Piątek

Wakacje za nami. Koniec odpoczynku. Pandemia trwa i końca nie widać. Ludzie już całkiem podzieleni, dotąd dzieliła nas polityka, teraz także stosunek do szczepień. Kilka dni temu przybiegł do przychodni tatuś z awanturą, że bez jego zgody zaszczepiliśmy dziecko, a on ma przecież prawa rodzicielskie i się nie zgadza. Tłumaczyłam, że matka dziecka podpisała ankietę i że nie ma wymogu podpisów obojga rodziców i dziecka już odszczepić się nie da. Nakrzyczał na nas, że zrobi z nami porządek i że szczepimy tylko dlatego, że nam płacą. Zapytałam, czy on pracuje za darmo, ale stwierdził, że to nie to samo, bo my jesteśmy „służba zdrowia”.

Dzisiaj już od rana same skargi. Pani nie zgadza się na to, że proponujemy jej termin szczepienia na COVID za 3 dni, bo ona sobie życzy dzisiaj i to jej prawo. Poinformowałam, że jak przyprowadzi jeszcze 5 osób to otworzymy ampułkę i ją zaszczepimy. Obrażona, obiecując skargę do NFZ, wyszła.

Kolejna awantura o teleporady. Minister zarządził, że chore dzieci do trzeciego roku życia mogą być przyjmowane tylko osobiście. Szkoda, że nie zrozumiała tego matka, która dzisiaj dzwoniła, życząc sobie teleporady dla dwuletniego dziecka z infekcją. Matka z tych rozsądnych, wie na co dziecko reaguje i kiedy musi przyjść osobiście. I co zrobić? Koleżanka napisała leki, opiekę nad dzieckiem, wszystko wpisała w dokumentację i zobaczymy, co dalej. Przez niezrozumiałe dla mnie decyzje ministra i atmosferę, która została stworzona wokół teleporad, wylano dziecko z kąpielą. W bardzo wielu wypadkach to jest doskonała metoda kontaktu z pacjentami i trudno administracyjnie wyznaczać, kiedy wolno, a kiedy nie wolno realizować porady przez telefon. Musi to wynikać ze zdrowego rozsądku lekarza i w wielu wypadkach pacjenta. Interpretacja badań laboratoryjnych i obrazowych (wyniki wracają on?‑line) bardzo rzadko wymaga wizyty osobistej, kontynuacja leczenia czy jego modyfikacja też w większości wypadków nie wymagają przychodzenia do przychodni, tym bardziej że za chwilę będziemy mieli następną falę pandemii.

Od 1 lipca mamy EDM i teoretycznie dostęp do informacji o stanie zdrowia pacjenta przez platformę P1. Teoretycznie, bo część szpitali i przychodni, a szczególnie gabinety prywatne, wcale nie udostępniają danych. Nie ma podglądu elektronicznego i nie ma na papierze. Czyli nie ma nic. Wielu pacjentów np. z powikłaniami po przechorowaniu COVIDA wraca do nas i próbuje wytłumaczyć, co powiedział lekarz np. w gabinecie prywatnym. Chory nie zawsze dobrze zapamięta, co ma dalej robić i gdzie się udać. Bardzo brakuje współpracy i przekazu informacji między nami. Nie brakuje natomiast „zleceń dla lekarza rodzinnego”. Ciekawa jestem, jak zareagowałby na przykład ortopeda, gdyby lekarz rodzinny zlecił mu wykonanie u pacjenta rezonansu stawu kolanowego na cito? Kardiolog, któremu zlecimy wykonanie tomografii serca? Przyjąłby zlecenie, czy się troszkę zdziwił? (my mamy zlecenia wykonania kontrolnych badań laboratoryjnych, zdjęć RTG, różnych USG po kilka dziennie).

Tymczasem zlecać cokolwiek powinniśmy tylko sobie lub swojemu personelowi, a nie innemu lekarzowi, jest to niezgodne z żadnymi przepisami prawa a wywołuje konflikty między nami i między lekarzem i pacjentami.

Ostatnio do Rzecznika Praw Pacjenta trafiła skarga na lekarza rodzinnego, że nie wypisał leków pacjentowi, zleconych na wizycie u kardiologa, bo kardiolog nie miał czasu. Wypisanie recept na zalecane leki jest częścią wizyty. Co to było? Brak szacunku do kolegi? Zlecanie swojej pracy innym bez żadnego uzasadnienia? Moja praca ważniejsza niż twoja? Nie wiem, jak to tłumaczyć, ale chyba po prostu się nie da.

Wioletta Szafrańska‑Kocuń