, którzy by się zgodzili tak ubrać i spróbować, jak się pracuje w ubraniu z lat 50. ubiegłego wieku. Ale jeśli chodzi o stroje ratowników, to szukam zielonych kombinezonów, które pracownicy pogotowia nosili w latach 90. Strasznie trudno coś takiego oryginalnego zdobyć – mówi Kacper Chmielewski z Chełma, który interesuje się motoryzacją i historią ratownictwa medycznego w rodzinnym mieście i regionie. To on na Facebooku prowadzi Historię Ratownictwa w Chełmie.

Z pogotowiem łączą go rodzinne koneksje. Mama Kacpra przepracowała tam wiele lat i to dzięki jej wskazówkom połączył zainteresowanie samochodami z historią tej dziedziny służby zdrowia. W jednym z wpisów na stronie Historii Ratownictwa w Chełmie wspomina, że jako dziecko z balkonu obserwował stację chełmskiego pogotowia i jeżdżące karetki.

Prywatne historie na sygnale

– Zdarzyło mi się w dzieciństwie jeździć ambulansem w charakterze pasażera – przyznaje nastolatek, który dwa lata przeszukiwał internetowe zasoby, by znaleźć informacje i archiwalne fotografie. Ale wie, że najlepsze historie i pamiątki mają dawni pracownicy – lekarze, sanitariusze, kierowcy, dyspozytorzy. Dlatego bardzo namawia właścicieli i rodziny, by się z nim skontaktowali. – Lubelskie pogotowie ma udokumentowaną przeszłość, nasze, które powstało jako oddzielna placówka w 1949 roku, nie. A jest ona bardzo ciekawa, nawet patrząc na auta. Chełmskie karetki, zwłaszcza w czasach, gdy byliśmy miastem wojewódzkim, były zupełnie inne niż te lubelskie. Ambulansami były auta innych marek, inaczej były malowane. Moja mama jeszcze jeździła renaultem 21 nevadą, którą w 1994 roku przekazał chełmski salon tej marki – opowiada Kacper Chmielewski.

Ambulans na plastry

Jego najnowszym znaleziskiem i bohaterem kolejnych odkryć jest prototyp lublina 3333. Samochód jeździł, jako jeden z jedenastu w ogóle wyprodukowanych w lubelskiej fabryce, w roli karetki reanimacyjnej z RKTS Krasnystaw.

– Jest w fatalnym stanie i dużo trzeba pieniędzy i pracy, by wyglądał jak w 1995 roku, kiedy zaczął wozić pacjentów. Szukam elementów wyposażenia wnętrza, części czy nawet prospektu, który towarzyszył takiemu modelowi. To najstarszy zachowany egzemplarz – mówi licealista, który z relacji dawnych użytkowników „erki” wie, że ratownicy mieli o lublinie jak najgorsze zdanie. – Latem plastikowe elementy się nagrzewały koszmarnie śmierdząc, wszystko było bardzo kiepsko wykonane, ciągle coś się łamało, urywało. Na dodatek bardzo szybko ambulans skorodował i zaczął przeciekać. Słyszałem o łataniu dziur plastrami i gumowymi rękawiczkami, żeby nie kapało na jadących.

Ale dziś taki zabytek to rarytas i impuls do poszukiwań informacji na jego temat. I przede wszystkim części.

Podziel się historią

W sprawie archiwaliów, wspomnień i pamiątek, dotyczących chełmskiego pogotowia oraz lublina 3333, można się kontaktować z Kacprem Chmielewskim za pomocą strony na Facebooku Historia Ratownictwa w Chełmie. Licealista jest też twórcą fanpage’a Chełmskie na czarnych i prowadzi bloga ChmieluGarage&Zielony12M.

Janka Kowalska
Zdjęcia ze zbiorów FB/Historia Ratownictwa w Chełmie