O znanym budynku i nieznanym naukowcu

Kto wchodząc do siedziby lubelskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia wie, że wkracza w świat idei żydowskiej, lewicującej społeczności Lublina? Że pod współczesnym adresem ul. Szkolna 16 działał szpital epidemiczny, mieszkał i pracował światowej sławy wirusolog Wolf Szmuness? Paradoksalnie, właśnie epidemia przesuwa otwarcie wystawy poświęconej Żydowskiemu Domowi Ludowemu im. I.L. Pereca. Bo tak nazywał się ten przedwojenny gmach.

„Widać uratowane kobiety z Auschwitz, bladą i złamaną młodzież z Litwy, wymęczone żydowskie dziewczęta z Czech, Rumunii i Węgier, żydowskich chłopców z Grecji w niebiesko‑białych katorżniczych pasiakach, zahartowane twarze partyzantów, wyzwolonych żydowskich jeńców wojennych z Francji, Żydów‑żołnierzy i oficerów polskiego wojska. Jest także grupa żydowskich dzieci z Majdanka, jedynych, które udało się uratować, gdy w ostatniej chwili rosyjski czołg przeciął drogę niemieckiej ciężarówce wiozącej je na rzeź”.

To opis publiczności, jaka zebrała się w sali teatralnej Domu Pereca, by posłuchać występu Diany Blumenfeld. Był marzec 1945 roku. Pomieszczenie znajdowało się w skrzydle, w którym teraz jest główne wejście do budynku. Dla nas siedziby lubelskiego NFZ przy ul. Szkolnej 16. Dla uczestników koncertu, to był jeden z najważniejszych adresów w Europie: noclegownia dla żydowskich ocaleńców, ul. Czwartek 4.

Na opis koncertu Diany Blumenfeld trafiłem niedawno w żydowskiej gazecie z Meksyku. Prasa przed‑ i powojenna, polska (w tym głównie w języku jidysz) i światowa, w której pisano o budowie tego gmachu, a później o jego roli po wyzwoleniu Lublina, jest jednym ze źródeł informacji dotyczących Domu Pereca – mówi Piotr Nazaruk, który dla Ośrodka „Brama Grodzka‑Teatr NN” przygotowuje wystawę o budynku z Czwartku.

***

Stojąc przed wciśniętym między inne budynki biurowcem pod „szesnastką”, trudno nawet podejrzewać, że ten zupełnie zwyczajny obiekt ma taką historię i może być bohaterem wystawy.

Z mojej perspektywy to jeden z najciekawszych budynków w Lublinie. Pod względem architektonicznym była to bardzo dobrze zaprojektowana modernistyczna bryła, dzieło zasłużonego lubelskiego architekta Henryka Bekkera, która z czasem padła niestety ofiarą późniejszych architektów. Przygotowując wystawę, położyliśmy z Agnieszką Wiśniewską duży nacisk na odtworzenie pierwotnego piękna tego budynku. Pokazujemy jego przedwojenny projekt, szereg zdjęć z budowy i przede wszystkim model przygotowany przez prof. Jerzego Montusiewicza i dr. Marcina Barszcza z Politechniki Lubelskiej – mówi Piotr Nazaruk, który jednak przyznaje, że ważniejsza od formy architektonicznej jest jednak historia Domu Pereca.

***

Powstawał tuż przed wybuchem II wojny światowej jako Żydowski Dom Ludowy im. I.L. Pereca – pochodzącego z Zamościa ojca literatury jidysz. Miała się tu znaleźć świecka szkoła żydowska z wykładowym językiem jidysz i cały szereg żydowskich instytucji kulturalnych z salą teatralno‑gimnastyczną, miejscem dla chórów i orkiestr robotniczych, towarzystwa sportowego Morgensztern (Jutrznia) i biblioteką im. Medema na czele. To nie był po prostu budynek szkoły, ale szerokie założenie kulturowe – gmach, który stanowiłby przeciwwagę dla pobliskiej Jesziwy Mędrców Lublina i pokazałby światu inne oblicze żydowskiego Lublina: świeckiego, nowoczesnego i wychowującego młodzież na Żydów dumnych ze swojego języka i kultury a jednocześnie na świadomych obywateli – dodaje Nazaruk, który z wykształcenia jest filozofem i zajmuje się kulturą jidysz.

Takie plany mieli budowniczowie: działacze Żydowskiej Organizacji Szkolnej, lewicowego Bundu i Żydowskiej Partii Ludowej.

***

Fragment planu Henryka Bekkera, zbiory Archiwum Państwowego w Lublinie.

Budynek zdążył powstać, ale zanim go otwarto – wybuchła II wojna. Jednak nie stał pusty. Okresowo działała kuchnia społeczna, a nawet szpital epidemiczny, który wcześniej znajdował się przy ulicy Ruskiej. Niecałe pół roku później, wiosną 1942 roku podzielił on los wszystkich żydowskich szpitali w Lublinie.

W 1944 roku Komitet Żydowski otworzył w nim noclegownię. Pierwsze schronienie znajdowały tam osoby, które wychodziły z kryjówek i obozów albo wracały z Rosji. Z niego za pośrednictwem Polskiego Radia szły w świat informacje o Żydach, którzy przeżyli Zagładę. Ludzie odnajdywali tam swoich bliskich albo, niestety, dowiadywali się, że są jedynymi, którzy przeżyli ze swojej rodziny albo wręcz całej społeczności. Pod koniec lat 40., dosłownie na chwilę, Dom Pereca został siedzibą Żydowskiej Szkoły Powszechnej, ale w 1951 roku, dobrowolnie lub nie, został przekazany na własność ministerstwu rolnictwa i od tamtej pory mieści w sobie ważne instytucje związane z ochroną zdrowia publicznego – mówi autor przygotowywanej ekspozycji i autor tekstów o historii niepozornej nieruchomości.

Zachowało się czarno‑białe zdjęcie, na którym widać zniszczony budynek nad którego otwartymi drzwiami można odczytać tablicę informującą, że tam się mieści Instytut Medycyny Pracy i Higieny Wsi im. Witolda Chodźki (czyli dzisiejszy Instytut Medycyny Wsi).

Wówczas w zakładzie chorób odzwierzęcych tego instytutu, pracował Wolf Szmuness. Był związany z Lublinem około 10 lat. Może dlatego próżno go szukać w przewodnikach po mieście i Słowniku biograficznym miasta Lublina.

***

Szmuness w swoim nowojorskim laboratorium w New York Blood Center (fot. Donna Harley, ze zbiorów autorki).

O Szmunessie dowiedziałem się opracowując relację jego córki, Heleny Szmuness, nagraną w Bramie Grodzkiej. Początkowo w ogóle nie wiązałem go z gmachem na Czwartku. Rodzina repatriowała się do Lublina w 1959 roku, kiedy Szmuness dostał posadę w Instytucie Medycyny Pracy i Higieny Wsi. Z braku wolnych lokali w Domu Pereca urządzono im też prowizoryczne mieszkanie. Niemal równolegle zatrudniono go na pół etatu w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno‑Epidemiologicznej, gdzie z czasem otrzymał posadę kierownika Oddziału Zwalczania Chorób Zakaźnych. Pracował także na ówczesnej Akademii Medycznej. Prowadził zajęcia z epidemiologii i obronił habilitację. Oprócz tego pod koniec lat 60. był zatrudniony w Wojewódzkim Ośrodku Matki i Dziecka. Sumowałem kiedyś wszystkie jego etaty i, jakby nie patrzeć, dzienny wymiar jego pracy przekraczał 12 godzin – mówi Piotr Nazaruk.

Wolf Szmuness pochodził z Warszawy, studiował medycynę we Włoszech, ale wrócił do rodziny, gdy wybuchła wojna. Trafił do Rosji, a potem na Syberię jako więzień. Studiował w Tomsku i Charkowie, był epidemiologiem. Dla córki i żony, która była Rosjanką, aklimatyzacja w Lublinie nie była łatwa. Musiały nauczyć się języka i przystosować do nowych warunków.

***

Sławę zyskał w Nowym Jorku, kiedy podjął się przeprowadzenia testów szczepionki przeciwko wirusowi hepatitis B powodującego wirusowe zapalenie wątroby typu B. I kiedy mówię o sławie, mam na myśli naprawdę sławę. Dziennikarzy „Playboya” dobijających się do jego drzwi, setki audycji telewizyjnych i radiowych. Jego dawny współpracownik Edward Harley, tak opowiadał mi o roli Szmunessa w walce z WZW B: Trudno podsumować to w kilku słowach, ale wkład Wolfa w prewencję i eradykację tej często śmiertelnie niebezpiecznej choroby jest bardzo doniosły. Bez niego upowszechnienie szczepionki zajęłoby jeszcze wiele lat. Szmuness wykazał, że hepatitis B może być przenoszony nie tylko na przykład przez transfuzję krwi czy igły, ale również drogą płciową. Jako pierwszy pokazał także, że wirusy mogą powodować raka i w związku z tym szczepionka przeciwko hepatitis B stała się pierwszą chroniącą przed nowotworami. Jego nieskazitelny wręcz projekt testów tej szczepionki przyczynił się nie tylko do sukcesu samych prób, ale stał się także klasycznym modelem każdej ze szkół epidemiologii i zdrowia publicznego – cytuje Nazaruk swojego rozmówcę.

Kiedy jeszcze w Lublinie Szmuness pracował nad swoją habilitacją, opracowywał dziesiątki tysięcy wywiadów epidemiologicznych, nauczył się pracować z olbrzymimi ilościami danych. – Jestem przekonany, że był to jeden z powodów jego późniejszego sukcesu w USA – dodaje.

***

Helena Szmuness była dzieckiem i z Domu Pereca zapamiętała głównie wszechobecny zapach lizolu, który wchodził w ubrania i włosy. Oraz plakaty wzywające do tępienia szczurów, którymi zaklejony był cały budynek.

Długo i niestety bez sukcesów szukałem tego plakatu, bo zrobił na niej szczególne wrażenie. Miał przedstawiać szczurzą rodzinę, mamusię, tatusia w cylindrze i szczurze dzieci uciekające przed deratyzacją. Kiedy weźmie się pod uwagę antysemicką nagonkę z 1968 roku, w wyniku której Szmunessowie musieli opuścić Polskę, fakt, że tak mocno zapadł jej w pamięć staje się jasny – ocenia autor długiej opowieści o epidemiologu i jego dokonaniach, którą można znaleźć na stronie www.blog.teatrnn.pl.

Gdy zamykaliśmy to wydanie „Medicu­sa” nie było wiadomo, kiedy będzie się mógł odbyć wernisaż wystawy Dom Pere­ca w Ośrodku „Brama Grodzka‑Teatr NN” w Lublinie.

Janka Kowalska


Zdjęcie wyróżniające: Szmuness w swoim nowojorskim laboratorium w New York Blood Center (fot. Donna Harley, ze zbiorów autorki).