Nie mogłam zostawić pacjentów z bólem

z Marią Fajks‑Czaban,
lekarzem dentystą z Niepublicznego Zakładu Opieki Stomatologicznej w Lublinie,
rozmawia Jerzy Jakubowicz

  • Świat, w tym i nasz kraj, został zaskoczony wybuchem pandemii Covid‑19. Jaka była pierwsza reakcja Pani Doktor na ten kataklizm?

– To, co czułam po ogłoszeniu pandemii Covid‑19, można określić dwoma słowami: strach i niepewność. Czy pracować dalej, czy jednak przerwać działalność?

  • Pani zdecydowała się leczyć pacjentów.

– Początkowo gabinet został zamknięty z obawy o personel, jak również z powodu konieczności przerwania potencjalnego transferu wirusa. Szybko jednak zorientowałam się, że nie jest możliwe całkowite zawieszenie działalności. Dzwonili pacjenci z rozpoczętym leczeniem, a także ci, którzy odczuwali dolegliwości bólowe. W Internecie pojawiły się apele konsultantów krajowych o powrót lekarzy do pracy w trybie emergency. Oznaczało to, że pewne zabiegi mogą być wykonywane, a inne, jak na przykład czyszczenie zębów z kamienia, już nie.

Na drzwiach gabinetu wywiesiłam kartkę z numerem telefonu i informacją, że w razie potrzeby możliwy jest kontakt z lekarzem. Telefon ten odbierała asystentka, udzielając prostych porad i wstępnie selekcjonując pacjentów, którzy rzeczywiście potrzebowali wizyty u lekarza. Nie wszystkich pacjentów z bólem mogłam przyjąć osobiście. Rejestratorka dysponowała kontaktami do innych gabinetów, które również zdecydowały się na powrót do pracy w tych trudnych warunkach.

Okazało się, że oprócz mnie do pracy chciały wrócić jeszcze trzy asystentki. Z ich pomocą przyjmowałam trzech lub czterech pacjentów dziennie.

  • Jak zmienił się codzienny tryb pracy poradni stomatologicznej?

– Nie było jeszcze wtedy konkretnych wytycznych z Ministerstwa Zdrowia, dlatego ograniczyłam do minimum liczbę przyjmowanych osób, a czas pracy w gabinecie skróciłam do około czterech godzin. Po każdym pacjencie stanowisko było naświetlane lampą UV i bardzo dokładnie dezynfekowane. Konieczna była też zmiana odzieży ochronnej lekarza i asysty. Osobną kwestię stanowiła dezynfekcja. Na początku pandemii posiadałam jeszcze zapas materiałów ochronnych i środków do dezynfekcji. Niestety, szybko się skończył, a ceny materiałów u dostawców drastycznie wzrosły. Niektóre pozycje podrożały nawet kilkakrotnie.

Pod koniec kwietnia Ministerstwo Zdrowia ogłosiło „Szczegółowe zalecenia postępowania przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych”. Dało to możliwość powrotu do pracy innym lekarzom.

  • Czy udało się utrzymać dotychczasowe zatrudnienie i zarobki personelu?

– Na szczęście tak. Było to możliwe dzięki moim energicznym staraniom, zaangażowaniu współpracowników i uzyskaniu pewnych środków z tarczy antykryzysowej. Wymagało to jednak pokonania licznych biurokratycznych barier.

  • Pandemia wciąż trwa. Jak wygląda obecnie dzień jak co dzień poradni stomatologicznej?

– Aktualnie gabinet pracuje z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. Zbieramy wywiad epidemiologiczny jeszcze przed zapisaniem pacjenta, pod kątem kontaktu z Covid‑19. Dbamy o to, by pacjenci w poczekalni nie mieli ze sobą styczności, a przygotowanie stanowiska pracy na przyjęcie kolejnego pacjenta zajmuje około trzydziestu do czterdziestu minut. Działamy obecnie dość sprawnie, ale w tych trudnych warunkach szczególnie ważna jest praca zespołowa wszystkich moich współpracowników. Zmienione warunki pracy, niestety, znacząco wpłynęły na koszty funkcjonowania gabinetu. Szacuję, że wzrosły one od około trzydziestu do nawet czterdziestu procent.