„Nowy Ład” kontra lekarze

Jednym z pięciu fundamentów „Nowego Ładu”, ogłoszonego właśnie przez rządzących i ostatecznie nazwanego „Polskim Ładem”, jest zwiększenie wydatków na zdrowie do poziomu 7% PKB. Zdaniem specjalistów ochrony zdrowia, zapowiadany „Polski Ład” może być w rzeczywistości zapowiedzią początku smutnego końca ochrony zdrowia w Polsce.

Po kieszeni

Kluczowe, wg opracowanego scenariusza „Nowego Ładu” w polskim wydaniu, będzie brak możliwości odliczenia 9% składki zdrowotnej od podatku oraz obciążenie jednoosobowych działalności gospodarczych składką zdrowotną, proporcjonalną do dochodu. Zlikwidowane mają zostać również umowy śmieciowe. Oprócz nieznacznego podwyższenia kwoty wolnej od podatku oraz granicy drugiego progu podatkowego, decydenci przygotowali zmiany, które uświadomiły nam, jak bardzo dostaniemy po kieszeni.

Według przygotowanego projektu, składka zdrowotna ma być równa dla wszystkich. Tyle samo wyniesie dla zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, jak i dla prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą i wynosić będzie 9 procent wartości uzyskanego w danym miesiącu dochodu.

Lekarze, którzy nie korzystają z rozliczeń w formie podatku liniowego, jeśli wejdą w drugi próg podatkowy, zapłacą zawrotną kwotę, bo oddadzą państwu aż 41 procent wypracowanego dochodu (32 procent PIT plus 9 procent składki zdrowotnej). Wieki temu poddani składali jeden z lepiej opisanych podatków – tzw. dziesięcinę, a więc obowiązkowe świadczenie pieniężne w postaci dziesiątej części swojego dochodu na rzecz Kościoła lub innej instytucji. Teraz system podatkowy wydaje się dużo bardziej niesprawiedliwy, a lekarze zmuszani są do oddawania niemal połowy zarobionych środków, które wypracowali własnymi siłami.

Wygląda na to, że część medyków gotowa jest przeanalizować dotychczasowy czas pracy i swoje dochody, a przy okazji „…zweryfikować to i tamto, w sumie więcej czasu w domu by się przydało…”, jak w poniższej opinii lekarza‑internauty:

Nowe zasady, czyli de facto obłożenie nas znacznie większym podatkiem spowodowało, że w moim przypadku decyzja już zapadła. Ograniczam czas pracy o połowę. Szkoda mi życia, by tyrać po to, aby dostarczać środków na realizowanie socjalistycznych wizji. A w wolnym czasie nauka języka obcego, bo jeśli się władza nie zmieni i nie cofną wyzysku, to albo przebranżowienie lub wyjazd do normalnego kraju razem z rodziną. Na razie cieszę się z Nowego Ładu, bo będę miał dużo więcej wolnego czasu, a czasu w życiu za żadne pieniądze nie kupię:)…”.

Efektem „Polskiego Ładu”, o ile w zapowiadanej formie zostanie wprowadzony, będą znacznie wyższe koszty funkcjonowania szpitali, przychodni i prywatnych gabinetów. Tysiące najbardziej zadłużonych i najmniej dochodowych większych, średnich, czy małych placówek zniknie z mapy zdrowia, pozostawiając po sobie czarne dziury.

Wbrew oczekiwaniom rządzących, nie można liczyć na wsparcie lekarzy ze wschodu, bo tamci, znając polskie realia, starają się omijać nasz kraj szerokim łukiem, a jeśli chcą pracować, to okazuje się, że nie znają nawet podstaw języka polskiego.

Miejmy nadzieję, że mądrość polityków oraz prawdziwa troska o zdrowie i życie Polaków, oraz ich własny instynkt samozachowawczy zwyciężą.

Sposoby na rekompensatę

Lekarze mają różne pomysły, by zrekompensować sobie straty, które przyniesie im zapowiadany przez PiS tzw. Polski Ład. Celem optymalizacji dochodu pod uwagę biorą różne rozwiązania:

  1. Wzrost żądań płacowych w dotychczasowych miejscach pracy. W przypadku niespełnienia ich postulatów większość lekarzy planuje znaczne zredukowanie czasu pracy. Tak zrobili kiedyś amerykańscy lekarze, których nawet oferta podwójnego lub poczwórnego dochodu nie zachęciła do podwojenia czasu pracy.
  2. Podwyższenie stawek za godzinę pracy, wizytę/zabieg lub operację zarówno w większych prywatnych placówkach, jak i gabinetach lekarskich, tak by zrekompensować sobie potencjalną utratę dochodu, spowodowaną nałożonymi na nich przez rząd wyższymi finansowymi obciążeniami. Ceny wizyt w gabinetach prywatnych wzrosłyby o około 50%.
  3. Pewien odsetek lekarzy (dotyczy to głównie lekarzy specjalistów, którzy zdążyli już osiągnąć niezależność finansową i wyższy status materialny) planuje znaczne zredukowanie czasu pracy oraz co najmniej 50% podniesienie stawek za świadczoną pracę.
  4. Wiadomo, że popyt nie maleje, a jeśli będzie znacznie rósł, wówczas również wzrośnie cena za usługi świadczone przez lekarzy. Zaś w przypadku usług dotyczących zdrowia w związku z pandemią COVID‑19 idramatycznym wzrostem liczby przypadków pacjentów onkologicznych, czy chorych z depresją oraz następstw i powikłań związanych z późniejszym rozpoznaniem wielu innych chorób, m.in. cukrzycy typu 2 (jest to oczywisty skutek lockdownu, zamykania wielu szpitalnych oddziałów na pacjentów innych, niż covidowi, wprowadzenia teleporad, w trakcie których lekarz nie ma możliwości fizykalnego zbadania pacjenta.)
  5. Pojawił się również pomysł zakładania spółek. Zamiast prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą, lekarze będą zakładali np. spółki. Zdaniem prawników, sposób na ominięcie podwyżki składki i podatku jest tak prosty i oczywisty, że jeżeli ta dziura nie zostanie załatana poprzez podwyżkę CIT lub objęcie wynagrodzeń prezesów obowiązkami ubezpieczeniowymi, to państwo będzie lizać cukierka przez papierek, bo żadnych zwiększonych wpływów nie zobaczy (pomijając bardziej finezyjne rozwiązania wymyślone przez doradców). Jak pisze na swoim facebookowym profilu utalentowana i doświadczona prawniczka Monika Wycykał: „Wystarczy bowiem założyć co najmniej dwuosobową spółkę z o.o., uchwałą przyznać sobie wynagrodzenie z tytułu pełnienia funkcji członka zarządu (brak ZUS, brak składki zdrowotnej) + zatrudnić się na umowie o pracę np. na ½ etatu (jest ZUS, jest składka zdrowotna). Ci, którzy chcą się pozbyć ZUS w całości, mogą nie bawić się w umowę o pracę i zostawić sobie tylko wynagrodzenie z tytułu pełnienia funkcji członka zarządu (brak ZUS, brak składki zdrowotnej). To działa od lat i jest w pełni legalne.”

Które z rozwiązań będą najbardziej popularne, czas pokaże. Istnieje również nadzieja, iż lekarze zostaną potraktowani w nieco bardziej przyzwoity sposób, zwłaszcza że rachunek potencjalnych zysków i strat jasno przemawia, by robić wszystko, aby zachęcić ich do pozostania w Polsce.

Przykład wyrazisty

Dla wielu lekarzy, którzy do tej pory byli na 19% podatku liniowym, wzrost podatku o 9 punktów procentowych (wysokość składki zdrowotnej, kwota ta nie będzie już odliczana od podatku) oznacza niespotykany dotąd aż na taką skalę 47‑procentowy(!) wzrost zobowiązań finansowych wobec państwa. Niektórzy lekarze ciągle myślą, że ich zobowiązania podatkowe wzrosną jedynie o 9%. Nic bardziej mylnego! Załóżmy, że lekarz prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą zarabia miesięcznie 40 000 zł. Rozliczając się z fiskusem w ramach podatku liniowego płacił dotychczas podatek w wysokości 19%, a więc – 7600 zł miesięcznie. Kwota ta oczywiście była i jedynie do końca roku będzie pomniejszona o wysokość składki zdrowotnej.

Według nowych zasad od kwoty przychodu medyk zapłaci 9‑proc. składkę, czyli 3 600 zł oraz 19‑proc. podatek, a więc 7600 zł. W sumie danina oddana państwu wyniesie 11 200 zł miesięcznie, zamiast dotychczasowych 7600 zł, co stanowiło owe 100%. Wyliczenie wbrew pozorom nie jest trudne. Obciążenia przykładowego lekarza wzrosną zatem o 3600 zł, a więc chcąc wyliczyć, jaki stanowi to procent dotychczasowej miesięcznej daniny, wystarczy wykonać prostą operację matematyczną: 7600 zł – 100%, 3600 zł – X%. A więc X = 3600:7600 = 47%! A więc obciążenia finansowe dużej części polskich lekarzy wzrosną na niespotykaną wręcz skalą, bo niemal o 50%!

Zatem, jeśli do tej pory lekarz przedsiębiorca rocznie płacił 91 200 zł podatku, to zakładając, iż co miesiąc będzie miał zbliżony dochód, to w 2022 roku zapłaci aż 134 400 zł, a więc o 43 200 zł więcej niż dotychczas!

Lekarze potrafią kalkulować. Jeśli przepisy wejdą w życie, większość respondentów, a więc głównie lekarzy specjalistów zamierza zdecydowanie zmniejszyć wymiar świadczonej pracy co najmniej o połowę i zredukować własne zarobki z przykładowych 40 000 zł do 20 000 zł/miesięcznie, z czego zapłacą 3800 zł podatku oraz 1800 zł składki zdrowotnej (w sumie 5600 zł), a więc ciągle będą godnie zarabiać. Jednak wówczas danina, jaką nałoży na nich państwo będzie niższa o 5600 zł/mies., co w skali całego roku oznacza dla nas lekarzy mniej, jak to dosadnie określają, „niewolniczej” pracy na rzecz państwa, wycenionej na 67 200 zł, które musieliby oddać po to, by choćby finansować zaginione i niekompletne respiratory.

Marek Derkacz
marekderkacz@interia.pl