Diagnoza wstępna

Janusz SpustekW podpisanym niedawno zarządzeniu prezesa NFZ dotyczącym świadczeń zdrowotnych kontraktowanych, odrębnie tworzy się podstawy prawne funkcjonowania telemedycyny. Oznacza ono, że lekarz POZ może konsultować pacjenta w czasie telekonferencji z geriatrą lub z kardiologiem przesyłając zdalnie EKG, badania czy wywiad. Każdego pacjenta można skonsultować w drodze telekonferencji nie częściej niż raz w miesiącu ale najwyżej 4 razy w roku. Taka konsultacja wyceniona została na 6 punktów dla kardiologa lub geriatry.

O zapłacie dla konsultującego, czyli dla lekarza POZ – w zarządzeniu i w jego załącznikach nic nie znalazłem. Czy ta okoliczność może zniweczyć, chyba słuszny, kierunek w medycynie? Odpowiem, że jest jedną dodatkową wśród innych okoliczności i że jest możliwa porażka nowego sposobu konsultacji.

Postawiono bowiem wymagania dotyczące sprzętu teleinformatycznego, oprogramowania i ochrony danych, warunków lokalowych, czasu przeprowadzania konsultacji. Wymagania są słuszne, i jak rozumiem, muszą dotyczyć obu stron, czyli konsultującego i konsultanta, a tym samym koszty ich spełnienia będą również obustronne. Korzyść dla pacjenta będzie w wielu przypadkach bezdyskusyjna. Pacjent może zyskać na czasie ze względu na kolejki, a w przypadku konieczności dojazdu na konsultacje – nie poniesie kosztów tego dojazdu. Jednak nie można mieć wątpliwości, że dodatkowy czas musi poświęcić przede wszystkim lekarz POZ i moje pytanie, czy widział ktoś lekarza POZ chwilowo bez zajęcia, jest z gruntu retoryczne. Obciążenie lekarzy biurokracją jest gigantyczne i być może to również przyczyni się do niepowodzenia rozwoju telemedycyny.

Świadomie używam słowa rozwoju, gdyż już obecnie ta forma oceny badań istnieje, np. w radiologii. Ujemna strona tej formy jest niewielka, jak np. brak możliwości uzupełnienia badania dodatkowymi projekcjami. Jednak w przypadku telekonferencji z kardiologiem istnieje niebezpieczeństwo nieprzekazania w wystarczający sposób stanu somatycznego chorego, jego wydolności, co może rzutować na przekazane zalecenia. To może zniechęcać kardiologa do odbywania telekonferencji, a lekarza POZ zniechęcać może przejęcie całkowitej odpowiedzialności. Zapis ustawowy o obowiązku udzielania porady lekarskiej po uprzednim zbadaniu pacjenta, w tym przypadku nabiera szczególnego znaczenia.

Wygląda na to, że prowadzący praktyki POZ mają w ostatnim czasie „pod górę”. Nie otrzymali pieniędzy na podwyżki dla pielęgniarek (jak zresztą szpitale dla pielęgniarek wykonujących procedury wysokospecjalistyczne), nastąpiły utrudnienia w kontynuowaniu i rozpoczęciu szkolenia w ramach rezydentury lekarza rodzinnego. A stało się to za sprawą nowelizacji Ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Obecnie Ministerstwo Zdrowia wyegzekwowało przepis mówiący, że specjalizację mogą prowadzić tylko te jednostki, które wykonują daną działalność leczniczą i w sierpniu br. odebrało akredytację dla szpitali województw: lubelskiego, podlaskiego, warmińsko-mazurskiego, łódzkiego i mazowieckiego. Nagle ubyło 300 miejsc szkoleniowych. Jednocześnie resort zwiększył liczbę nowych rezydentur w tej dziedzinie medycyny. Lekarze będący w trakcie specjalizacji muszą znaleźć nowe miejsce jej odbywania (będą mieli pierwszeństwo), a rozpoczynający specjalizację muszą się liczyć z kłopotami. Jako samorząd lekarski, od wielu lat popieraliśmy i popieramy rozdział lecznictwa szpitalnego od POZ. Uważamy, że szpitale mające w swojej strukturze poradnię POZ wykonują tę działalność gorzej od oddzielnych poradni. Oby tylko nie nastąpiło tworzenie nowych, pozornych poradni podstawowej opieki zdrowotnej.

Janusz Spustek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *