Pamiętnik znaleziony w szpitalnej szafce

(serial prawie codzienny)

4 listopada

Miałem kontrolną gastroskopię i okazało się, że jednak wrzód w żołądku mam. Dostałem nowe leki i bardziej restrykcyjną dietę. Już sam nie wiem, co gorsze – ten wrzód czy ta dieta. Jak miałem czyrak na pośladku, to mogłem jeść wszystko, a teraz prawie nic. W nocy przyśnił mi się befsztyk w sosie chrzanowym. Chyba w głowie już też mi się coś robi nie tak.

8 listopada

Sąsiad spod okna powiedział, że kiedyś to była telewizja, a nie takie barachło jak teraz. Tylko szarpanina nerwów, na który kanał przełączyć – na ten jeszcze wolny, czy ten już właściwy. A kiedyś człowiek zapuścił telewizor i już wesoło, kolorowo i sukces za sukcesem. Można było zobaczyć, jak się rośnie w siłę, jak żyje dostatniej. Zawód przy okazji można było zdobyć, nauczyć się, jak budować porty, stawiać wielką płytę, spuszczać surówkę, kłaść kamienie węgielne i to w takim tempie, że wczoraj jeszcze nic, a dzisiaj już otwarcie. Patrzyło się w ekran a tu co chwilę trzask, jakaś elektrownia, jakaś huta, lotnisko albo trasa. Nie było dnia, żeby czegoś nie otwierano. Nawet niektóre porody były przed terminem. A jakie sukcesy w hodowli pokazywano. Koryto na cały ekran, przy korycie ryj przy ryju – przyjemnie było popatrzeć. A te tuczniki po pewnym czasie to się wszystkie znało z widzenia. To była prawdziwa swojska telewizja, nie to, co teraz.

10 listopada

Personelu w szpitalu jakby coraz mniej. Wszystko podobno przez to, że krzywa zarobków w służbie zdrowia spada coraz bardziej. Nie wypada, ale aż by się chciało tę krzywą określić dodatkowo dosadnie po łacinie.

13 listopada

Wczoraj sąsiad przyglądając się jakiemuś banknotowi z uznaniem stwierdził, że piękne mamy te wytwory rodzimej mennicy, coraz jakby ich więcej i ciekawe, kto będzie na następnych. Uspokoiliśmy go, że dopiero ledwo ruszony poczet Piastów i Jagiellonów mamy, a przecież każdą ilość tych zaplanowanych do druku środków płatniczych można przyozdobić dwoma dynastiami. Poza tym mamy wiele pozadynastycznych osobistości, w tym masę współczesnych też już zasłużonych i martwić się akurat tym nie musimy, niezależnie ile dodrukują.

15 listopada

W jakimś telewizyjnym newsie podano, że ostatniej doby w izbach wytrzeźwień (tych, które jeszcze są) nocowało 4238 osób, pozostałe 1532 też kwalifikujące się, z braku miejsc musiały odejść z kwitkiem, o ile to można nazwać chodzeniem.

17 listopada

Rano chyba miałem trochę gorączki, ale dokładnie nie mogłem zmierzyć, bo inni też czekali na termometr. W przyszłym tygodniu mamy dostać jeszcze jeden, to będzie łatwiej. Poczekam, albo ciotka mi z domu przyniesie.

22 listopada

Mam dosyć polityki, więc nie kibicuję żadnej opcji w obecnych rozgrywkach na tym maglarsko‑politycznym boisku. Ale wszystkim zaangażowanym i dopingujących tych czy tamtych życzę, żeby niedługo do kultowego już zawołania – „POLSKA! BIAŁO‑CZERWONI!” nie musieli dodawać – „ZE WSTYDU!”. Albo słuchać jak świat to skanduje. Wziąłem relanium, bo akurat w dyżurce nikogo nie było. Żałuję, że nie wziąłem więcej.

23 listopada

Sąsiad się pochwalił, że jego syn kończy medycynę i chce się specjalizować w psychiatrii. Powiedziałem, że to bardzo mądry wybór, bo jak tak dalej pójdzie to psychiatra niedługo pewnie będzie lekarzem pierwszego kontaktu, a może nawet lekarzem rodzinnym. Przecież już teraz czasami obłędu można dostać, a dalej może być jeszcze weselej.

25 listopada

Ciekawe, kiedy doczekamy czasów, gdy stosunki nasze z sąsiadami będą proste jak drut. Byle nie kolczasty!

26 listopada

Prusaków jakby coraz więcej. Podzieliłem się tym spostrzeżeniem z sąsiadami. Jeden z nich, chyba niezbyt w tym momencie kojarzący powiedział, że dla niego to nie nowość, bo on z Poznańskiego i cała rodzina od zawsze z nimi walczyła; wuj Hans, stryj Herman i dziadek Reinhardt, dopóki się nie przeziębił pod Stalingradem. Zapomniał chyba dodać, że ramię w ramię rodzina z nimi walczyła i nie ma się czym chwalić.

28 listopada

Dookoła cymbałów coraz więcej, a ciągle coś nie gra. Chyba jakiś Jankiel by się przydał. On wiedział, z jakiego cymbała jakie odgłosy mogą się wydobyć, więc których lepiej nie tykać, żeby nie było głupio tylko artystycznie, romantycznie i normalnie i żeby można mniej nerwowo reszty posłuchać. Ale przy obecnych stosunkach polsko‑izraelskich mogłoby to być nie bardzo widziane.

30 listopada

Kłopoty z wrzodem dużo mniejsze, ale niespodziewanie stwierdzono u mnie objawy zapalenia wyrostka robaczkowego, czyli tak zwanej ślepej kiszki. Podobno mają mnie w trybie nagłym przenosić na chirurgię. A co, na okulistykę mnie przeniosą?

Irosław Szymański