Mam serce dla seniorów

z Elżbietą Kuszewską,
emerytowaną stomatolog z Komisji ds. Lekarzy Seniorów LIL, sekretarz Komisji Emerytów i Rencistów NRL,
rozmawia Anna Augustowska

  • Jeśli powiem łodzianka, która pokochała Lublin, to chyba się nie pomylę?

– To trochę bardziej skomplikowane – jestem lublinianką, bo tu się urodziłam, ale nie miałam nawet 3 lat, kiedy rodzice wyprowadzili się do Łodzi. I to z tym miastem byłam bardzo związana. Wychowałam się w Łodzi, tu chodziłam do szkoły i tu ukończyłam studia. Nie pamiętam, aby ktokolwiek z moich bliskich w jakiś specjalny sposób wspominał Lublin i chciał tu wracać. W życiu moich rodziców Lublin był tylko pewnym etapem. Z dzieciństwa mam jednak ważną lubelską pamiątkę – to moje zdjęcie (jestem na nim bobasem), które wykonał nie kto inny tylko sam Edward Hartwig! Niestety, byłam zbyt mała, aby zapamiętać to spotkanie z Mistrzem. Natomiast całkiem niedawno, 3 lata temu, w siedzibie LIL odbył się wernisaż fotograficzny córki wielkiego fotografa – Ewy Hartwig‑Fijałkowskiej, która notabene jest stomatologiem. Oczywiście przyniosłam na to spotkanie album i pochwaliłam się moim niemowlęcym portretem.

  • Czyli powrót do Lublina to… przypadek?

– Los potrafi płatać figle. Chyba nigdy nie myślałam, że wrócę do miasta moich urodzin. Stało się to po latach. Przyjechałam do Lublina już jako dorosła osoba, bo mój mąż Kazimierz otrzymał tu pracę. Był inżynierem, który został zatrudniony w lubelskiej Wyższej Szkole Inżynierskiej (WSI), dzisiejszej politechnice. Nigdy nie wyprowadziliśmy się z Lublina, wychowaliśmy tu troje dzieci: Kubę, Magdę i Kasię (mam też troje wspaniałych wnuków). Dzisiaj czuję się lublinianką całym sercem.

  • Chociaż niewiele brakowało, aby Łódź wygrała, bo chyba niekoniecznie wybierała się Pani na stomatologię?

– Mieszkałam dosłownie obok słynnej łódzkiej filmówki. Wszyscy studenci i wykładowcy tej szkoły przechodzili pod naszymi oknami. Widywałam Romana Polańskiego i jego piękną żonę Barbarę Kwiatkowską, która chodziła na niebotycznie wysokich szpilkach; Janusza Kondratiuka, Andrzeja Jaroszewicza, Sławomira Idziaka. Oczywiście marzyłam o wydziale aktorskim, ale mój Tata miała inne zdanie. Zdecydował, że będę stomatologiem. Jakoś się nie sprzeciwiłam. Moi trzej starsi bracia byli już studentami medycyny… Dzisiaj nie zmieniłabym tej decyzji – mój zawód zawsze dawał mi wiele satysfakcji.

  • Niemal całe Pani życie zawodowe związane było z naszym miastem.

– I z okolicami. Początkowo pracowałam w Miejskiej Przychodni Stomatologicznej, która mieściła się na Starym Mieście w budynku Trybunału Koronnego. Leczyłam tu dzieci do lat 7. W tamtych czasach to było wyzwanie – przede wszystkim ze względu na sprzęt, jakim dysponowała ówczesna stomatologia. Chociaż placówka szczyciła się posiadaniem specjalistycznego aparatu do robienia zdjęć RTG zębów. Wtedy jedynym w mieście! Później pracowałam też w ośrodkach zdrowia w Bełżycach, Palikijach i Szczuczkach, gdzie byłam kierownikiem.

  • Należy Pani do wyjątkowo aktywnych członków samorządu lekarskiego. To chyba pasja?

– Kiedy 11 lat temu zmarł mąż, a ja byłam już na emeryturze, zachęciła mnie do uczestnictwa w działalności LIL starsza koleżanka, dentystka, dziś już nieżyjąca Danuta Buchlińska a także lekarki Krystyna Kędziorowa i Barbara Ćwiklińska również Andrzej Nowiński. Oczywiście od razu związałam się z Komisją Seniorów – tu odnalazłam przyjaciół, ale też poczułam, że mogę być kimś więcej niż tylko uczestniczką naszych spotkań. Mogłam zacząć współtworzyć i organizować w szerszym stopniu nasze zamierzenia. Wszystko wymaga pracy – wycieczki, wyjścia do teatru czy kina, organizowanie prelegentów na nasze comiesięczne spotkania czwartkowe, to pochłania sporo czasu. Ale ile mam z tego radości! Ludzie garną się, bo niestety znakiem naszych czasów jest samotność, brak bliskich, a także co tu kryć, wielu emerytowanych lekarzy i dentystów ma niskie dochody i wspólne wypady to dla nich często jedyna szansa, aby spędzić czas aktywnie i wśród innych, a nie samotnie w domu.

  • Cechuje Panią empatia i energia – bo przecież działa Pani nie tylko wśród seniorów?

– Od zawsze lubiłam być wśród ludzi i coś dla nich robić. W LIL udzielam się także w Komisji Socjalno‑Bytowej. Naprawdę często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele osób, naszych Koleżanek i Kolegów potrzebuje wsparcia. Bardzo też się cieszę z mojej współpracy z Komisją Kultury, gdzie powierzono mi nadzorowanie działalności Klubu Globtrotera. Udzielam się też w Fundacji SADownia, gdzie aktywizujemy i integrujemy starszych i młodych mieszkańców Starego Gaju i okolic. Fundacja SADownia to organizacja pozarządowa, istniejąca od 2014 roku, przyjazna działaniom kulturalnym, rekreacyjnym, aktywizującym i integrującym. Stworzona dla osób chcących uczestniczyć w kulturze, pragnących wykazywać się własnymi inicjatywami i pomysłami. Działamy w Starym Gaju, niedaleko uzdrowiska w Nałęczowie. Jestem też w Komisji Emerytów i Rencistów w Naczelnej Izbie Lekarskiej, pełnię tam funkcję sekretarza.

  • Mam wrażenie, że wielu młodych mogłoby pozazdrościć Pani aktywności.

– Życzę wszystkim, aby umieli wyjść do ludzi i z nimi się przyjaźnić – to ważne bez względu na wiek. Zapewniam, że emerytura to może być najciekawszy okres w życiu.