Po wiedzę i kontakty do Teksasu

z dr. hab. Maciejem Wójcikiem,  kardiologiem,
rozmawia Anna Augustowska

  • Jak zostaje się stypendystą Programu im. Prof. Walczaka?

– Program im. prof. Franciszka Walczaka to wspólna inicjatywa Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej oraz Ministerstwa Zdrowia, umożliwiająca lekarzom wyjazdy trwające od 3 do 6 miesięcy do najlepszych ośrodków medycznych, zlokalizowanych na terenie Stanów Zjednoczonych Ameryki. Pierwsza edycja programu została ogłoszona na początku 2019 roku i skierowana była do naukowców prowadzących badania w zakresie kardiologii, onkologii, alergologii lub chorób zakaźnych. Prof. Franciszek Walczak to ojciec polskiej elektrofizjologii więc nie wypadało mi nie stanąć do konkursu. Składane projekty były oceniane wieloetapowo i końcowa ocena projektu uwzględniała całkowitą punktację merytoryczną i opinie dwóch niezależnych recenzentów, w moim przypadku z dziedziny kardiologii. Mój projekt został oceniony wysoko (93/100 pkt) i zostałem jednym ze 100 stypendystów, w tym jednym z 17 kardiologów i jedynym elektrofizjologiem w tym gronie.

  • Dlaczego wybrał Pan ośrodek w Teksasie?

– Wybór ośrodka był podyktowany kilkoma aspektami. Po pierwsze, St.David`s Medical Centre i Texas Cardiac Arrhythmia Institute w Austin, w Teksasie, to największy ośrodek elektrofizjologiczny w USA; posiada 6 w pełni wyposażonych pracowni elektrofizjologicznych i wykonuje ok. 20‑30 złożonych procedur elektrofizjologicznych dziennie. Po drugie, kierownikiem tego ośrodka jest dr Andrea Natale, światowa ikona w dziedzinie elektrofizjologii, jeden z najbardziej opiniotwórczych elektrofizjologów, autor czy współautor wielu najważniejszych publikacji i zaleceń zarówno amerykańskich, jak i europejskich towarzystw kardiologicznych, i, co najważniejsze, aktywny lekarz, który na co dzień wykonuje zabiegi ablacji. Ponad 10 lat temu przeniósł się ze swoim zespołem z Cleveland Clinic właśnie do Austin w Teksasie. Po trzecie, Texas Cardiac Arrhythmia Institute to jeden z najważniejszych na świecie ośrod­ków badawczych w dziedzinie elektrofizjologii, który inicjuje lub współuczestniczy w przełomowych badaniach wieloośrodkowych, dotyczących pacjentów z zaburzeniami rytmu serca. Po czwarte, jest to jeden z kilku ośrodków na świecie, wykonujący już od kilku lat ablacje migotania przedsionków nową techniką z zastosowaniem prądu o częstotliwości radiowej o wysokiej mocy. Pojawiają się już pojedyncze publikacje na temat tej metody leczenia, która wydaje się bezpieczniejsza i bardziej skuteczna niż dotychczasowe nasze podejście.

Tylko kilka ośrodków na świecie wykonuje tego typu ablacje. Pierwszy taki zabieg wykonałem w Lublinie pod koniec 2016 roku i był to pierwszy zabieg w Polsce. Na chwilę obecną wykonałem niespełna 250 takich zabiegów i powoli przekonuję kolegów z innych ośrodków do zastosowania tej metody. Wiem, że po moich pokazowych zabiegach pojedynczy pacjenci są już tak leczeni w Łodzi, Szczecinie, Radomiu, Słupsku czy Warszawie.

  • Mając taki dorobek czego oczekiwał Pan po swoim pobycie w Teksasie?

– Oczekiwań było kilka… Moim głównym założeniem było nawiązanie kontaktów naukowych i rozpoczęcie wspólnych projektów badawczych. To, moim zdaniem, jest najlepszą inwestycją na przyszłość która, jak się wydaje, zaowocuje wspólnymi pracami i publikacjami i możliwością bezpośredniej współpracy, co z kolei może umożliwić staże dla młodszych kolegów w USA. Po drugie, chciałem podejrzeć system organizacji i pracy tej jednostki naukowej. A na tym polu warto się uczyć od najlepszych. Po trzecie, jak każdy zabiegowiec chciałem skonfrontować własne doświadczenie i styl pracy z innymi operatorami. Zawsze warto podglądać innych przy pracy i wyciągnąć to, co najlepsze dla siebie, aby przenieść to do własnego warsztatu zabiegowego i móc przekazać młodszym kolegom.

  • Niestety, atak koronawirusa przerwał Panu pobyt?

– Niestety, tak. Na pewne zdarzenia nie mamy wpływu. Po ogłoszeniu przez prezydenta Trumpa decyzji o zamknięciu granic dla lotów z Europy we wtorek wieczorem, co miało związek z rozprzestrzenianiem się wirusa COVID‑19 zajrzałem na stronę Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej, która następnego dnia (12.03) informowała, że w przypadku już realizowanych staży w zagranicznych ośrodkach naukowych możliwe jest skrócenie pobytu lub zrealizowanie pozostałej części stażu w innym terminie. Mi pozostało około miesiąca do zakończenia pobytu w Teksasie. Po konsultacjach zdecydowałem się wrócić do kraju najbliższym możliwym lotem następnego dnia, z nadzieją dokończenia stypendium w terminie późniejszym. Niemniej jednak, rozpoczęte już wspólne projekty badawcze są w toku a nawiązana współpraca będzie owocowała w przyszłości.