Nasza Mama była pięknym człowiekiem

Z Wojciechem Machem,
emerytowanym lekarzem, o kolejnej książce, którą w oparciu o pamiętniki swej Matki przygotował razem z bratem Jackiem,
rozmawia Anna Augustowska

  • Trzymam w ręku jeszcze gorący, pachnący farbą drukarską i pięknie wydany tom: „Dzienniki 1918‑1952” Jadwigi Orłowskiej. To już drugie spotkanie z Autorką, prywatnie Twoją Matką. To dopełnienie wydanych wcześniej fragmentów dzienników Mamy?

– Nie nazwałbym dopełnieniem obecnego wydawnictwa. Dwa lata temu, na wiosnę, razem z moim bratem, Jackiem, podjęliśmy decyzję o przygotowaniu do druku książki opartej na wspomnieniach naszej matki z okresu Jej młodości przypadającej na lata od 1918 roku (wtedy zaczęła pisać swój pamiętnik). Bardzo chcieliśmy, aby udało się tę książkę wydać najpóźniej jesienią 2018 roku tak, by zdążyć na finał uroczystości związanych z obchodami rocznicowymi 100‑lecia odzyskania przez Polskę niepodległości i setną rocznicą powstania Uniwersytetu Lubelskiego (obecnie KUL), którego Jadwiga Orłowska była studentką w latach 1919‑1924. Trzeba przyznać, że musieliśmy to zrobić w ekspresowym tempie.
Czas nas gonił, trzeba było wybrać odpowiednie fragmenty z dzienników (wybraliśmy zapiski z lat 1918‑1924), opracować je i przygotować do druku. Pozostało również mało czasu na dokładny przegląd rodzinnego archiwum, sprowadzonego głównie do tego okresu. Udało się i książka pt. „Z pamiętnika naszej Matki” ukazała się tuż przed uroczystościami jubileuszowymi. Spotkała się też z bardzo życzliwym przyjęciem przez wielu czytelników, zadających najczęściej pytanie: Czy, a jeśli tak, to kiedy ukaże się dalszy ciąg wspomnień Jadwigi Orłowskiej?

  • Wyzwanie zostało podjęte i teraz możemy poznać dalsze losy Jadwigi a zarazem Lublina, bo życie miasta jest bardzo obecne w Jej pamiętniku.

–To prawda, rzucone ziarno zaczęło po pewnym czasie kiełkować i coraz częściej w domowych rozmowach wracaliśmy do tego tematu, a zasadniczą kwestią – po podjęciu naszej decyzji na tak – stało się ustalenie, jaki kształt ma przyjąć nowe wydanie. Czy ma to być druga część poprzedniej książki (nawet zacząłem pisać słowo wstępne do drugiego wydania, obejmującego lata 1924‑1952), czy może coś innego. Doszliśmy wreszcie do wniosku, że książka „Z pamiętnika naszej Matki” to już rozdział zamknięty, i przygotujemy nową pozycję, obejmującą wszystkie lata, kiedy Mama prowadziła zapiski, czyli 34‑letni okres od 1918 do1952 roku. Mieliśmy pole do popisu, bo jak się okazało, domowe, rodzinne archiwum oraz niektóre inne okoliczności okazały się bogatsze niż tylko materiały wykorzystane w książce poprzedniej. Tak więc odpowiedź na Twoje pytanie – czy obecne wydanie jest dopełnieniem poprzedniego – chyba nie, raczej jest spełnieniem woli wielu jego czytelników i zupełnie nową pozycją. Jest też z całą pewnością pewną formą spłacenia przez nas moralnego długu wobec naszej Matki za wysiłek, trud i poświęcenie włożone w nasze wychowanie i Jej pamięci tę książkę poświęcamy.

  • Dziennik jest doskonale zilustrowany fotograficznie – otrzymujemy prawdziwą kronikę rodzinną, ale też kronikę historycznego Lublina i nie tylko. Ja niezwykle doceniam przypisy, stanowiące same w sobie ogromną wartość. To była najtrudniejsza część pracy?

– Obawialiśmy się i nie jesteśmy do końca przekonani, czy nie umieściliśmy zbyt dużej ilości różnych fotografii, kopii dokumentów czy archiwalnych wycinków prasowych. Być może część czytelników uzna, że nadmiar tego typu materiałów może być nużący, ale z drugiej strony, bardzo chcieliśmy pokazać, że jak mamy coś dobrego, ładnego czy – naszym zdaniem wartościowego – to chcemy się tym pochwalić, podzielić z czytelnikiem tą informacją i pokazać, jak na przykład wyglądały dokumenty czy fotografie pochodzące sprzed ponad stu lat. W książce pokazane są np. fotografie z okresu naszego dzieciństwa (od urodzenia Jacka w 1936 aż do 1948 roku) wykonane w ogromnej większości przez naszą Mamę i umieszczone aż w 8 albumach. Pokazane są również fotografie z okresu wczesnego dzieciństwa naszej Mamy, czyli końcówki XIX wieku. Cieszy mnie, że przywiązujesz dużą wagę do przypisów. Wyszliśmy z tego samego założenia, że w książce o tematyce „prawie historycznej”, gdzie przedstawiane są różne dawne wydarzenia i uczestniczy w nich spora liczba osób, brak obszernych nieraz przypisów w istotny sposób obniża wartość publikacji. I tu muszę się pochwalić, że wielu czytelników naszej książki „Z pamiętnika naszej Matki” zwracało uwagę na wysoką jakość przypisów. Znaleźliśmy się w tej szczęśliwej sytuacji, że w przygotowaniu pierwszej książki do druku bardzo aktywnie wspomagał nas mój wieloletni przyjaciel – Staszek Dąbrowski, autor licznych publikacji o tematyce harcerskiej i wojskowej, a do obecnego wydania dołączył jeszcze Michał Wójcik. Tak więc redakcja przypisów nie była dla nas najtrudniejszą częścią pracy.

  • Wiem, że niezwykle ważnym i cennym dopełnieniem „Dzienników” stała się pewna fotografia, odnaleziona zaledwie rok temu?

– Tak, oczywiście wiem, o jaką fotografię chodzi i muszę przyznać, że ile razy o niej myślę, lub rozmawiam – ogarnia mnie, starego chłopa ogromne wzruszenie i wyciska łzy z oczu. Doprawdy nie wiem i nie potrafię sobie wytłumaczyć, jak to się stało, że fotografia wykonana w Lublinie w 1940 roku, przedstawiająca kilku żołnierzy niemieckich na tle zburzonej lubelskiej katedry z widoczną klepsydrą, która informuje o śmierci naszego Ojca, po 80 latach trafiła do rąk naszej rodziny. Nie wierzę w duchy, czy zabobony, ale trudno tu nie doszukiwać się działania sił nadprzyrodzonych.

  • Wiem chyba, jaka będzie odpowiedź, ale nie sposób nie zadać tego pytania: czy nikt z rodziny nie zamierza pociągnąć tematu i opisać, jak dalej potoczyły się losy Jadwigi i całej rodziny?

– Dziennik, w którym Mama prowadziła zapiski, kończy się w 1952 roku – dlaczego przestała pisać? Złożyło się na to wiele przyczyn. Trudne warunki materialne, konieczność dorabiania do pensji przepisywaniem na maszynie prac magisterskich, doktorskich czy książek (m.in. książki pt. „Wojna, ludzie i medycyna” Adama Majewskiego!), a także ogólna atmosfera niesprzyjająca otwartości i szczerości w wyrażaniu poglądów. Te okoliczności pozbawiły nas relacji z wielu, zapewne najtrudniejszych lat w życiu Mamy. Dodajmy lat, w czasie których była cały czas bardzo aktywna, ale na prowadzenie dziennika brakowało już czasu, energii i siły. A my nie zamierzamy robić teraz „dopisków” z tamtego czasu. Postanowiliśmy, że oba wydawnictwa to jednak dzienniki Mamy i tylko Jej.

  • Na koniec – gdzie i w jaki sposób nasi Czytelnicy mogą zapoznać się z książką?

– „Dzienniki 1918‑1952 Jadwigi Orłowskiej” ukazały się w Wydawnictwie Muzycznym Polihymnia i tam należy szukać tej pozycji. Najlepiej poprzez stronę internetową www.polihymnia.pl


W Medicusie z 2019 roku (wydanie styczeń/luty) można przeczytać rozmowę z Wojciechem Machem o wydanej wówczas książce pt. „Z pamiętnika naszej Matki”. Na stronie internetowej Medicusa ta książka jest do pobrania w pdf (medicus.lublin.pl/ksiazki)