Wtorek

Ten tydzień ma być pełen energii i nowych pomysłów, wczoraj wróciłam z Jastrzębiej Góry po 8 dniach aktywnego wypoczynku (morsowanie, kijki, aerobik w wodzie, pilates, zumba i jeszcze inne ćwiczenia). Ma to mi dać siłę na następne miesiące i przestawienie w głowie, że nie tylko pracą człowiek żyje, ale trzeba też znaleźć czas dla siebie. Jak się ma teoria do życia, czas pokaże.

Na początek dnia awantura z tych powtarzalnych. O 8.30 zmarł nasz pacjent chory na nowotwór. Musimy stwierdzić zgon. Nikt nie ma wątpliwości, że mamy to zrobić, problem pojawia się w jakim czasie. Informuję rodzinę, że lekarz będzie około 13, jak się uda to może nawet wcześniej. I się zaczęło. Krzyki, że leczymy tylko przez telefon, że nam się nie chce i tak dalej. Pełny korytarz pacjentów, tych zarejestrowanych na wyznaczoną godzinę i tych, co „natychmiast muszą”, bo temperatura, duszność, ból brzucha itd.

Nikt nie ma wolnej chwili, nie mogę przecież zostawić chorych ludzi w przychodni i pójść stwierdzić zgon. Po 2 godzinach wpada zięć pacjenta krzycząc, że on zdążył przyjechać z Warszawy, a nam kilometra nie chce się przejść. Tłumaczę, ale bez większego efektu. Po następnej godzinie telefon z NFZ z prośbą(!!!!), żebyśmy wreszcie poszli do tego zgonu, bo oni już mieli interwencje od wysokich instancji, żeby z nami zrobić porządek. Czas nie jest jednak z gumy i do 12 nikt nie da rady wyjść. Ale moja energia zaczyna szwankować.

I znowu powtórka z rozrywki. Przychodzi matka po zaświadczenie do klubu malucha, że dziecko jest zdrowe, bo pani dyrektor sobie życzy. Wg matki dziecku nic nie jest, więc dzwonię do pani dyrektor. Uprzejmie proszę o wyjaśnienie, o co chodzi. Pani dyrektor informuje, że matka kłamie, bo dziecko ma od kilku dni biegunkę i ona się boi, że zarazi inne dzieci. Pytam, jak mam sprawdzić, że dziecko ma biegunkę, skoro matka zaprzecza a dziecko biega i nie ma temperatury. Pani dyrektor nie znajduje odpowiedzi. Informuję więc, że zaświadczeń tego typu nie wystawiam.

Niedawno minister oświaty wydał zalecenie, żeby dyrektorzy szkół umawiali nauczycieli na szczepienie na grypę. Jako grupa zawodowa są uprawnieni do bezpłatnych szczepień. Współpraca z sąsiadującą z moją przychodnią szkołą układa się bardzo poprawnie toteż obiecałam, że ich zaszczepimy, jak tylko dostaniemy szczepionki z rars‑u. Poprosiłam też o zebranie chętnych, aby umówić termin szczepienia. Wczoraj zadzwoniła pani sekretarka ze szkoły z informacją, że chce się zaszczepić 12 nauczycieli (na ponad 100 pracujących) i jeden chce rano, drugi po południu, trzeci w weekend i tak dalej. Przeprosiłam i poinformowałam, że mogą się zaszczepić jutro, czyli w środę między godziną 15 a 16 lub w sobotę między godziną 10 a 11. Jak nie odpowiada, każdy może pójść do swojego lekarza rodzinnego. Pani sekretarka stwierdziła, że będą bardzo niezadowoleni z takiego załatwienia sprawy. Trudno.

A teraz już czas do domu, bo mi się ta zgromadzona na urlopie energia za szybko skończy.

Wioletta Szafrańska‑Kocuń