Korpus na prawo przechylić!

Złe powietrze, zła woda, nieumiejętnie przyrządzane i niedobrane potrawy, przeciążenie pracą umysłową, wadliwa odzież. Te wszystkie okropności, mające wpływ na zdrowie, wyliczał lubelski lekarz w… 1884 roku! By zaradzić tak fatalnym okolicznościom należało się gimnastykować. – Bez ruchu człowiek ani normalnie żyć, ani normalnie myśleć i kombinować nie potrafi – pisał dr Gustaw Doliński w przedmowie do swojego podręcznika z ćwiczeniami.

„Łatwy przewodnik do ćwiczeń gimnastycznych bez nauczyciela i przyrządów dla dzieci i dorosłych obojga płci oraz dla rekonwalescentów z przedmową doktora Gustawa Dolińskiego. Ozdobiony 30 figurami i dodatkiem nowych ćwiczeń z piłką”. Tak obszerny tytuł ma niewielka broszurka zawierająca zestawy ćwiczeń.

– Pracy ręcznej prawie nie znamy; stąd kończyny górne, mięśnie brzucha i piersi mamy wątłe, szczupłe i mało siły posiadające. Przepędzając znaczną część dnia a nawet nocy w położeniu siedzącym, osłabiamy mięśnie brzucha, sprawiamy znaczny napływ krwi do organów jamy brzusznej i w okolicy podbrzusznej położonych. Stąd leniwe trawienie i inne zboczenia, wywołujące nieraz smutne następstwa i wpływające fatalnie nie tylko na zdrowie, ale i na inteligencyę i moralność młodego pokolenia – pisał autor, znany w Lublinie lekarz, społecznik, publicysta, tłumacząc dlaczego powstała publikacja.

Ręce na biodra! Na tę komendę, kładzie się ręce na biodra, wciskając je nieco w boki, tak, aby wielki palec ręki znajdował się z tyłu, wszystkie zaś inne razem zsunięte, na przodzie bioder spoczywały. Ręce opuścić! Ręce na biodra!

Kiedy broszura ukazywała się nakładem księgarni Mi­cha­ła Arcta w Lublinie, po wcześniejszym ocenzurowaniu w Warszawie, dr Doliński miał 38 lat i od jedenastu lat praktykował w mieście jako pediatra i położnik.

Urodził się w 1846 roku we wsi Polichna Górna koło Kraśnika. Do Lublina przyjechał, by uczyć się w gimnazjum. W Gimnazjum Gubernialnym, działającym w gma­chu dzisiejszego Archiwum Państwowego przy ul. Jezuickiej, miał wielu kolegów i przyjaciół. Jednym z nich był Bolesław Prus (Aleksander Głowacki). W tamtych czasach wspólnie redagowali szkolne gazetki „Głos z Kąta” i „Kurier Łobuzów”. W rodzinnych przekazach zachowała się relacja o nocnej wyprawie na cmentarz przy ul. Lipowej. Na dowód odwagi chłopcy mieli zapisać swoje nazwiska na oznaczonych grobowcach. Z cmentarza wrócili w asyście żandarmów i to nie na stancję, ale do kryminału.

Prawą nogę podnieść naprzód, kołowanie stopą. Lewą nogę podnieść naprzód, kołowanie stopą.

Na studia Gustaw Doliński wyjechał do Warszawy. Najpierw był na Wydziale Fizyko‑Matematycznym Szkoły Głównej, ale przeniósł się na Wydział Lekarski Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie uzyskał dyplom. Później studiował w Wiedniu, Paryżu, Lipsku i Berlinie. Wrócił do Warszawy w 1873 roku, pracował w szpitalu Świętego Ducha na oddziale chorób cholerycznych. Ale jeszcze tego samego roku, jesienią, przeniósł się do Lublina. Otworzył gabinet.

W „Kalendarzu Lubelskim” z 1893 roku w spisie lekarzy jest Doliński Gustaw, Krakowskie Przedmieście 168. To stara numeracja miejskich nieruchomości, dziś kamienicy, w której był gabinet autora podręcznika, trzeba szukać pod „60”.

Doliński nie tylko tam miał pacjentów. Społecznie leczył dzieci w szpitalu św. Wincentego à Paulo. Oprócz tego, w sezonie letnim pracował w zakładzie uzdrowiskowym w Nałę­czowie.

Pobyty w Nałęczowie były okazją do spotkań z Bolesławem Prusem, który przyjeżdżał w roli kuracjusza. Ich przyjaźń trwała.

14 stycznia 1875 r. Bolesław Prus ożenił się w Lublinie z Oktawią Trembińską. Świadkiem był doktor Doliński. Tydzień później, w Bychawce, Gustaw Doliński wziął ślub z Różą Rohland z Tuszowa. Świadkiem był pisarz.

Nogę prawą (lewą) podnieść naprzód, kołowane nogą! Uwaga. Nogę wyprężoną i cokolwiek podniesioną, obraca się w stawie udowym tak, aby koniec stopy o ile można najdalej był wydłużony – kolana sztywno, ruchy wolne.

Patrząc na tych szczupłych i wątłych chłopców z pochyloną głową, zaklęsłą piersią, odstającemi łopatkami, chłopców, którzy w dwunastym roku życia już cierpią na bóle głowy; katary żołądka i t.p. dolegliwości; patrząc na dziewczęta blade, nerwowe, zbyt mało rozwinięte, lub zbyt wcześnie rozwijające się, to serce ściska się z żalu a duszę ogarnia niepokój. Co z tego będzie? – aż trudno uwierzyć, że takie spostrzeżenia na temat kondycji młodych ludzi miał lekarz ponad 130 lat temu.

Próbował temu zaradzić propagując ćwiczenia.

Zwracał uwagę, że: zaniedbując doszczętnie stronę fizyczną, staramy się jej kosztem umysłową działalność rozwinąć; niestety, nie pamiętamy o tem, że te dwie potęgi organizmu nie dają się od siebie oddzielić. Mózg i nerwy nie są jakimś osobnym aparatem, a muskuły i kości maszyną, której nic zepsuć nie zdoła.

Ręce naprzód do góry, korpus na prawo przechylić – obrót na lewo – wyprostować! Objaśnienie. Utrzymując nogi wyprostowane i nieruchome, przechylać korpus na prawo i na lewo tak, aby z prawej strony przechodził na lewą bez wyprostowania i na odwrót. Przy przechylaniu się ręce trzymać równo z głową.

„Łatwy przewodnik” był jedną z form upowszechniania kultury fizycznej. Doktor Doliński doprowadził na przykład do tego, że w Lublinie w 1891 roku otwarto szkołę pływacką. Lekarz zabiegał o to parę lat. Nauka odbywała się w nowych łazienkach letnich na posesji Heliodora Waręskiego. Ówczesnych pływaków informowano, że wejście jest od ul. Bernardyńskiej, obok fabryki Vetter, na lewo przez ogród; drugie wejście od ul. Zamojskiej. Dziś lokalizacji szkółki pływackiej trzeba szukać w okolicach numeru 8 i 10 ul. Wesołej. Oczywiście teoretycznie, bo śladu po ogrodach i rozlewiskach nadrzecznych tam nie ma.

Dla mężczyzn i chłopców kostiumy krótkie trykotowe, dla starszych panien kąpielowe morskie. Takie stroje obowiązywały w szkole pływackiej. Podczas ćwiczeń gimnastycznych doktor Doliński zalecał ubiór lekki, swobodny i ruchów niekrępujący.

Ruch nogi wahadłowy prawą – lewą. Na raz, nogę wolną w kolanie, wyrzuca się ile można najwyżej; na dwa, z tego położenia rzuca się nogę jak najdalej w tył. Mniej wprawni mogą z początku trzymać się jedną ręką krzesła lub stołu.

Pisząc o Gustawie Dolińskim nie można nie wspomnieć, że był założycielem i czynnym członkiem Lubelskiego Towarzystwa Lekarskiego. Opracował kilka projektów organizacji służby zdrowia w gminach wiejskich, zajmował się podniesieniem stanu higienicznego miasta, budową wodociągów w Lublinie. Gdyby tego było mało, pisał artykuły fachowe oraz nowele, opowiadania i humoreski. Przetłuma­czył „Zmartwychwstanie” Lwa Tołstoja.

Prywatnie był ojcem dwóch synów i dwóch córek.

Zmarł w Lublinie w 1906 roku, jest pochowany na cmentarzu przy ul. Lipowej.

Janka Kowalska


Korzystałam z „Epizody czechowskie”, [w:] „Na Przykład” 1995; „O dawnym Lublinie” H. Gawarecki; „Słownik biograficzny miasta Lublina”.