Diagnoza wstępna

Janusz SpustekTrudno sobie wyobrazić, że czynny zawodowo lekarz nie rozmawia z kolegami o NFZ, o kontraktach, o finansowaniu ochrony zdrowia i o wciąż rosnącej biurokracji w stosunku do czynności medycznych. Wielokrotnie głosiłem własny pogląd (być może wcale nie odkrywczy), iż wszystko wskazuje na to, że warunki kontraktów zmieniają się w celu ograniczenia wydatków NFZ na finansowanie świadczeń zdrowotnych. Zanim świadczeniodawcy szczegółowo rozpoznają nowe warunki i dostosują do nich swoje działania, czyniąc niejednokrotnie dodatkowe nakłady na ich realizację – okazuje się, że zmniejszone finansowanie ich nie pokryje. Najczęściej, przy następnym kontrakcie, NFZ przedstawiał nowe, jeszcze bardziej trudne warunki a dodatkowo w międzyczasie prezes NFZ wydawał kolejne zarządzenia, których niekorzystne skutki odczuwają w konsekwencji tak świadczeniodawcy, jak i świadczeniobiorcy. Zmniejsza się nam stopniowo ilość czasu poświęcanego choremu i możemy nie zauważyć, że dotyczy nas inny etap oddziaływania, jakim jest rosnąca sprawozdawczość. Gdybym miał utrzymać spiskowy ton to mógłbym powiedzieć, iż ta sprawozdawczość potrzebna jest jedynie po to, aby znaleźć także punkty systemu, żeby móc wykorzystać je do ograniczenia finansowania, gdyż poprawy finansowej chyba mało kto w ostatnich latach doznał. Po głowie krążą mi teraz myśli, jak w słowach dawnego, znanego kabaretu – „eee… taam, cicho być”, bo miało być optymistycznie. Zakładam, że tak będzie, gdyż cieszą pierwsze decyzje ministra zdrowia. Nie będzie sprawozdawania wykonanych badań przypisanych do PESEL-u pacjenta a przychodnie rodzinne otrzymają stałą ryczałtową stawkę od NFZ niezależnie od ich wykonania. Na początek to dużo, jeżeli ma to świadczyć o zmianie traktowania lekarzy. Sądzę, że odbiurokratyzowanie pracy lekarskiej byłoby jedną z największych wartości cenionych przez wszystkich pracujących lekarzy. Takie powszechne działania nie mogą dotyczyć tylko sprawozdawczości a powinny sięgnąć wielu zarządzeń NFZ i warunków kontraktu. Trwają prace nad przywróceniem stażu podyplomowego, którego likwidacji zwolennikami byli chyba tylko przedstawiciele rządu, którzy zupełnie zapomnieli, że przecież studenci ostatniego roku odbywający tzw. praktyki zawodowe nie mają przecież jeszcze Prawa wykonywania zawodu. Ma być zwiększony nabór na studia finansowane przez państwo o 15–20 proc. już w bieżącym roku, powrót do LEP-u, docenienie lekarzy z I stopniem specjalizacji i wiele innych, korzystnych zamierzeń. Trzeba w to wierzyć i życzyć ministrowi możliwości zrealizowania planów. A teraz dobre informacje z naszej Izby. Postanowiliśmy rozwijać i zwiększać zakres finansowania różnorodnej działalności „izbowej”, adresowanej do szerszego grona odbiorców. Cieszę się, że pomysł zwrotu lekarzom 70 proc. składki ubezpieczeniowej spotkał się z powszechnym poparciem Okręgowej Rady Lekarskiej. Na początku grudnia ubiegłego roku podjęliśmy stosowną uchwałę, a była ona poprzedzona kilkumiesięcznymi analizami i negocjacjami z ubezpieczycielem, początkowo dotyczącymi grupowego ubezpieczenia wszystkich lekarzy (taki model funkcjonuje w warszawskiej izbie). Z różnych powodów pomysł ten jednak nie znalazł powszechnego uznania i został odrzucony. Wkrótce, dobre duszki podpowiedziały nowe rozwiązanie i mamy dzisiaj w LIL inny model udziału Izby w ubezpieczeniach, niewykluczone, że jak na razie – jedyny w Polsce. Te 70 proc. składki może ulec zmianie na rok 2017 i kiedy mówiłem o tym przed szacowną radą, raczej myślałem o wzroście procentowym udziału Izby. Warto wspomnieć, że w przypadku ubezpieczenia obowiązkowego, lekarz odpisuje od przychodu 100 proc. wydatkowanej składki ubezpieczeniowej i dopisuje do przychodu 70 proc. otrzymane od Izby, co powoduje, że odpis od podatku dotyczy wydatkowanych przez lekarza 30 proc. Wszystkim życzę lepszego roku 2016.

Janusz Spustek