Ortopedya moralna Samotnika z Podlasia

Po ponad stu latach od publikacji, przypominamy najłatwiejsze i najprostsze sposoby pozbycia się manii samobójczej i nabrania pogody ducha przez gimnastykę woli. Autor nie był lekarzem, ale w swej książce posiłkuje się zaleceniami uznanych wówczas autorytetów, także medycznych. No i jest związany z naszym regionem

– Tylko zabiegi lecznicze, zmierzające do ustalenia w równowadze wzajemnej zależności ciała i duszy, mogą wywołać pożądaną zmianę – uważa Mieczysław Rościszewski w swojej książce „Jak posiąść energię” o dość barokowym podtytule: „Wypróbowana kuracya zaniku woli, roztargnienia, przygnębienia, melancholii, utraty nadziei, trwogi wewnętrznej, słabej pamięci, bezsenności, zaburzeń żołądkowych, ogólnego zdenerwowania i t.p. Najłatwiejsze i najprostsze sposoby pozbycia się manii samobójczej i nabrania pogody ducha przez gimnastykę woli. Ortopedya moralna”.

Publikacja ukazała się we Lwowie w 1906 roku nakładem Księgarni Narodowej. Rościszewski, powołując się w niej na wielu autorów – od Roberta Kocha po Immanuela Kanta – daje szansę na pozbycie się wszelkich nałogów i zgubnych namiętności. Wszystko zależy od własnej woli. Bez względu czy chodzi o jąkanie, alkoholizm, obgryzanie paznokci czy onanizm.

Złe myśli weź głodem

Na początek kuracja, która z powodu szybkich rezultatów – efekty są po 2‑3 dniach – świetnie, zdaniem autora, potwierdza wartość gimnastyki woli. Zauważa, że jest stosowana od tysięcy lat, ale jednocześnie zupełnie nie jest znana, bo zakony religijne utrzymywały ją w tajemnicy.

Przez 2‑3 dni należy się powstrzymać od „wszelkiej strawy ścisłej i od płynów pożywnych, i pić jedynie wodę zimną. Post ten powtarzać trzeba aż do otrzymania poż?danego rezultatu dwa do?trzech razy kolejno,ądanego rezultatu dwa do trzech razy kolejno, po dwudniowej przerwie każdorazowo”.

Jak głodówka osłabia organizm wiedzą niemal wszyscy. To się nie zmieniło od 1906 roku. Rościszewski wymienia symptomy – od złego samopoczucia, przez uczucie zimna, bladość, sensacje żołądkowe itp. Ale zauważa także, że tej samej niszczącej siły postu doznają… namiętności i nastroje ludzkie. – Ani niepohamowana pycha, ani namiętne pragnienie zemsty człowieka obrażonego, ani nieposkromione żądze chciwca nie są w stanie ostać się w walce z ascezą i z jej przepotężną bronią – postem! Nawet wszechwładna miłość nigdy jeszcze nie pokonała próby wielodniowego głodu! Głód osłabia energię bólu i rozsiewa żałobę – pisze chwaląc metodę.

Pocieranie cudzą ręką

W rozdziale poświęconym leczeniu bezsenności autor, który faktycznie nazywał się Bolesław Londyński, zaleca takie ćwiczenie.

O 10. do łóżka! Ułożyć się trzeba z lekkim pochyleniem na prawym boku. I liczyć: raz‑dwa, raz‑dwa, raz‑dwa. Tak, żeby „raz” było wymawiane przy wypuszczaniu oddechu, a „dwa” przy wciąganiu powietrza. Na dodatek wymawiając obie liczby w myśli, trzeba je sobie wyobrażać plastycznie.

Jeżeli sen mimo to nie nadejdzie, czytelnikom zalecano wygłaszanie w myślach umianych na pamięć jakichkolwiek obojętnych wierszy, lub też, jeżeli i to nie pomoże, to każdą nasuwającą się myśl zastępowanie inną, nową myślą.

– O szóstej trzeba się kazać obudzić! – zaleca Rościszewski pewny, że rady są skuteczne.

I cytuje zapewne ówczesny autorytet, doktora Rose, który zauważył, że sen robotnika, zajętego pracą fizyczną na powietrzu, bywa twardszy, niż sen literata lub w ogóle człowieka, pracującego umysłowo. Zaleca więc zupełne powstrzymanie się od pracy umysłowej, dłuższy pobyt na powietrzu i ruch. Oprócz przechadzek, jazdy konnej, wycieczek w góry, wiosłowania – gimnastykę.

Autor popularnego poradnika sugeruje też osobom mającym kłopoty z zasypianiem, przed pójściem do łóżka: nacieranie głowy eterem, wodą kolońską. Letnią kąpiel nóg i całego ciała. Obmywanie głowy świeżą, zimną wodą i dość długie pocieranie nóg szczotką flanelową bądź… cudzą ręką.

Porady tłumacza‑inżyniera


Niedawno, bo 5 stycznia minęła
166 rocznica urodzin Bolesława Lon­dyń­skiego, który sam był niezłym fachowcem od usypiania, bo napisał mnóstwo bajek i baśni dla dzieci i przetłumaczył bajki braci Grimm. Jego rodzinnym miastem był Radzyń Podlaski. Choć studiował w Petersburskim Instytucie Technologicznym i Instytucie Gos­podarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Puławach, to jako 19‑latek zadebiutował jako tłumacz. Pierwszy przetłumaczył „Zbrodnię i karę”, później „Cyrano de Bergeraca”. W 1901 roku przyjął jeden ze swoich pseudonimów i jako Mieczysław Rościszewski (panieńskie nazwisko matki) zaczął pisać popularne poradniki. Jednym z nich jest właśnie ten, który przypominamy. Nie ma w nim kwestii tabu.

Kiszki i cygaro

Jest i rozdział o regulowaniu pracy żołądka. A nawet o „udzielaniu lekkich napomnień organom trawienia”. Autor straszył, że ci, którzy wstydliwą potrzebę załatwiają nieregularnie i wtedy jedynie, gdy ich przypili, prędzej czy później będą chorować na obstrukcję kiszek. – Należy się wypróżniać codziennie o jednej i tej samej porze, czy się ma ochotę, czy nie – pouczał. – Natomiast uryny powstrzymywać nigdy nie trzeba!

„Włóż wieczorem sześć do ośmiu suszonych śliwek do filiżanki z wodą, rano na czczo wypij wodę i spożyj śliwki. (…) Wypal z rana jedno cygaro przy kawie lub herbacie”. Tak, to też jest jedno z ćwiczeń mających gwarantować regularne wypróżnianie.

Ale jest zastrzeżenie, że gdyby to wszystko nie pomogło i pacjent będzie się uskarżał na chroniczne obstrukcje żołądka, nie ma rady, trzeba skorzystać z wiedzy hipnotyzera.

Tonik mózgowy

Absolutnie cudownie brzmią zalecenia dla osób, które pragną zwalczyć osłabienie nerwów.

Wolny czas od zajęć i pracy zawodowej należy spędzać w bezwzględnym spokoju! W porze obiadowej należy przeleżeć co najmniej dwie godziny na kanapie, i to, o ile można, godzinę przed obiadem i godzinę po obiedzie. W czasie jakiegokolwiek zajęcia, co pół godziny trzeba wyciągnąć się całym ciałem na kanapie i leżeć 5‑10 minut. W nocy spać 9 godzin z rzędu!

Ale z jadłospisu wylatuje drugie śniadanie, podwieczorek i spirytualia, natomiast chory powinien spożywać dziennie 3‑4 łyżki Sanatogenu. Środka do „regulowania zużytej i wycieńczonej substancyi nerwów”.

Sanatogen zwany „tonikiem mózgowym” produkowała Bauer Chemical Company w Niemczech od 1898 roku, był znany na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych reklamowany jako „środek rewitalizujący nerwy”. Współczesny Internet informuje, że jego skład to: czyste białko mleka – 95 proc., a reszta glicerofosforan sodu. Ten z kolei znajdziemy dziś w specyfikach dla sportowców i osób rzeźbiących ciało na siłowniach. Wpływa na gospodarkę wodno‑elektrolityczną, wspiera pracę mięśni, wytrzymałość i kondycję.

Możliwe, że sam Londyński stosował tonik mózgowy, bo publikacje, które drukował sygnując inicjałami B. L. oraz jako Kalina, Bruno Las, Guci czy Samotnik z Podlasia idą w dziesiątki. Prawie dziesięć lat, w czasie gdy mieszkał w Lipsku, pisał dla mniej wyrobionego czytelnika popularne kompilacje na dowolne tematy.

Inne straszne rzeczy

Oczy zapadłe, trupioblady kolor twarzy, zimne wilgotne dłonie. To cechy, po których bardzo łatwo rozpoznać onanistę. A ci wykazują „rażące sprośności charakteru, jak chłód, zobojętnienie na wszystko, co nie jest występkiem, prowadzą najchętniej życie samotne, stronią od ludzi, są drażliwi, skłonni do gniewu, i cierpią na zanik pamięci. Mają wstręt do pracy ciężkiej, źle się uczą i lubią się długo wylegiwać w łóżku”. Oto zalecane w poradniku ćwiczenia dla onanistów.

Należy unikać samotności i pozbyć się manii urojeń i rozmarzenia. Należy usunąć od siebie wszelkie środki pobudzające, jak zmysłową lekturę (pornografię), złe towarzystwo, pikantne sztuki teatralne! Trzeba sobie ułożyć tryb życia na cały dzień i mieć zawsze jakieś zajęcie. Jeździć na rowerze, robić wycieczki piesze i jak najczęściej wiosłować. Alkoholu bardzo mało! Dziennie najwyżej pół butelki czerwonego wina, na dwie godziny przed pójściem do łóżka nie należy pić ani kropli piwa. Przed snem zimne obmywanie całego ciała lub zimne okłady członka. Żadnych marzeń w łóżku!

Gdyby to wszystko zawiodło. Jest jeszcze nadzieja w hipnozie.

40. ćwiczenie na koniec

Ostatnim zaleceniem z ponadstustronicowej książki jest rada, by prowadzić dziennik, w którym należy zrobić przegląd dotychczasowego życia, nałogów, błędów, namiętności, planów i nadziei. Ustalić postanowienie, cele i życzenia odnośnie do dalszego trybu życia. Zrobić bilans. Precz z rozpaczą, trzeba się leczyć. Rzeczą jest nie do wiary, ile zdziałać może potęga silnej woli – zapewniał 51‑letni wówczas autor.

Jego bardzo pracowite życie zakończyło się niestety smutno. Miał 73 lata, gdy zmarł w poznańskim przytułku, dwa lata wcześniej fatalnie złamał nogę i już nie wrócił do zdrowia i sprawności.

Janka Kowalska