Pamiętnik znaleziony w szpitalnej szafce

(serial prawie codzienny)

4 października

Po trzech tygodniach czekania na miejsce, od wczoraj wreszcie leżę. Tym razem na obserwacji na gastrologii z podejrzeniem wrzodu na żołądku albo z czymś podobnym, bo podczas porady telefonicznej doktór nie mógł stwierdzić co jest (mimo że słuchawkę przy brzuchu trzymałem, żeby słyszał jak mi burczy) i tylko dał numer e‑skierowania do szpitala. Eee – dobre i to, resztę inni może zdiagnozują. Mam nadzieję.

6 października

Miałem gastroskopię. Wrzodu nie mam, tylko jakiś nieżyt. To jeżeli nie żyt, to w końcu co mam? Pobrano mi przy okazji jakiś materiał z żołądka, pewnie resztki wczorajszego kapuśniaku, ale jeszcze nic nie wiadomo. Spokojny nie jestem, przecież mogłem nie jeść, zwłaszcza że do wyboru był tylko kapuśniak.

8 października

Telewizja potwierdza, że coraz bardziej zmierzamy ku wielkości. Pamiętam, że niedawno na fali dyplomatycznych potyczek dowiedzieliśmy się z ust wysoko ustawionej urzędniczki państwowej, że „Tu jest Polska a nie Unia!”. No, może to taka planowana geograficzna zmiana dopieszczająca naszą narodową megalomanię. W końcu jeśli może być Australia z Oceanią, to dlaczego nie może być Polska z Unią?

9 października

Okazuje się, że mam jakieś zapalenie w żołądku, czyli właśnie ten nieżyt. Będę brał leki, będę na diecie, trochę mnie poobserwują i ma być dobrze. Mam nadzieję, chociaż w jedynie słusznej telewizji też tak ciągle mówią i tam jakoś nie mam.

10 października

Podobno jednym z docelowych gospodarczych haseł inwestycyjnych obecnych władz są „DROGI”. I to się sprawdza, bo co artykuł to drogi i to coraz częściej. I jak tu wątpić w prawdę oficjalnych haseł?…

12 października

Kadra lekarska podobno maleje w szybkim tempie. Stąd najnowszy pomysł utworzenia nowego modelowego stanowiska – ASYSTENT CHIRURGA. Potem pewnie już gładko pójdzie i w następnej kolejności będziemy mieli ASYSTENTA ASYSTENTA CHIRURGA, a przy jeszcze większym nawale wyczerpującej pracy może nawet CHIRURGA ASYSTENTA CHIRURGA. Inne specjalności i zawody medyczne też będą wzięte pod uwagę. Ileż to przybędzie nowych etatów do obsadzenia. Oby tylko członków rodzin decydentów nie zabrakło.

14 października

Sąsiad spod okna powiedział, że będzie miał badane DNA. Nie zaskoczył nas. Bez badania sami poznamy, jakie będziemy mieli wyniki, kiedy już to dno osiągniemy. A wygląda, że to już niedługo.

16 października

W szpitalnej telewizji nadal zapewnienia, że dzięki obecnej gospodarczej strategii rządu ludzie w kraju staną wreszcie na nogi. I to jest bardzo możliwe, bo jeszcze tylko kilkakrotna podwyżka cen benzyny i tak się stanie. W końcu „CHODZONY” to nasza narodowa tradycja i dzięki dalekowzroczności władzy mamy szansę kultywować ją niedługo na każdym kroku.

18 października

Okazuje się, że jako naród spożywamy za dużo cukru, co jest bardzo niezdrowe, więc profilaktycznie podniesione będą ceny wszystkiego co słodkie, uświadamiając w ten sposób narodowi przed czym odgórnie jego zdrowie będzie chronione. Cukrzyków się pewnie awansuje do wyższego sortu lojalnych obywateli. Reszcie raczej słodko nie będzie. Ale dalekowzroczność autora toastu – „Gorzka wódka!” należy podziwiać.

20 października

Na wizycie lekarz zapytał sąsiada czy pije. Ten odpowiedział, że owszem ale mało, rzadko, z niechęcią i dużym obrzydzeniem, dodatkowo krztusząc się. Tak czy owak jak by nie mówił to jednak istotny dla historii choroby element potwierdził, a wiadomo że wywiad, czyli rozmowa z pacjentem to podstawa trafnej diagnozy.

21 października

Podobno w niedalekiej przyszłości przed nami nowe wybory. Po co? Przecież wyniki i skutki dotychczasowych już dobrze znamy i odczuwamy, więc w jakim celu grozić nam nowymi. A może rzecz w tym, żebyśmy jeszcze gruntowniej mogli przyzwyczaić się do tego, co wybiorą ci, których znowu podobno demokratycznie jak poprzednio wybierzemy.

26 października

Jeszcze à propos picia – toż to historia ludzkiego rodzaju. Nic więc dziwnego, że w mediach bez przerwy doniesienia o rosnącej liczbie wypadków drogowych, bo kierowcy jeżdżą jak szaleni i coraz częściej po spożyciu. Nic nowego. To już bywało. Nasunęła mi się myśl, jakby wyglądała w tym temacie relacja ze starożytnych czasów, na przykład jednego z patrycjuszy rzymskich, dostojnego Pijusa Winnicjusza, a mogłaby ona brzmieć prawie współcześnie: – „Śpieszyłem się swoją lektyką na uroczyste poleżenie u dostojnej Ani Xymenes, wstąpiłem tylko do Ajencjum Fryzjerium „Pod Jowiszem”, gdzie golą piorunem, potem szybko na moment do Wtrajana, z powrotem do lektyki i w drogę. Na zakręcie nie zauważyłem, że mój prawodyszlowy zagapił się na jakąś westalkę a na przeciwko inna lektyka. Zdążyłem tylko krzyknąć „Mamma mijaj!”, ale za późno i zderzyliśmy się czołowo. Guzus czyli bambuła wyskoczył mi na czole jak mandarynka z Majorki i musiałem potem zimny sandał przykładać. A w tamtej lektyce nieśli dostojnego Germanika, czyli przedtem Niemczyka zanim sobie zmienił, który akurat wracał po uczcie u Brytanika Oliwiusza. Głowę miał taką, że mu się w wieniec nie mieściła (mnie się mieściła), tragarze też na bosaka, żeby nie trzęsło – czyli normalnie, więc nie obyło się bez ekscesów, bo on się zrobił jak wulkan, czyli taki Wyzywiusz. Nie mogłem nawet zareagować, bo po pierwsze byłem scypion, nie afrykański tylko z nim byłem scypion, bo wieńce nam się zakuliły jeden za drugi, poza tym mnie przerzuciło do jego lektyki, więc jako nieproszony gość nie mogłem być arogantus, po trzecie on miał na czole dwa razy więcej ode mnie. Najgorzej, że pretorianów wezwano i jako sprawca musiałem zapłacić mandatus sto aureusów. I do Ani Xymenes na primum toastum się spóźniłem”. I tak by mogła wyglądać opowieść o starożytnej kraksie, bo czasy się zmieniają, ale historia lubi się powtarzać niezależnie od warunków drogowych, tylko że teraz częściej.

28 października

Podobno naczelną ideą działania władz jest coraz bardziej zmieniane prawodawstwo, obsługujące każde krajowe przedsiębiorstwo. I to biorstwo się bardziej odczuwa niż dawstwo, bo kto tylko może przedsiębrać to bierze, oczywiście zgodnie z danym i obowiązującym aktualnie prawem. Na lewo przy okazji to biorstwo równie często bywa. Po cichu i nie przed się.

Irosław Szymański