Każdy pacjent może być zarażony

z Wiolettą Szafrańską‑Kocuń,
lekarzem rodzinnym, kierownikiem przychodni,
rozmawia Anna Augustowska

  • Kiedy rozmawiamy wirus SARS­-CoV‑2 szaleje już od ponad miesiąca. Jak to jest być lekarzem poz w czasie epidemii?

– Ciekawie. Lekarz rodzinny w naszym systemie ochrony zdrowia, zwykle jako pierwszy musi reagować na problemy (nie tylko zdrowotne) swoich pacjentów. Od połowy marca zamknęliśmy, dotąd szeroko otwarte, drzwi naszych przychodni i zachęcamy pacjentów do teleporad. Większość przychodni zakupiła nawet dodatkowe telefony, aby ułatwić kontakt z lekarzami. Numery umieściliśmy na drzwiach przychodni, na stronach internetowych i na stronach NFZ.

Głównym powodem takiej decyzji był brak środków ochrony osobistej, bo oprócz niewielkiej ilości maseczek i rękawiczek, większość przychodni nadal nic więcej nie ma. Przecież nigdy nie było to wymagane i potrzebne. Brak dostępności i wywindowane ceny środków ochrony osobistej nie pozostawiły nam wyboru. Poza tym korytarze przychodni, to miejsca, w których siłą rzeczy pacjenci się spotykali, czekając na wejście do gabinetu. Nie można było ponosić tak ogromnego ryzyka przeniesienia zakażenia. Poza tym dzięki teleporadom możemy wyselekcjonować pacjentów, którzy do nas nigdy nie powinni trafić, czyli tych podejrzanych o zakażenie. Takie osoby kierujemy od razu do sanepidu (jeżeli wg schematu postępowania dla lekarzy POZ, ich stan nie zagraża życiu) lub zalecamy telefon na specjalny numer po karetkę pogotowia (w niektórych wypadkach dzwonimy sami), wszystko zależy od stanu pacjenta, wynikającego z wywiadu.

  • Czyli system teleporad się sprawdza?

– Zdecydowanie tak. Lekarze i pielęgniarki w poz znają większość swoich pacjentów, szczególnie tych przewlekle chorych, często do nas przychodzących, dlatego jesteśmy w stanie udzielić odpowiedzi na większość ich pytań, wypisać recepty na leki stosowane przewlekle. Pacjentom z infekcją, bez ostrych objawów np. duszności, też jesteśmy w stanie udzielić porady, wypisać zwolnienie. W takich wypadkach prosimy pacjentów o kontakt za 3‑4 dni lub w wypadku pogorszenia stanu zdrowia. Za pomocą systemów teleinformatycznych wypisujemy też wnioski zaopatrzenia ortopedycznego na pieluchomajtki, worki stomijne itp.

Są oczywiście także pacjenci, których przyjmujemy w przychodni: to np. dzieci, które gorączkują od kilku dni, pacjenci z chorobami układu krążenia i zaostrzeniami. Każda decyzja o przyjęciu pacjenta jest podejmowana po rozmowie telefonicznej, wtedy lekarze i pielęgniarki ubierają się w co mogą z odzieży ochrony osobistej, chroniąc pacjenta i siebie.

  • Co w obecnej sytuacji jest najtrudniejsze?

– Wizyty domowe i stwierdzanie zgonów. To ogromny problem, nawet jeśli od lat znamy pacjenta, to nie zawsze wiemy, kto jeszcze jest z nim w domu, czy ktoś z domowników nie jest na kwarantannie. Jeżeli musimy pójść, to ubieramy się w odzież ochronną (jeżeli jeszcze mamy).

Mam nadzieję, że w tych trudnych czasach minister zdrowia rozwiąże wreszcie problem stwierdzania zgonów i pojawią się przepisy umożliwiające powoływanie koronerów. Za chwilę każdy zgon pacjenta w domu będzie potencjalnie zakaźny i jeżeli nie dostaniemy odpowiedniej odzieży ochronnej po prostu nie będziemy mogli tego stwierdzać. W Polsce „zwyczajowo” większość zgonów stwierdza lekarz rodzinny, ale prawie nigdy nie wynika to z przepisów prawa. Łatwiej ubrać odpowiednio jedną osobę – koronera, niż zapewnić odzież ochronną w kilkudziesięciu przychodniach.

  • Czy lekarze poz nie obawiają się, że ludzie starsi mogą nie dawać sobie rady z funkcjonowaniem w tym czasie?

– Dlatego do seniorów, przewlekle chorych i niepełnosprawnych, dzwonimy i pytamy czy mają leki, czy ma im kto kupić żywność itd. (jeżeli nie, zawiadamiamy MOPR). Informujemy też o obowiązkowym wietrzeniu pomieszczeń, podajemy numery telefonów do sprawniejszego kontaktu z nami. Akcja ta, nazwana przez Lubelski Związek Lekarzy Rodzinnych Pracodawców – ZADZWOŃ DO SENIORA, spotkała się z bardzo miłym przyjęciem przez naszych pacjentów.

  • Ponieważ nie zanosi się na szybkie wygaśnięcie epidemii, co należy jak najszybciej zmienić, poprawić?

– Najważniejsze w tym momencie jest zapewnienie prawidłowej odzieży ochrony osobistej. Płyny dezynfekcyjne są już dostępne w prawie normalnych cenach, ale odzieży nadal brak. Jeżeli nawet coś można kupić to w absurdalnych cenach. Podam przykład, w mojej przychodni przyjmujemy w normalnym czasie około 200 osób dziennie, pielęgniarki – około 100 osób, do każdego pacjenta należy założyć nową maseczkę, rękawiczki i dać maseczkę pacjentowi (dziś nie ma takiej możliwości). 600 SZTUK MASECZEK TO MINIMUM KTÓREGO POTRZEBUJĘ NA JEDEN DZIEŃ. W ostatniej ofercie, jaką dostałam, maseczki kosztowały 8 zł. Kogo na to stać? A maseczki to przecież nie wszystko.

Powołanie koronerów, o których mówiłam wcześniej, to następna pilna rzecz do zrobienia „na już”.

Pilne też za chwilę będzie przeprowadzanie testów dla pracowników przychodni, bez udowadniania kontaktu z zakażonym. Każdy pacjent może być zakażony. Coraz więcej przychodni jest zamkniętych, a pracownicy na kwarantannie. Część z nas może być nieświadomie źródłem zakażenia dla naszych pacjentów.