Chory na barkach rezydenta

Z lekarskiej wokandy

Z definicji współczesnego rezydenta wynika, że „to lekarz posiadający pełne prawo wykonywania zawodu, odbywający specjalizację w określonej dziedzinie medycyny na podstawie umowy o pracę zawartej z jednostką prowadzącą specjalizację na okres specjalizacji, finansowaną ze środków przeznaczonych na ten cel przez Ministerstwo Zdrowia”.

 

Rezydent jest obiektem pożądania

Sytuacja rezydenta jest nie do pozazdroszczenia, zwłaszcza gdy niejako przymusowo kierowany jest do pracy w szpitalnej izbie przyjęć i na SOR, ale nie tylko. Pracując na oddziale specjalistycznym, na którym zdobywa doświadczenie w wybranej przez siebie dziedzinie medycyny, również może napotykać różne, nazwijmy to pułapki, które są zwykle efektem pozbawienia specjalizujących się medyków należnego im nadzoru ze strony starszych kolegów. Stwarza to nie tylko realne zagrożenie dla pacjentów, ale również dla samego młodego lekarza, narażając go na ryzyko odpowiedzialności za „niepożądane zdarzenie medyczne”, którego stają się sprawcą.

 

Niby pod kontrolą

Słuszność tego wywodu ocenimy na kanwie realnego kazusu. Maria B. należała do osób uczulonych na penicylinę (ampicilinę i duomox). Maria B. w związku z zakażeniem Helicobacter pylori, trafiła do dużego, tzw. marszałkowskiego szpitala. Podczas wywiadu lekarskiego w izbie przyjęć, co ustalił później okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej, sięgając po historię jej choroby, powiadomiła o swoim uczuleniu lekarza dyżurnego. Z karty antybiotykoterapii, a także indywidualnej karty zleceń lekarskich wynikało jednak, że trzeciego i czwartego dnia pobytu podano jej, przepisane przez prowadzącego ją rezydenta, po dwie dawki augmentinu dziennie. Po czterodniowej hospitalizacji, szpital wydał Marii B. kartę informacyjną z zaleceniami lekarskimi, przewidującymi dalsze zażywanie augmentinu oraz receptę na ten lek. Zarówno receptę, jak i wspomnianą kartę podpisał rezydent, ale na karcie widniała także pieczątka i podpis chirurga specjalisty – kierownika jego specjalizacji. Dzień po wypisaniu ze szpitala, Maria B. trafiła na Szpitalny Oddział Ratunkowy z powodu reakcji alergicznej po przyjęciu kolejnej dawki zaordynowanego jej leku. Tam też otrzymała dokument, podpisany przez lekarza specjalistę, który już dawno powinien sporządzić jej lekarz rodzinny: „Bezwzględne przeciwwskazanie podawania penicyliny oraz antybiotyków penicylinopochodnych z powodu uczulenia na te preparaty”.

 

Specjalista nadzoruje, ale odpowiada rezydent

Po skompletowaniu dokumentacji medycznej, rzecznik przystąpił do gromadzenia osobowych środków dowodowych, rozpoczynając przesłuchania od rezydenta, który przyznał z całą szczerością: „Włączyłem erydykację (czyli procedurę całkowitego zwalczenia choroby zakaźnej – przyp. Autora) według ogólnie przyjętego w oddziale schematu, to jest augmentin, metranizadol i inhibitor pompy protonowej, gdyż nie dopatrzyłem w dokumentacji, że pacjentka jest uczulona na leki penicylinowe”. Rezydent wyjaśnił przy tym, że przy wypisie każdego pacjenta przegląda historię choroby, przygotowuje kartę informacyjną, wypisuje receptę i tak przygotowaną dokumentację składa w sekretariacie oddziału. Chirurg specjalista – kierownik specjalizacji zeznał zaś, że powszechną praktyką w oddziale jest, iż po złożeniu karty informacyjnej chorego w sekretariacie, sekretarka przynosi ją do pokoju lekarskiego i podpisuje ją któryś ze „starszych lekarzy”. W feralnym dniu to właśnie jemu przypadła w udziale ta czynność, ale jego podpis na będącej punktem zainteresowania rzecznika karcie – jak powiedział „świadczy tylko i wyłącznie o tym, że sprawdzał treść tej karty, czy nie ma w niej błędów merytorycznych w rozpoznaniu i podobnych”. W tej sytuacji rzecznik poprosił na rozmowę ordynatora, aby wyjaśnił organizację pracy w oddziale. Z jego zeznań wynikało, że kierownik specjalizacji nadzoruje – i owszem – pracę i rozwój zawodowy rezydenta, ale nie odpowiada za chorych, których ten młody lekarz prowadzi. Nadzorującym pracę z chorymi jest zwyczajowo lekarz – kierownik odcinka, który po sporządzeniu karty informacyjnej przez lekarza prowadzącego, sprawdza ją pod kątem, „czy zapisy w niej znajdujące się są zgodne z historią choroby”, podpisuje i przekazuje zastępcy ordynatora, a ten – ordynatorowi. W razie zaś nieobecności szefa odcinka, kartę informacyjną podpisuje „starszy lekarz” dostępny na oddziale i wówczas to na nim – zdaniem ordynatora – ciąży obowiązek jej sprawdzenia.

 

Baty dla rezydenta

Okręgowy Sąd Lekarski, stosownie do wniosku okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej, ukarał rezydenta upomnieniem. Wedle uzasadnienia wyroku, odpowiedzialność obwinionego wynika z wykonywania czynności lekarza prowadzącego i z niewnikliwego zapoznania się z dokumentacją lekarską Marii B. Zgodnie z zasadą legalizmu, tylko organ powołany do ścigania przewinień zawodowych (a zatem rzecznik odpowiedzialności zawodowej) jest władny ocenić, które ze zdarzeń medycznych zawiera znamiona sprzeczności z etyką zawodową i skierować wniosek o ukaranie do sądu lekarskiego.

Jerzy Ciesielski

 Autor jest adwokatem w Łodzi, publicystą i długoletnim
współpracownikiem samorządowej prasy lekarskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *