Poniedziałek

Nie lubię poniedziałku, jak chyba większość z nas. Wszystko trzeba robić naraz i końca nie widać. Najważniejszy kłopot mam jednak prawie z głowy. Jeszcze w czwartek pojawił się pomysł wypisywania zaświadczeń o przeciwwskazaniach do zakładania maseczek. Dowiedziałam się o tym od koleżanki z przychodni, do której zadzwonił jej pacjent, policjant z prośbą o wypisanie takich zaświadczeń dla niego i całej jego rodziny (żony i dzieci). Powód? „duszno im w maseczkach”. Koleżanka się zdziwiła i odmówiła. Okazało się jednak, że to pacjent wie lepiej, bo zadzwonił natychmiast po konferencji ministra zdrowia, na której oznajmiono, że tylko zaświadczenie od lekarza będzie usprawiedliwiało brak zasłaniania nosa i ust. Pytanie zasadnicze to kto przedstawi listę chorób czy objawów, przy których można nie mieć maseczki? Jeżeli będziemy bazować na wywiadzie to nic się nie zmieni, bo każdy pacjent taki kwitek dostanie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę niewydolność oddechową, to jakie parametry przyjąć i kto ma weryfikować i jakim badaniem? Spirometrią? Kto określi, od jakich wartości badania danej osobie jest duszno? A może fobia na zakrywanie ust ? Czy psychiatrzy dadzą radę z taką ilością chętnych? Jak znam życie 99 proc. oczekiwałoby takich zaświadczeń od lekarzy rodzinnych. Tłum pod przychodnią tych, co się nie mogą dodzwonić, awantury. Wizję tego, co by nas czekało, mieliśmy już w piątek patrząc na ilości telefonów. Ok. 50 proc. dotyczyło tego tematu. Na szczęście interwencja zarządu Porozumienia Zielonogórskiego powstrzymała ten czarny scenariusz i zaświadczenia nie będą wymagane.

Wraca temat dzieci w żłobkach. Mimo że w przepisach jest napisane alternatywnie: „zaświadczenie o stanie zdrowia dziecka od lekarza lub oświadczenie rodziców, że dziecko jest zdrowe”, dyrektorzy nadal przysyłają, z uporem godnym lepszej sprawy, zdrowe dzieci do nas.

NIE PISZEMY ZAŚWIADCZEŃ DO ŻŁOBKÓW I PRZEDSZKOLI, NIE NARAŻAMY ZDROWYCH DZIECI NA POTENCJALNE ZAKAŻENIE PRZY OKAZJI WIZYTY W PRZYCHODNI.

Kilka dni temu zadzwoniła do mnie koleżanka z innej przychodni, żeby jej pomóc rozwiązać problem. Jej pacjent miał mieć wszczepianą protezę stawu biodrowego w marcu. Ze względu na COVID operacja została przełożona na teraz. W tym czasie chory przestał w ogóle chodzić, nie wstaje nawet do toalety. Pan doktor ortopeda zarządził, że pacjent ma przyjechać do szpitala w niedzielę z wszystkimi potrzebnymi badaniami laboratoryjnymi i obrazowymi. Na pytanie, jak to ma zrobić „kolega ortopeda” odpowiada koleżance, że to jej problem, nie jego. Badania do zrobienia w laboratorium można pobrać w domu (pytanie tylko, kto da skierowanie, bo o zakresie badań do konkretnego zabiegu decyduje lekarz operujący lub kierujący na operację i on daje skierowanie), ale na badania obrazowe trzeba by pacjenta przewieźć na noszach tam i z powrotem (czwarte piętro bez windy).W niedzielę nie ma też transportu POZ, działa od poniedziałku do piątku od 8.00‑18.00. Te argumenty nie przekonały lekarza ortopedy, „doradził”, by zamówić transport w opiece całodobowej (nie ma takiej usługi). Po interwencji u dyrektora szpitala, pacjent został przyjęty wcześniej i potrzebne badania wykonane zostały w szpitalu przed operacją.

Pozostaje pytanie, czy naprawdę musimy się tak traktować, czy nie powinniśmy rozmawiać ze sobą jak koledzy, a nie przeciwnicy?

Czas zająć się codzienną pracą. Od 1 lipca piszemy e‑skierowania do szpitali i poradni specjalistycznych, na gastroskopię i kolonoskopię. Następne e‑etapy – rehabilitacja, badania diagnostyczne przed nami. Niestety, musimy jeszcze drukować skierowania, bo nie wszyscy je ściągają z platformy na podstawie kodu, ale myślę, że to kwestia krótkiego czasu.

Obserwujemy ostatnio żywą dyskusję na temat telemedycyny, co można, czego nie można. Moim zdaniem, to bardzo dobrze, że próbujemy ustalić granice. W POZ bardzo dużo spraw można załatwić przez telefon: recepty na leki przewlekle stosowane, zaopatrzenie medyczne (np. pieluchomajtki, worki stomijne itd.), skierowania na badania (np. glukoza, cholesterol, INR, morfologia, hormony tarczycy itd.); skierowania do sanatorium, zaświadczenia do zespołu orzekania o stopniu niepełnosprawności, można wystawić po rozmowie telefonicznej na podstawie dokumentacji medycznej, bez narażania pacjenta na potencjalny kontakt z osobami chorymi.

Nie wszystko oczywiście się da zrobić przez telefon, bo nie da się na przykład zaszczepić dziecka czy zrobić bilansu, dlatego teraz intensywnie nadrabiamy zaległości z czasu zamknięcia przychodni.

Na dzisiaj to wszystko. Jutro też jest dzień!

Wioletta Szafrańska‑Kocuń