Pamiętnik znaleziony w szpitalnej szafce

(serial prawie codzienny)

12 marca

Tylko współczuć naszej służbie zdrowia zmuszonej przez koronoepidemię do pracy w tak ogromnym pośpiechu i z tak olbrzymimi obciążeniami. A przecież od dawna już się widziało, że ta służba coraz bardziej kuleje. I jak kulejąc, sprawnie i szybko ma teraz nadążać z pomocą bez pomocy, której sama potrzebuje. A w tej sytuacji teraz właśnie, mówiąc kolokwialnie, o to biega.

14 marca

Przeżyliśmy koszmar. Na salę położono nam nowego pacjenta, którego po godzinie z wielkim pośpiechem, wręcz paniką, przeniesiono na oddział zakaźny. Powodem był podobno koronawirus. Szybko okazało się jednak, że alarm był fałszywy, pomyłkę popełniono na izbie przyjęć, bo pacjent miał na nazwisko KORONA, a dopiero w anamnezie wyszło, że jest KIRUS. Odetchnęliśmy z ulgą i to bez respiratora, ale na krótko. Pacjenta po dwóch godzinach przeniesiono do nas z powrotem.

15 marca

Dookoła nerwowe poruszenie, ale na naszej sali już raczej spokój. Dwóch pokasłuje, ale to palący. Reszta, łącznie ze mną, choruje normalnie, zgodnie z planem. Sąsiad rano zapytał doktora w związku z tym przeniesionym pacjentem, czy profilaktycznie nie należałoby zrobić nam testów na tego ukoronowanego wirusa. Okazało się, że szpital ma tylko testy ciążowe, ale te podobno nie byłyby zbyt wiarygodne.

17 marca

Strach coraz większy, ale szczodrze dofinansowana właściwa telewizja (a taką tylko na sali mamy), transmituje wypowiedzi właściwych polityków potwierdzających entuzjastycznie, ku pokrzepieniu serc, jak znakomicie rząd radzi sobie z obecną sytuacją. Oczywiście, że przede wszystkim radzi sobie, poza tym niewykluczone, że nie bardzo wie, iż chorzy na serce to może być szybko mniejszy procent chorych wśród chorych. Do tego telewizyjne pokrzepianie jest dużo tańsze.

18 marca

Wczoraj przyjęto w trybie pilnym do operacji starszego pana z powodu ostrych objawów uwięźnięcia przepukliny. No, jak się niesie ze sklepu naraz osiem kilo kartofli, pięć kilo mąki, trzy kilo makaronu i pięć kilo cukru, to nie tylko przepukliny więzną. Słowa też. Tyle, że w gardle, a zwłaszcza niektóre słowa. Cytował nie będę.

19 marca

Według aktualnie obowiązujących zaleceń epidemiologicznych odległość między spotykającymi się osobami powinna wynosić przynajmniej jeden metr. Słusznie, chociaż na utrzymanie dotychczasowego tempa przyrostu naturalnego w tej sytuacji raczej nie ma co liczyć.

20 marca

Dziś pierwszy dzień wiosny. Na szczęście jeszcze nie Wiosny Ludów.

22 marca

Mimo zakazów zgromadzeń (ale jak widać nie dla wszystkich) kampania wyborcza pod płaszczykiem zatroskania o obywateli jest indywidualnie jednak prowadzona. Zastanawialiśmy się, czy biorący w niej udział notable nie boją się infekcji. Sąsiad autorytatywnie stwierdził, że pewnie nie, bo poruszają się tylko szczelnie zamkniętymi rządowymi limuzynami, odważnie jadąc w kalumnie. W kalumnie?! Przecież to czasem nawet gorsze niż wirus. Chyba że przez te pancerne szyby nic nie słychać, albo może się już przyzwyczaili.

23 marca

Dzwoniła zrozpaczona ciotka, że zapodziała gdzieś klucze od drzwi do mieszkania i przez to nie może wyjść z domu. Udałem, że się przejąłem, ale w rzeczywistości to świetna wiadomość. Teraz już ciotunia nie będzie latała po sklepach. Po domu też nie bardzo, bo nagromadzone zapasy zajmują tyle miejsca, że prawie przejść nie można.

25 marca

Decydenci dają nam podobno coraz większe gwarancje bezpieczeństwa. Nawet pobyt we własnym domu mogą nam zagwarantannować. I to tylko za trzydzieści tysięcy złotych, gdybyśmy tego nie docenili.

29 marca

Tylko patrzeć, jak przy narastających brakach łóżek szpitalnych komuś z decydentów wpadnie do głowy wykorzystanie każdego zwalniającego się miejsca (łóżka, dostawki, materaca, siennika) do położenia pacjentki lub pacjenta niezależnie od tego, czy to oddział kobiecy czy męski. Być może to nieco zmniejszyłoby problem, ale próby wypisywania potem do domu mogłyby napotkać spore trudności ze strony chorych. I niewykluczone, że z obu zainteresowanych stron.

1 kwietnia

Prima aprilis. Czyli bez zmian – dzień jak co dzień.

3 kwietnia

Z różnych powodów trwa obywatelska dyskusja na temat przesunięcia terminu wyborów prezydenckich. Większość jest za tym, ale władze na razie absolutnie się na to nie zgadzają. Sąsiad spod drzwi udowadnia, że takie przesunięcie jest bezdyskusyjnie konieczne, bo niewykluczone, że wielu zainfekowanych, chorych i gorączkujących pójdzie jednak do urn, ale postawi krzyżyk nie tam gdzie trzeba. Możliwe. Ale może być i tak, że władza pod pretekstem ochrony zdrowia społeczeństwa raptem jednak ten termin przesunie. Na przykład o następne cztery lata do przodu. I co wtedy?

5 kwietnia

Według oficjalnych opinii rządowych sytuacja z koronawirusem byłaby już prawie opanowana gdyby nie główna przyczyna, czyli te choroby współistniejące, coraz bardziej utrudniające pełne osiągnięcie szczęśliwego finału. Może i utrudniające, ale jak znacząco poprawiające również oficjalne statystyki wirusoepidemiologiczne. Zwłaszcza w telewizyjnych ścierwisach informacyjnych.

8 kwietnia

Jest coraz gorzej. W szpitalu coraz mniej personelu, brakuje rękawic, środków dezynfekcyjnych, kombinezonów i masek ochronnych. Z maskami sobie poradziłem, bo obciąłem nogawki od kalesonów, pociąłem na opaski i nakładam je przez głowę, chroniąc jak zalecają nos i otwór gębowy. Poza tym całą salą zrobiliśmy składkę i szwagier sąsiada kupił nam dwie flaszki spirytusu, które na sznurku wciągnęliśmy przez okno i na razie mamy się czym odkażać. Ale co będzie dalej?! Zwłaszcza że kalesony miałem tylko jedne!…

Irosław Szymański