I muzyka do mnie wróciła

z dr n. med. Małgorzatą Strycharz‑Dudziak,
adiunkt w Katedrze i Zakładzie Stomatologii Zachowawczej z Endodoncją UM w Lublinie,
rozmawia Anna Augustowska

  • To będzie pytanie z gatunku: „co by było gdyby”, ale chyba nie sposób go uniknąć, bo Pani życie ułożyłoby się pewnie inaczej gdyby… nie utrata słuchu?

– Można tak przypuszczać. Zdecydowanie nagła i w zasadzie do dzisiaj niewyjaśniona utrata słuchu, odmieniła moje życie, tym bardziej że kiedy to się zdarzyło, byłam uczennicą szkoły muzycznej w klasie fortepianu. Miałam 13 lat, kończyłam szkołę podstawową i planowałam dalszą edukację muzyczną.

  • Szukanie ratunku?

– Oczywiście, bo najpierw straciłam słuch całkowicie w jednym uchu, a w drugim tylko częściowo. Zaczęły się więc wizyty u lekarzy, szukanie przyczyn, jeżdżenie po różnych ośrodkach laryngologicznych w Polsce. Niestety, bez rezultatów. Ostatecznie w zupełnej ciszy – bo na drugie ucho też przestałam słyszeć – spędziłam prawie 2 lata. To bardzo mocne doświadczenie wykluczenia ze świata dźwięków, izolacji i zamknięcia w ciszy. Tkwi się w pustce. Bardzo więc cenię sobie wsparcie i zrozumienie mojej sytuacji, jakiego udzielili mi najbliżsi i przyjaciele. To pozwoliło mi przetrwać ten czas, kontynuować naukę, chociaż musiałam rozstać się ze szkołą muzyczną (zdążyłam ją mimo wszystko ukończyć na poziomie podstawowym) – i nigdy, nawet już nie słysząc, nie przestawałam grać.

  • Wtedy pojawiła się szansa?

– Powiedziałabym nawet, że zdarzył się cud! Trafiłam do prof. Henryka Skarżyńskiego, który wtedy pracował w warszawskim szpitalu przy ul. Banacha. To spotkanie odmieniło moją sytuację. Zostałam zakwalifikowana do operacji wszcze­pienia implantu ślimakowego. Profesor Skarżyński miał już za sobą ponad 30 takich operacji przeprowadzonych w Polsce, ja byłam jego 36 implantowanym pacjentem. Dodam, że skomplikowanym, bo już w czasie operacji okazało się, że nieprawidłowa struktura tkanek miękkich w uchu wewnętrznym uniemożliwiała wprowadzenie elektrody do ślimaka i tylko mistrzostwo Profesora sprawiło, że jednak udało się umiejscowić implant, który zresztą noszę do dziś i do dziś dzięki niemu słyszę. Po 13 latach od pierwszej operacji, tym razem już w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach, Profesor wszcze­pił mi implant także do drugiego ucha – bardziej nowoczesny, bo te urządzenia są wcią? udoskonalane. I?dzisiaj s?ysz? obustronnie!

? ż udoskonalane. I dzisiaj słyszę obustronnie!

  • Ta druga operacja została przeprowadzona, kiedy była już Pani po studiach – dlaczego zdecydowała się Pani na stomatologię?

– To nie był trudny wybór – jeszcze przed utratą słuchu, brałam pod uwagę nie tylko studia muzyczne, ale też medyczne. Medycyna była mi bliska dzięki Mamie, która jest lekarzem (a także pianistką, ukończyła bowiem średnią szkołę muzyczną). Ostatecznie jednak musiałam wykluczyć medycynę, gdyż wymaga używania stetoskopu, osłuchiwania serca, czy szmerów oddechowych. Dlatego wybrałam kierunek pokrewny i zostałam lekarzem stomatologiem. Stomatologia okazała się fascynującą dziedziną nauki. Obroniłam doktorat, ukończyłam specjalizację, prowadzę zajęcia kliniczne ze studentami polskimi i anglojęzycznymi i zupełnie nie czuję się osobą, której deficyt słuchu przeszkadza w życiu.

  • Mało tego – jest Pani pianistką, która nie tylko gra dla swojej przyjemności, ale też koncertuje! I to nie z byle kim!

– To zasługa prof. Skarżyńskiego, który jest nie tylko doskonałym lekarzem, ale też przyjacielem swoich pacjentów. Od początku, kiedy tylko zostałam zoperowana, po okresie gojenia rany i rehabilitacji, zostałam poproszona o prowadzenie pewnego rodzaju dziennika, w którym zapisywałam, co i jak słyszę, także w czasie gry na pianinie. Pół roku po operacji zostałam zaproszona na konferencję laryngologiczną organizowaną przez Pana Profesora – miałam wystąpić w części artystycznej z wybranymi utworami na fortepian jako pacjentka, która dzięki implantom odzyskała słuch. Był to dla mnie wielki zaszczyt, ale również przygoda, radość i wyzwanie. Pamiętam, że mój występ wywołał zaskoczenie i niezwykłe poruszenie wśród obecnych lekarzy, naukowców, osób, dla których problem zaburzeń słuchu był nieobcy. Na przestrzeni kolejnych lat miałam możliwość zagrania w wielu wspaniałych miejscach, w których Profesor Skarżyński organizował kongresy naukowe lub ważne jubileusze związane ze swoją działalnością – m.in. dwukrotnie w Filharmonii Narodowej w Warszawie, w Starej Pomarańczarni w warszawskich Łazienkach Królewskich, w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie, w sali koncertowej Sinfonia Varsovia, czy w Teatrze Palladium w Warszawie oraz wielokrotnie w Kajetanach w Światowym Centrum Słuchu. Występowałam także w Wiedniu na Festiwalu Pianistycznym dla osób niepełnosprawnych oraz w Innsbrucku, gdzie odebrałam nagrodę „Life Award” w kategorii kultura i sztuka, przyznawaną osobom lub instytucjom przełamującym bariery w codziennym życiu.

  • jak doszło do spotkania z Januszem Olejniczakiem, światowej sławy pianistą, laureatem Konkursu Chopinowskiego?

– Od kilku lat Profesor Skarżyński w rocznicę przeprowadzonych przez siebie operacji – pierwszej w Polsce operacji wszczepienia implantu ślimakowego osobie niesłyszącej (w 1992 roku) oraz pierwszej w świecie operacji przywracającej słuch osobie z częściową głuchotą (w 2002 roku), organizuje festiwal muzyczny „Ślimakowe Rytmy” dla uzdolnionych muzycznie osób z całego świata, które mają zaburzenia słuchu i korzystają z implantów słuchowych. Ta impreza cieszy się ogromnym zainteresowaniem – co roku napływają zgłoszenia od ponad stu osób nie tylko z Europy, ale też Azji, obu Ameryk, Australii i Nowej Zelandii, aczkolwiek w koncercie finałowym biorą udział tylko ci, którzy zostaną zakwalifikowani w czasie przesłuchań prowadzonych przez takie gwiazdy, jak m.in. wirtuoz skrzypiec – Vadim Brodski, wybitni polscy pianiści – prof. Janusz Olejniczak i prof. Anna Jastrzębska‑Quinn, jeden z najwybitniejszych polskich śpiewaków operowych – prof. Ryszard Karczykowski, polska śpiewaczka, dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej – Alicja Węgorzewska‑Whiskerd, a także znani aktorzy – Jacek Wójcicki, Hanna Śleszyńska, Jerzy Stuhr oraz piosenkarze – Irena Santor, Grzegorz Wilk. Przewodniczącym jury jest prof. Ryszard Zimak, dyrygent, wieloletni rektor Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie. Wybrańcy – ok. 15 osób – występują na dużej scenie, np. w Studiu Koncertowym Polskiego Radia w Warszawie, czy w Sali Koncertowej Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie. W pierwszej edycji festiwalu zostałam jego laureatką, a rok temu zaproponowano mi niezwykły występ – miałam zagrać w duecie z Januszem Olejniczakiem w ramach koncertu pacjentów muzyków z mistrzami.

  • Trema?

– Z pewnością tak, ale z drugiej strony wiedziałam, że to propozycja nie do odrzucenia. Profesor Olejniczak zasugerował, abyśmy zagrali jeden z Tańców słowiańskich Antoniego Dworzaka. Pierwsza myśl to, czy uda mi się odpowiednio przygotować – występ z takim Mistrzem to wielkie wyzwanie. Druga sprawa, która mnie nurtowała, to jak będę słyszała wszystkie współbrzmienia w duecie, ponieważ ćwicząc samodzielnie w domu grałam tylko swoją partię. Na przygotowanie się miałam ok. miesiąca, a na próbę z Mistrzem… dosłownie chwilę! Zagraliśmy razem na dzień przed występem u Mistrza w domu. Nie wiem, czy ta nasza próba trwała dużo więcej niż godzinę, ale na scenie poszło pięknie. Tak naprawdę Profesor niewiele mówił, w jaki sposób mamy zagrać, tylko swoim wykonaniem, sposobem ekspresji, przekazywał mi, jaki kształt nadajemy temu utworowi. Było to naprawdę fantastyczne doświadczenie. I co najważniejsze – Profesor Olejniczak był bardzo zadowolony z naszego wspólnego występu.

  • Czym jest dla Pani muzyka? Gra na fortepianie?

– Jest moją pasją i radością. Powrót do świata dźwięków dał mi szansę nie tylko na normalne życie, ale też na aktywne przeżywanie kontaktu z muzyką. Od kilku lat dzielę się tą radością też z moim synkiem, który jest uczniem szkoły muzycznej. Gramy czasami utworki na cztery ręce, może kiedyś wystąpimy wspólnie na jakimś koncercie?