Czwartek

Pierwsza pacjentka dzisiaj i od razu dyskusja na temat godzin pracy. Pani słyszała w telewizji, że lekarz rodzinny powinien przyjmować od 8 do 18, a najlepiej to jeszcze w nocy i w dni wolne. Na moje pytanie, kiedy ma spać i żyć pani nie odpowiada. W telewizji nie mówili.

Rzeczywiście ostatnio toczy się dyskusja na temat czasu pracy lekarzy. Padła propozycja, żebyśmy wszyscy mieli tachografy i mogli pracować maksymalnie 60 godzin tygodniowo i 24 ciągle. Przypomniałam sobie, jak moja koleżanka jakieś dwa lata temu dostała pismo z NFZ, w którym było pytanie, czy to możliwe, że w maju pracowała 680 godzin? Policzyła i wyszło, że tyle pracowała. Tłumaczyła, że w maju był długi weekend, Boże Ciało i dlatego tyle wyszło. Przychodnia, pogotowie, opieka nocna (a nawet dwie), SOR. To DZIĘKI takim lekarzom ten system jeszcze nie padł. Młodzi lekarze nie chcą tak żyć. Mówią o tym, że chcą ŻYĆ, a nie tylko pracować. Żałuję, że lata temu tak nie myślałam. Dyżur za dyżurem, przychodnia, szpital, pogotowie, obstawy medyczne różnych imprez, byle związać koniec z końcem. A można było spędzać więcej czasu z dzieckiem, czytać książki, ŻYĆ. Dzisiaj nie uratują nas lekarze z Ukrainy i Białorusi, bo tylu na pewno nie przyjedzie, a jak przyjedzie to znostryfikują dyplomy w Unii Europejskiej i pojadą dalej.

Ostatnio usłyszałam, że na pierwszą wizytę do najbardziej obleganych poradni specjalistycznych nie będzie limitów i kolejek. Więc ktoś wymyślił, jak to zrobić i sklonować lekarzy? Miejsc na specjalizacje np. z endokrynologii brak albo są pojedyncze, kolejki po dwa lata i ogłosili, że ich nie będzie. Cud? Poczekamy, zobaczymy.

Załóżmy jednak, że to się uda i pacjent bez kolejki dostanie się na pierwszą wizytę do neurologa. Zostanie zbadany, dostanie stosowne skierowania i na następną wizytę poczeka rok. Jaki sens, chyba że pierwsza wizyta to będzie kompleksowe badanie, łącznie z postawieniem diagnozy, ustawieniem leczenia i odesłaniem do lekarza rodzinnego. To mi się marzy, ale czy jest to realne? Chyba jestem człowiekiem małej wiary, bo nie wierzę, że może się udać.

Tymczasem mamy co robić. Jak to w marcu infekcji mnóstwo, grypa szaleje a szczepienia nadal nie cieszą się popularnością. 4% zaszczepionych to wstyd, także dla nas lekarzy, że nie potrafimy przekonać pacjentów. Ale według statystyk sami się nie szczepimy, najwięcej zaszczepionych jest lekarzy POZ, może dlatego, że najwięcej powikłań po grypie, na początku trafia do nas? Kampania społeczna za słaba, nie trafia do odbiorcy. Można by w jakimś popularnym serialu uśmiercić na grypę ulubionego bohatera i od razu by się zwiększyła liczba zaszczepionych.

Dzisiaj mam kilku pacjentów „tylko po skierowania” na TSH i kreatyninę przed tomografią komputerową. Od kiedy badania są nielimitowane, ten problem narasta. Tłumaczę pacjentom, że ten, kto kieruje na tomografię, kieruje także na wymagane badania. Lekarz rodzinny nie jest sekretarzem kolegów specjalistów innych dziedzin, ale tracę cierpliwość. Po co generować wizyty i sytuacje konfliktowe, przecież mam nadzieję, że wszyscy znają zasady swojej pracy. A może nie znają? NFZ dość często przypomina na swojej stronie zasady kierowania na badania. Ale kto zagląda na stronę NFZ?

Czas do domu. Jeszcze tylko zobaczę, czy zamontowane dozowniki w korytarzach na płyn dezynfekcyjny działają. Koronawirus z Chin nadciąga i trzeba się przygotować. Maseczek nie ma, fartuchów nie ma, gogli nie ma. Co będzie, jak dojdzie do nas? Będę się martwić jutro.

Wioletta Szafrańska‑Kocuń