Prawa lekarza w dobie Covid 19

Kiedy lekarz ma obowiązek udzielenia pomocy osobie chorej, a kiedy może od tej czynności odstąpić? Wydawałoby się, że jest to pytanie, na które każdy z nas powinien znać odpowiedź. Jednak dyskusje prowadzone przez lekarzy na portalach medycznych przeczą temu. Opinie lekarzy toczących spory są często zupełnie rozbieżne. W dużej części zaś bardziej życzeniowe, niż zgodne z obowiązującym prawem.

Co zrobisz, gdy decyzją administracyjną zostaniesz skierowany do pracy w szpitalu jednoimiennym? Odpowiedzi na to pytanie bywają bardzo różnorodne, czasami wręcz nieetyczne, a łagodniej mówiąc – zaskakujące. „Nikt nie zmusi mnie do pójścia do pacjenta z podejrzeniem, czy tym bardziej ze zdiagnozowanym COVID‑19, jeśli pracodawca nie zapewni mi odpowiedniego zabezpieczenia osobistego.”, czy: „Pójdę do pacjenta zarażonego koronawirusem bez odpowiedniego zabezpieczenia ‑ jedynie w sytuacji, gdy ktoś przyłoży mi pistolet do głowy” – to tylko dwie z licznych odpowiedzi, jakich udzielają nasi koledzy na stronach branżowych portali.

Nie ulega wątpliwości, że każdy lekarz powinien znać treść najważniejszych dla nas aktów prawnych, a z pewnością należą do nich te chroniące pacjenta, a zarazem nakładające na nas pewne rygorystyczne obowiązki. Niekiedy obowiązki burzące krew w żyłach i budzące silny sprzeciw – „Bo jak to ?! Ja mam narażać swoje życie (mam przecież rodzinę!), ratując życie obcego mi człowieka?”. W wielu przypadkach odpowiedź brzmi: TAK. Taki sobie wybraliśmy zawód, choć pewnie nie wszyscy, czyniąc to, mieli tego świadomość, co niestety w żaden sposób ich nie usprawiedliwia.

Wydawałoby się, że istnieją przepisy chroniące personel medyczny przed podejmowaniem działań medycznych bez odpowiedniego zabezpieczenia. Jednak, gdy one po prostu „nie działają”, a zdarza się to coraz częściej, to z uwagi na fakt wykonywanego zawodu, praktycznie zawsze zobowiązani jesteśmy nieść konieczną pomoc i ratować ludzkie życie. Również bardzo często z narażeniem własnego.

Z jednej strony tak skonstruowane prawo daje gwarancję ludziom, że nie zostaną bez opieki, kiedy ich życie i zdrowie zostaną poważnie zagrożone. Z drugiej jednak, w sytuacji, w której pracownicy sektora ochrony zdrowia traktowani są przez osoby zarządzające państwem, jak mięso armatnie, a przez część społeczeństwa jak osoby trędowate, którym rysuje się samochody, przekłuwa w nich opony, a samych lekarzy, pielęgniarki i ratowników medycznych wyprasza się ze sklepów, czy wkłada w drzwi ich mieszkań lub za wycieraczki samochodów karteczki zawierające obraźliwe teksty i sugestie, by nie narażali innych. Jednocześnie stygmatyzując ich dzieci, poprzez m.in. odmawianie ich rodzicom zapisania ich do przedszkola. Takie postępowanie z medycznym personelem, który z narażeniem własnego zdrowia i życia, jak i zdrowia i życia swoich najbliższych – może budzić uzasadniony wewnętrzny sprzeciw. Może również budzić pokusę nienarażania własnego życia, w sytuacji, gdy heroiczne wręcz postawy są nie tylko zupełnie niedoceniane, a wręcz piętnowane i staje się to źródłem niebezpiecznych zachowań podejmowanych wobec personelu medycznego i ich rodzin.

W takich sytuacjach władza reagująca bardziej zdecydowanie w przypadku hejtu wyrażanego wobec górników powinna jednak bardziej zdecydowanie reagować na takie postawy wobec ludzi stojących na straży zdrowia i życia Polaków – bardzo surowo karać

Tak działać powinna rozsądna władza, która nie chce całkowitego demontażu systemu ochrony zdrowia i odpływu kolejnych tysięcy lekarzy, pielęgniarek i ratowników do pracy za granicę. Takie zagrożenie staje się coraz bardziej realne, choć na razie mało się o tym mówi. Nie pomogą wówczas żadne działania, nawet te bardziej, czy mniej represyjne. Szczególnie, że dziesiątkowany w niektórych krajach w wyniku pandemii personel medyczny staje się dobrem na wagę złota i bogate kraje będą go podkupywały tym biedniejszym, a szczególnie tym, gdzie jest on źle traktowany.

W błędzie są ci, którzy wierzą, że będą mogli swój sprzeciw, czy brak działania usprawiedliwić powołując się na art. 162 &1 Kodeksu karnego (KK). Wprawdzie obowiązek niesienia pomocy zawarty w nim istnieje i dotyczy każdego, nie tylko lekarzy. Ale należy pamiętać, że nie jest on bezwzględny. Ustawodawca tworząc prawo przyjął kryterium, według którego życie każdego człowieka stanowi taką samą wartość. Według takiego toku myślenia, nie wymaga się od ewentualnego ratującego, aby ratując innych narażał życie lub zdrowie własne lub innej osoby. Jednak w przypadku lekarza, który zaniechał działań podpierając się treścią art. 162 KK może on ponieść jednak odpowiedzialność innego rodzaju – tj. zawodową i cywilną – odszkodowawczą. Ale to nie wszystko, bo artykuł ten w pełni w orzecznictwie może korzystać ze wsparcia zapisów zawartych w art. 30 Ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, który stanowi: „Lekarz ma obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia oraz w innych przypadkach niecierpiących zwłoki”.

Artykuł ten zamyka więc lekarzom drogę od jakiegokolwiek usprawiedliwiania się, dlaczego nie podjęli się obowiązku ratowania ludzkiego życia, nawet z narażeniem własnego. Ale i od tego artykułu istnieją pewne odstępstwa, o czym nieco później. Jednakże nie stanowi go z pewnością sam stan chorobowy, czyli lekarz nie może odmówić niesienia pomocy pacjentowi z COVID‑19, czy inną chorobą zakaźną, nawet nie mając odpowiednich środków zabezpieczenia osobistego. W zawód, który wykonujemy, ustawodawca tworząc prawo wpisał to ryzyko, a więc nie ma tu wytyczonych granic, choć, jak pisałem, istnieją pewne wyjątki.

Od świadczenia pomocy, szczególnie teraz w okresie pandemii, nie możemy się uchylać, nawet, jeśli istnieje ryzyko bezpośredniego kontaktu bez żadnego zabezpieczenia z krwią lub innymi wydzielinami osoby, której życie jest zagrożone lub istnieje ryzyko, że osoba ta dozna poważnego uszczerbku na zdrowiu, a my mamy wręcz pewność, że pacjent ten jest chory na chorobę zakaźną, która z dużym prawdopodobieństwem nam zagrozi.

Niektórzy z kolegów pytają: „A co w przypadku, gdy ja, jako lekarz sam mam chorobę zakaźną i mój kontakt z pacjentem (w sytuacji, gdy pracodawca nie zapewnił mi m.in. rękawiczek i odpowiedniej maseczki) może narazić pacjenta na niebezpieczeństwo? Taka pomoc może być usprawiedliwiona, jeśli niemożliwa jest inna pomoc, np. inni lekarze prowadzą pilne działania ratujące życie, takie jak np. reanimacja, a jedyną osobą, która może uratować życie pacjenta jest zakażony lekarz. Wówczas działa on w tzw. stanie wyższej konieczności, co stanowi dla niego parasol ochronny wobec potencjalnych roszczeń odszkodowawczych wobec jego osoby.

Z kolei obciążający może być fakt, jeśli w ww. sytuacji obok chorego lekarza będzie stał zdrowy ordynator, wydający mu polecenie pilnego zajęcia się chorym celem ratowania mu życia, a posiada on wiedzę o stanie zdrowia swojego pracownika i nie ma w tym momencie innych niecierpiących zwłoki obowiązków związanych z ochroną zdrowia i życia ludzkiego.

Jeśli nie posiada informacji o stanie zdrowia swojego podwładnego, warto mu ją przekazać i mieć dowód na to . Jeśli jednak w takiej sytuacji lekarz podejmie się interwencji, wówczas istnieje duże prawdopodobieństwo, że zarówno on, jak i ordynator otrzymają prokuratorskie zarzuty z odpowiednich artykułów Kodeksu karnego, a także pojawią się roszczenia pacjenta lub jego rodziny z powództwa cywilnego. Pamiętajmy, że działania lekarza chorego na chorobę zakaźną w tym przypadku usprawiedliwione mogą zostać wtedy, kiedy „niemożliwa jest inna pomoc”.

W czasie panującej pandemii i zdarzających się przypadków karygodnego łamania prawa, nawet niektórzy prawnicy z dużym naciskiem zalecają nam nagrywanie rozmów, szczególnie z przełożonymi wydającymi nam polecenia, robienie zdjęć, czy filmowanie z ukrycia sytuacji, do których dochodzi w konsekwencji łamania prawa lub podczas których prawo jest łamane.

W ich opinii, której trudno nie podzielać, takie postępowanie, choć nie do końca zgodne z prawem może uratować nas później w sądzie, a nawet zapewnić nam niemałe odszkodowanie czy dożywotnie świadczenia od osoby pozywanej lub Skarbu Państwa.

Podejmując pracę w szpitalu należy tuż przed stawieniem się do pracy wykonać na własną rękę badania, które ułatwią nam w przyszłości udowodnienie, że chorobą, czy chorobami zaraziliśmy się pracując w szpitalu. Badań, przed dopuszczeniem nas do pracy, żądajmy też od pracodawców. Dobrze byłoby, jeśli mielibyśmy dowód na ustną odmowę poddania nas badaniom lub pisemne uzasadnienie przyczyny odrzucenia naszej prośby. Lepiej bowiem zabezpieczyć się podwójnie niż całkowicie z takiego zabezpieczenia rezygnować, co w dzisiejszych czasach wydaje się być postępowaniem bardzo nierozważnym.

Warto jeszcze dodać, że przesłanką, która może wyłączyć obowiązek udzielenia pomocy jest brak zdolności lekarza do działania, wynikający z poważnej choroby, czy stanu psychofizycznego, które same w sobie uniemożliwiają niesienie przez nas pomocy. Sytuacją, która usprawiedliwia nas przed niepodjęciem działań medycznych, nawet tzw. osobie ze świecznika, jest też udzielanie w tym samym czasie pomocy lub innej czynności lekarskiej, która nie może być przerwana. Nikt nie może nas zgodnie z literą prawa do tego zmusić.

Lekarz nie ma też obowiązku udzielenia pomocy, gdy istniej ryzyko sytuacyjne w otoczeniu chorego, związane z ryzykiem utraty życia przez lekarza lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którym jest np. pożar sali szpitalnej, gdy wkroczenie tam i próba wyniesienia chorego niosłyby ze sobą ryzyko śmierci lekarza.

Z racji wykonywanego zawodu powinniśmy jeszcze pamiętać o treści art. 69 Kodeksu etyki lekarskiej (KEL), który stanowi, iż: Lekarz nie może odmówić pomocy lekarskiej w przypadkach niecierpiących zwłoki, jeśli pacjent nie ma możliwości uzyskania jej ze strony instytucji powołanych do udzielania pomocy. Jednakże w świetle Konstytucji RP, która wymienia źródła prawa, KEL w kontekście tych zapisów nie został uznany za źródło prawa, a bardziej normę deontologiczną. W żadnym jednak wypadku normy etyczne zawarte w KEL nie mogą być pomijane w stosowanym prawie.

Treść KEL jest bowiem zbiorem norm etycznych, które zostały implementowane do systemu obowiązującego prawa przez zatwierdzoną przez parlament RP – Ustawę o izbach lekarskich, a niektóre normy etyczne zostały dodatkowo włączone również w treść innych aktów pranych i w ten sposób stały się częścią obowiązującego prawa.

Lekarze pełniący dyżury na SOR‑ach czy w izbach przyjęć powinni mieć „w paluszku” art. 7 Ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, wedle którego: Zakład Opieki Zdrowotnej nie może odmówić świadczenia zdrowotnego osobie, która potrzebuje natychmiastowego udzielenie takiego świadczenia ze względu na zagrożenie zdrowia lub życia.

Znajomość tego artykułu jest skutecznym orężem w przypadku lekarzy zatrudnionych w pogotowiu ratunkowym, których pacjenta nie chce przyjąć żaden szpital (sytuacja coraz bardziej powszechna). Wówczas lekarz, który wraz ze swoim zespołem przywiózł do szpitala pacjenta w ciężkim stanie, może użyć tego, jakże wówczas skutecznego, argumentu. Jeśli okaże się on nieskuteczny, odmowa przyjęcia na żądanie lekarza pogotowia powinna być udzielona na piśmie. Mało który lekarz SOR‑u, czy izby przyjęć weźmie na siebie odpowiedzialność narażenia życia chorego i nie zdecyduje się na przyjęcie go do szpitala. Chyba że z innych powodów przyjęcie pacjenta będzie utrudnione, wtedy jednak ma on obowiązek wskazania alternatywnego szpitala, który na pewno przyjmie pacjenta, ale bezpiecznie może zrobić to tylko mając pewność, że zwłoka w rozpoczęciu diagnostyki i leczeniu pacjenta nie zagrozi jego życiu.

Koleżanki i Kolegów lekarzy zachęcałbym również do zapoznania się z artykułem 15 Ustawy o działalności leczniczej, bo dotyczy on także indywidualnych praktyk lekarskich. Jednak należy pamiętać, że mówi on o osobach, które zgłaszają się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia. Po zabezpieczeniu takiego pacjenta warto od razu wezwać pogotowie.

Oczywiście lekarz zmuszony do działania niezgodnie z prawem, czy bez zapewnionego zabezpieczenia, a więc z narażeniem jego zdrowia i życia (lub w przypadku, gdy je utraci – jego rodzina) nie zostaje bezbronny. Korzystając z pomocy doświadczonych prawników można wystąpić osobiście lub poprzez ustanowionych pośredników o ukaranie pracodawcy – zarówno w postępowaniu karnym, jak i w procesie z powództwa cywilnego i wnioskiem o odpowiednio wysokie finansowe zadośćuczynienie. W uzasadnionych przypadkach również o regularną comiesięczną wypłatę świadczeń, jeżeli lekarz w wyniku choroby straci na przykład możliwość zarobkowania. Bowiem to na pracodawcy spoczywa obowiązek zapewnienia tego typu zabezpieczenia. Z kolei pracodawcy mają możliwość skierowania do sądu wniosków o ukaranie osób odpowiedzialnych za ich działalność i bezpośrednie finansowanie.

Sądząc po wypowiedziach niektórych zdesperowanych sytuacją lekarzy, niewykluczone, że pracownicy ochrony zdrowia w Polsce skorzystają z doświadczeń francuskich kolegów. Tam w imieniu lekarzy i pielęgniarek został złożony zbiorowy pozew przeciwko premierowi i ministrowi zdrowia – o narażenie na utratę zdrowia i życia pracowników sektora ochrony zdrowia. Pamiętajmy, nie ma winy bez winnych i jeśli wobec nas łamane będzie obowiązujące prawo, to nigdy nie jesteśmy bezbronni i wbrew pozorom mamy bardzo dużo możliwości. Za każdą decyzją, która nakłada na nas obowiązki nie stoi anonimowy człowiek, a osoba podpisująca się swoim imieniem i nazwiskiem.

Nikt w państwie prawa nie może czuć się bezkarnie, bo nawet jeśli za jego błędy zapłaci Skarb Państwa, to wcześniej czy później, jak zmieni się rządząca opcja polityczna – mogą na nowo zostać podjęte działania, mające na celu ponowne wyjaśnienie sprawy i być może postawienie zarzutów.

Podsumowując, wykonywanie zawodu lekarza nakłada na nas obowiązek niesienia pomocy, niekiedy również z narażeniem własnego życia, czy zdrowia. Warto jednak potem przeanalizować dokładnie wszystkie sytuacje i w zorganizowanej formie, wobec osób, które łamały prawo dochodzić sprawiedliwości. Czy to pociągając do odpowiedzialności konkretne osoby, czy Skarb Państwa, które dane osoby reprezentują.

Konieczne również jest skrupulatne zbieranie dowodów, co zabezpieczy nas przed próbą zarzucenia nam kłamstwa, czy wyłudzenia wysokich odszkodowań, a te z pewnością w niektórych przypadkach z racji ciężaru wykroczeń, czy nagminnego łamania praw pracowniczych i wyrządzonych krzywd nie mogą być niskie.

Jeśli zaś mamy jakiekolwiek wątpliwości wynajmijmy dobrego prawnika i bądźmy w stałym kontakcie z niezależnymi mediami. Taka inwestycja zwróci się z dużą nawiązką i istotnie zwiększy nasze szanse na sprawiedliwe traktowanie i pociągnięcie winnych do odpowiedzialności.

Marek Derkacz