Pamiętnik znaleziony w szpitalnej szafce

(serial prawie codzienny)

14 kwietnia

Była Wielkanoc, ale wirus, niestety, swoje robi i mocą wprowadzonych zakazów tradycję zmienia. Nie dzieliliśmy się więc zwyczajowo jajkiem, tylko wymieniliśmy między sobą po jajku na twardo, zdezynfekowanym dla bezpieczeństwa przed zarażeniem i ewentualnymi mandatami, oczywiście zachowując właściwe odstępy. Było to możliwe, bo jaj mimo wszystko w tym kraju nie brakuje. Tylko maseczek nie mieliśmy, bo zabrakło. Rękawiczek też.

15 kwietnia

Jeden z pozostałych jeszcze lekarzy poinformował nas wczoraj, że od jutra w ramach reorganizacji, oszczędności i dbania o personel, dzięki uprzejmości dyrekcji przechodzi na emeryturę. Pogratulowaliśmy, zgodnie potwierdzając, że już zazdrościmy mu tej ilości wolnego czasu, spokoju, a do tego dzięki wypracowanej emeryturze, pełnego bezpieczeństwa finansowego. Na to pan doktór sarkastycznie się uśmiechnął i powiedział, że nie będzie tego komentował prozą, tylko zabawi się w wieszcza, po czym zadeklamował nam swoją rymowaną przepowiednię:

Ćwierkają wróbelki,
Rankiem ptasim chórem,
Gdzie pędzisz doktorze?!
Masz emeryturę!

A ja ptaszkom na to
Śpieszę się, bo muszę,
Wcześniej pod kościołem
Stanąć z kapeluszem!

Zamurowało nas. A już mu prawie zazdrościliśmy.

16 kwietnia

Głosowanie w wyborach prezydenckich ostatecznie i definitywnie ma być korespondencyjne. Z opinii przedwczoraj przyjętego sąsiada wynika, że pewnie zagłosują tylko korespondenci i to pewni, a każdy obywatel dostanie imienne awizo do odbioru wyniku głosowania. No, niewykluczone, że ten sąsiad ma najaktualniejsze wiadomości.

19 kwietnia

Niedawno położony nowy chory patrząc za okno stwierdził – „Piękna pogoda. Na polowanie by się poszło, po lesie pochodziło, a jakby coś pod lufę wyszło, to tylko celne pif‑paf i człowiek by się od razu lepiej poczuł!”. I się zaczęło! Sąsiad obok warknął – „Panie człowiek, a co jest takiego atrakcyjnego w tym celnym sadystycznym pif‑paf?!”. A drugi sąsiad natychmiast się włączył – „Panie, z przeproszeniem, myśliwy! Doprecyzujmy te pańskie zachwyty! Dobrze wiemy, że najpierw jest „Pij!”, potem często paw, a po pawiu leżenie pokotem wśród pokotu!!!” …Myśliwy nie odpowiedział. I dobrze, bo nagonka wisiała w powietrzu.

20 kwietnia

W czasie trwania dziennika, nie wiadomo dlaczego mój sąsiad rzucił basenem w telewizor. Ale nie trafił. Aż dziwne, przecież to duży telewizor.

24 kwietnia

Dzwoniła ciotka z pytaniem – „Jak tam? Zdrowie dopisuje?”. Odpowiedziałem, że nie wiem, bo tam nie bywam, ale tutaj dopisuje… znaczy – się dopisuje, bo optymistyczne oficjalne statystyki najważniejsze, a sianie paniki to przestępstwo. Nie byłem pewny czy zrozumiała.

26 kwietnia

Chyba zaczynam mieć rozdwojenie jaźni, bo zdecydowanie jestem przeciw wirusowi, ale za koroną raczej bym był. Za szwedzką oczywiście.

1 maja

Święto Pracy. Tradycyjnie dzień wolny od codziennego mozołu. No, ale teraz raczej wielu długo będzie miało takie święto, mimo szumnie zapowiadanej i już podobno mozolnie uchwalanej tarczy antykryzysowej, która wszystkich obejmie i dla wszystkich podobno starczy. Oby tak było, bo z określeniem „starczy” dotychczas kojarzył mi się tylko „uwiąd”.

4 maja

Miałem zostać wypisany do domu na dwa tygodnie, żeby odbyć obowiązkową kwarantannę, bo takiej formy terapii jeszcze nie miałem, poza tym łóżko było potrzebne. Ale leżę dalej, po pierwsze, żebym nie zmieniał miejsca pobytu podczas wyborów, po drugie bóle woreczka (na szczęście żółciowego), w którym, jak się okazało, mam kamień, są coraz większe, stąd chyba być może prawdopodobnie, co niewykluczone i raczej możliwe, że tym razem mniej więcej prawie na pewno zostanę ewentualnie zoperowany. Mam nadzieję, że nie częściowo i nie etapami. Na razie mam czekać na termin, bo lekarzy jak na lekarstwo. Oszaleję chyba.

5 maja

Sąsiedzi wczoraj przywołali mnie trochę do porządku mówiąc, żebym nie demonizował tak tego swojego kamienia, bo inni też mają, nawet nie zawsze zdając sobie z tego sprawę, wiele przypadłości i tak nie narzekają. Sąsiad leżący na materacu pod drzwiami wyszczególnił „Właśnie – wodę w mózgu mają, albo sieczkę w głowie, albo metr czterdzieści i to na obcasach, zęby w szklankach, cukier w kostkach, zgagę w domu, miód w uszach, kluski w gębie a niektórzy wszystko mają gdzieś!”. Przeprosiłem za swój egoizm, ale nadal mam duży zgryz, bo nie wiem, co się wcześniej wydarzy – wybory czy ta moja operacja?

6 maja

Pogoda ładna. Sąsiedzi rozmawiali o górach, rzucając różnymi tektonicznymi nazwami – a to Orla Perć, Smocza Jama, Jaskinia Kozia, Barania Góra, Lisi Jar itd. Dziwne, że do tej pory jeszcze nie nazwano jakiegoś dołu – Jar Osława. Ale na to pewnie górale by się nie zgodzili.

10 maja

Dzisiaj miały się odbyć te kopertowe wybory, ale czy się odbywają nie mamy pojęcia. Na razie u nas nic się nie dzieje, cisza, spokój, żadnych wiadomości, zwłaszcza że od tygodnia telewizor nam szwankuje i odcięci jesteśmy od rzetelnych informacji. Sąsiad stwierdził, że albo termin przełożono, albo te wybory jednak trwają, ale przez ten izolacyjny obłęd ani komisji, ani listonosza do szpitala nie wpuszczono. Możliwe, ale to właściwie niczego by nie zmieniało – szpital mały, głosów niewiele, więc na ustalony wynik wyborów nie miałoby to żadnego wpływu. Poza tym głosy chorych zawsze są możliwe do podważenia, bo choroba przecież może zmieniać logiczność myślenia, albo powodować niepamięć wsteczną, co do dużo wcześniej wskazanego wybrańca narodu. Więc nie przejmujmy się tym wszystkim na co od dawna nie mamy żadnego wpływu. Przechorujmy to jakoś.

15 maja

Terminu mojej operacji ani widu, ani słychu. Nie mogę wyjść ze szpitala, bo mam coraz większą depresję i coraz czarniejsze myśli, więc może i dobrze, że leżę, a ten kamień mam akurat w woreczku, a nie u szyi, bo poziom wód, jaki aktualnie jest, mógłby też, jak na złość, być chyba za niski. Jednym słowem pełny pesymizm i żadnego wyjścia. Tylko czekać.

17 maja

Czekam. A ze mną czeka wielu. A kiedy się wreszcie doczekamy tego, na co czekamy, spokojniej już będę mógł poczekać na tę swoją operację.

Irosław Szymański