Poniedziałek

Wybrałam się ostatnio do sklepu z odzieżą używaną, koleżanka namawiała mnie od dawna, ale ciągle nie miałam czasu. Zaraz po wejściu usłyszałam głośne powitanie „PANI DOKTOR TU!”. Pacjentka zdziwiona i patrzy na mnie z oczekiwaniem w oczach. Ponieważ ja nic nie mówię, to za chwilę słyszę komentarz: „Nie wiedziałam, że w tej służbie zdrowia aż tak źle, myślałam, że te strajki to przesada”. Powiedziałam grzecznie do widzenia i wyszłam ze sklepu. Czasami mam wrażenie, że pacjenci są wszędzie. Kilka miesięcy temu na SOR‑ze w szpitalu, gdzie trafiam z trochę uszkodzonym kolanem, usłyszałam to samo „Pani doktor tu?” i zdziwienie, że lekarze też chorują.

Chociaż bywają też sceny mniej żenujące, a bardziej śmieszne, kiedyś na deptaku podbiegła do mnie pacjentka z okrzykiem, że jest w ciąży. Kolega, który szedł obok, zbladł i zamilkł. Może myślał, że krzyczy do niego, nie pytałam. Ale scena była zabawna i do dzisiaj, jak się spotykamy to mam ją przed oczami. Pacjenci dzielą się z nami smutkami i radościami całej swojej rodziny, nie tylko problemami zdrowotnymi. Niekiedy samo wysłuchanie pomaga, szkoda tylko, że czasu jest zawsze za mało. W wakacje jest jeszcze szansa, ale jak przyjdzie jesień nie ma o tym mowy.

Zgłaszalność pacjentów jest ogromna. Przy wymianie centrali zamontowaliśmy licznik połączeń telefonicznych. NFZ ciągle nas oskarża, że nie odbieramy telefonów. Pytanie jak to robić, jeżeli w poniedziałek prób połączeń było ponad 4 tysiące. W rejestracji mamy 4 aparaty telefoniczne – nie ma więcej ludzi do ich odbierania. To fizycznie niewykonalne.

1 lipca wszedł obowiązkowy EDM, czyli wszystkie dane dotyczące leczenia pacjenta, wykonywanych badań, zleconych terapii MUSZĄ być za pośrednictwem platformy P1 udostępniane. Nie dotyczy to tylko usług finansowanych przez NFZ, ale także tego, co robimy w prywatnych gabinetach. Większość kolegów lekarzy nie ma o tym pojęcia, nikt nie informuje, ale też często sami uważamy, że nas to nie dotyczy. A warto sobie uświadomić, że nieznajomość prawa nie chroni nas przed konsekwencjami jego nieprzestrzegania. Dokumentacji nie udostępnia nawet jeden z największych lubelskich szpitali, ale za chwilę dadzą radę i wtedy będzie można kontrolować tych małych bez przymykania oka.

Czas wrócić do rzeczywistości i pracy. Dzwoni telefon, pani głośno krzyczy. Koleżanka była parę godzin wcześniej na wizycie domowej u mamy tej pani, pacjentka z kaszlem, temperaturą, nie mogła wyjść z domu. Lekarka wypisała skierowanie na test, a jak będzie test ujemny to skierowanie na RTG klatki piersiowej. Test został pobrany w domu i córka (dzwoni z Marsylii i się dodzwoniła!), życzy sobie natychmiastowego wykonania zdjęcia w domu. Twierdzi, że na całym świecie to standard. Na koniec rozmowy pani krzyczy, że o naszym postępowaniu (a raczej jego braku) powiadomi Komisję Europejską i oni się nami zajmą. Dziękuję za rozmowę. Cóż innego mogę zrobić. Może pójdę jutro na grzyby, bo podobno jest wysyp. Ale raczej skończy się na tym, że kupię na targu, tak będzie bezpieczniej dla rodziny i dla mnie.

Wioletta Szafrańska‑Kocuń