Po pracy lubię haftować

z Anną Milaszkiewicz
– lekarzem specjalistą medycyny sądowej, asystentem z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, pasjonatką haftu krzyżykowego i prac plastycznych,
rozmawia Anna Augustowska

  • Zastanawiam się jak Pani, filigranowa osoba, radzi sobie z pracą w prosektorium…

– Od razu więc wyjaśnię, że praca, którą wykonuję, to moja wielka pasja i nigdy nie wybrałabym innej specjalizacji, mimo że wiele osób mi ją odradzało, ale zaufałam swojej intuicji i garstce przyjaciół, którzy trzymali za mnie kciuki. A filigranowość przy wykonywaniu sekcji zwłok nie ma większego znaczenia, na pewno nie przeszkadza. Kiedy zdecydowałam się na studia medyczne w Lublinie, to rzeczywiście na początku myślałam o sobie w innym kontekście – brałam pod uwagę m.in. onkologię, kardiologię, może endokrynologię, ale już na drugim i trzecim roku studiów spodobały mi się zajęcia z patomorfologii i genetyki klinicznej, gdyż czynności wykonywane w ramach tych dziedzin były dla mnie „namacalne”, możliwe do uchwycenia wzrokiem i dotykiem, postrzegałam je jako podstawę nauk medycznych, bez których diagnoza nie jest możliwa. Najbardziej interesowały mnie wszelkie zmiany patologiczne, jak np. nowotwory, które na sekcji można było zobaczyć i dotknąć. Na ostatnim roku studiów pojawiły się natomiast zajęcia z medycyny sądowej, która obejmowała zarówno sądowo‑lekarskie sekcje zwłok, jak i genetykę sądową oraz toksykologię sądową i wtedy już wiedziałam, że to jest to – była ona dla mnie kumulacją wszystkiego, co na studiach najbardziej mi się podobało. Dzisiaj, gdybym miała jeszcze raz dokonać wyboru – byłaby to zdecydowanie medycyna sądowa.

  • Dlatego stale pogłębia Pani swoją wiedzę?

– To prawda – moja praca tak bardzo mnie „wciągnęła”, że ostatnio rozpoczęłam studia podyplomowe na Uniwersytecie Jagiellońskim z antropologii sądowej. Ich celem jest przygotowanie specjalistów, łączących wiedzę anatomiczną i antropologiczną z metodyką badań wykorzystywanych podczas identyfikacji szczątków ludzkich w trakcie prowadzenia śledztwa, zarówno dotyczącego zbrodni wojennych, jak i przypadków współczesnej przestępczości oraz ofiar katastrof. W skrócie, antropologia sądowa zajmuje się ustaleniem m.in. tożsamości, wieku, płci, rodzaju obrażeń oraz przyczyny zgonu ofiary na podstawie badania szkieletu ludzkiego, wydobytego podczas planowanej ekshumacji lub znalezionego zupełnie przypadkiem.

Muszę też zaznaczyć, że wbrew stereotypom, w medycynie sądowej specjalizuje się coraz więcej kobiet. To nie tylko ciekawa, ale też bardzo rozwijająca się dziedzina wiedzy, choć mało znana, wręcz deficytowa. Medycyna sądowa jest zazwyczaj ściśle związana z kryminalistyką, a szukanie przyczyn śmierci, ustalanie dlaczego zgon nastąpił w określonym czasie, czy zwłoki nie były przenoszone itd. jest tropieniem tajemnic ciała, dociekaniem prawdy. Szalenie emocjonujące! Przedmiotem sekcji sądowo‑lekarskich nie są jednak tylko ofiary zabójstw czy nieszczęśliwych wypadków, ale także m.in. osoby, które zmarły nagle oraz takie, u których istnieje podejrzenie, że doszło do tzw. błędu medycznego.

  • Ale same okoliczności pracy…

– Ma Pani na myśli, że badanie zwłok, szczególnie w stanie rozkładu itd. nie jest komfortowe? Ja nie mam z tym żadnych problemów, zapach zwłok jest najmniejszą przeszkodą w tym zawodzie. Można się przyzwyczaić. To, co dzieje się z człowiekiem po śmierci jest naturalne i nie powinno dziwić ani przerażać. Dodam, że pracujemy także z żywymi osobami, gdyż zajmujemy się opiniowaniem sądowo‑lekarskim na podstawie akt sprawy oraz wykonujemy obdukcje osób pokrzywdzonych, ustalając rodzaj obrażeń, mechanizm ich powstania oraz ich kategorię karną. Ja jednak wolę pracę ze zwłokami, gdyż jest to praca cicha, w pełnym skupieniu, bez zbędnych rozmów z „pacjentem”. Zwłoki milczą, a jednocześnie wiele mogą nam powiedzieć, trzeba tylko umieć patrzeć i słuchać. Praca w takich warunkach zdecydowanie zmniejsza ryzyko wystąpienia tzw. wypalenia zawodowego oraz stwarza ogromne możliwości rozwoju i zdobywania doświadczenia.

  • Zawsze udaje się ustalić przyczyny śmierci?

– Nie zawsze. Są takie sytuacje, że ciało nie odkrywa nam swoich wszystkich tajemnic… Najbardziej tajemniczym według mnie organem ludzkiego ciała są płuca. Mimo że to duży i łatwo dostępny narząd, to w badaniu makroskopowym nie zawsze udaje się wykryć, co z nim nie tak. Bo zmiany w płucach, mimo różnej etiologii, mogą wyglądać bardzo podobnie. Są więc sytuacje, kiedy piszemy, że przyczyna śmierci jest nieznana. Następnym etapem w takich przypadkach jest przeprowadzenie badań mikroskopowych i toksykologicznych, ale decyzja o ich wykonaniu należy do prokuratur, które są zleceniodawcami sekcji zwłok.

  • Patrzę na wyhaftowane przez Panią obrazy, na wesołe ryby namalowane na szkle, na barwne krajobrazy narysowane pastelami i na delikatne rysunki ołówkiem – to sposób na odreagowanie?

– Nie uważam, że muszę szczególnie odreagowywać czy odpoczywać. Nie uznaję poglądu, że pracy zawodowej nie można przenosić do życia prywatnego. Dzisiaj, kiedy mam dużo pracy (prowadzę też zajęcia dla studentów Uniwersytetu Medycznego), to rzeczywiście haftowanie i rysowanie jest odskocznią, relaksem, ale też wynika z chęci stworzenia czegoś ładnego, nowego. Chociaż tak naprawdę zajęcia plastyczne towarzyszą mi od najwcześniejszych lat. Moim mistrzem, ukochanym pierwszym nauczycielem, był Dziadzio. Obdarzony talentem plastycznym rysował dla przyjemności całe życie. W ogóle rodzinnie lubimy prace ręczne. Babcia haftowała. Mama haftowała, a także lubiła malować – miała nawet wystawę prac malowanych na szkle. Podchwyciłam to od nich. W latach szkolnych przez kilka lat uczestniczyłam w zajęciach z rysunku w domu kultury w moim rodzinnym mieście, Chełmie.

  • Co skończyło się sukcesem.

– W czasach, gdy jeszcze chodziłam do gimnazjum jedna z moich prac wykonana pastelami olejnymi – tematem były chyba dożynki – została zakwalifikowana do ogólnopolskiego konkursu i została nagrodzona. Pamiętam, jak jechałam pociągiem na uroczystą galę do Warszawy do Pałacu Kultury, po raz pierwszy sama, bez rodziców. Otrzymałam aparat fotograficzny. Jednak zawsze malowanie było cudownym hobby i tylko tyle. Nie planowałam edukacji w tym kierunku. W liceum poszłam do klasy biologiczno‑chemicznej, bo chciałam być lekarzem lub stomatologiem.

  • Na Pani stronie na FB można obejrzeć dużo więcej haftowanych krzyżykami prac i…

– …i zamówić podobny, czy nawet taki sam motyw, który chętnie wyhaftuję. Postanowiłam podzielić się moimi umiejętnościami i być może sprawić tym innym radość – haft to rękodzieło, praca wykonana nie przez maszynę.

  • Mnie najbardziej ujęło wyhaftowane przez Panią ludzkie serce – jak z atlasu anatomii.

– Anatomia człowieka jest fascynująca! Nigdy mi się nie znudzi. Zawsze coś nowego można się dzięki niej dowiedzieć o człowieku – bo niby jesteśmy podobni, ale każdy jest inny, czasami można odnaleźć na zwłokach takie anomalie narządów czy naczyń krwionośnych, o których nie ma mowy nawet w podręcznikach. A serce ludzkie to wspaniała „maszyna”; najcudowniejsza. Nie mogłam więc go nie wyhaftować. I to nie ostatni raz, w zanadrzu mam do wyhaftowania jeszcze wiele innych motywów anatomicznych.