Bycie lekarzem zobowiązuje, po prostu

z Natalią Kluz,
studentką IV roku medycyny lubelskiego Uniwersytetu Medycznego, wolontariuszką i działaczką społeczną, laureatką Medalu Prezydenta Lublina,
rozmawia Anna Augustowska

  • Nieczęsto się zdarza, aby studentka została laureatką Medalu Prezydenta Lublina. Pani się to udało. To było duże zaskoczenie?

– Ogromne! I zaskoczenie, i niespodzianka. I nie kryję, że w pierwszej chwili pomyślałam, że to… pomyłka. Od razu też zdałam sobie sprawę, że nie tylko ja powinnam go otrzymać. Jest tak wiele innych, wspaniałych osób, z którymi współpracuję. Bez ich entuzjazmu, wsparcia i wzajemnych inspiracji niewiele mogłabym sama zdziałać. Ten medal należy się także im.

Poza tym z Lublinem jestem związana zaledwie od kilku lat, od początku studiów, bo pochodzę z Podkarpacia, a to przecież nagroda prezydenta Lublina… Ale teraz, kiedy już ochłonęłam, jestem po prostu szczęśliwa i bardzo wdzięczna.

  • Medal jest formą nagrody za zaangażowanie i kreatywność w działaniach na rzecz lokalnej społeczności. No właśnie, Lublin to było całkiem nowe, obce dla Pani miasto, a tu przyjeżdża rzeszowianka i niemal z mety zaczyna działać – wszędzie jej pełno. Nie mogę więc nie zapytać: Kiedy to się zaczęło?

– Moje działania wolontariackie? Powinnam powiedzieć: „mam tak od dziecka”, bo tak mnie wychowano, tak było w moim domu i zapewne właśnie stąd moja potrzeba pomagania ludziom, zwracania uwagi na to, że nie tylko mogę, ale wręcz powinnam dostrzegać innych i zwyczajnie po ludzku, na ile umiem, być z nimi. Ale tak konkretnie… to chyba w gimnazjum, kiedy zgłosiłam się do grupy dzieciaków odwiedzających domy opieki. Okazją były m.in. spotkania opłatkowe albo inne święta.

W liceum było bardziej poważnie – stworzyliśmy grupę, która odwiedzała a raczej pełniła dyżury przy pacjentach hospicjum dla dorosłych w Rzeszowie. To były konkretne zadania: karmienie, pomoc przy toalecie itd. Nie ukrywam, że kontakt z pacjentami hospicyjnymi w dużym stopniu wpłynął na moją późniejszą decyzję o podjęciu studiów medycznych, a nawet kierunku specjalizacji.

  • Patrząc na Pani dokonania trudno nie zapytać, kiedy ma Pani na to czas studiując równolegle na Wydziale Lekarskim?

– Myślę, że umiem dobrze zarządzać czasem tak, aby pogodzić naukę z moimi pozauczelnianymi zajęciami i pasjami. Chociaż nie zawsze tak było, pierwszy rok studiów przesiedziałam z nosem w książkach. Wiadomo, to czas kiedy trzeba siedzieć nad anatomią i histologią, czasu na inne sprawy rzeczywiście jest mało. Ale zaraz po zdanych egzaminach postanowiłam, że czas wyjść do ludzi i zaczęłam się rozglądać. Tak trafiłam do lubelskiego oddziału Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Medycyny, IFMSA‑Poland, gdzie zostałam asystentką koordynatora lokalnego ds. praw człowieka i pokoju (teraz jestem wiceprezydentem ds. marketingu, a dodatkowo koordynatorem ds. projektów charytatywnych w Polsce). To niezwykle ważna działka – współpracujemy z Amnesty International – uczestniczymy m.in. w Maratonie Pisania Listów, czyli największej globalnej akcji na rzecz praw człowieka: wysyłamy apele listowne do władz i wyrazy solidarności w sprawach kilku konkretnych osób, których prawa człowieka są łamane. W 2019 roku, w czasie tej akcji wysłano ponad 6,5 miliona wiadomości!

Innym ważnym polem naszych działań jest realizacja programu Daphne, który ma na celu przeciwdziałanie i zwalczanie wszelkich objawów przemocy, także fizycznej, seksualnej i psychologicznej wobec dzieci, młodzieży i kobiet. Ostatnio organizowaliśmy zbiórki środków higieny dla podopiecznych Domu Samotnej Matki – walcząc z ubóstwem menstruacyjnym.

Nasze sztandarowe akcje to także m.in. adresowana do dzieci „Co dwie głowy to nie jedna” (pomagamy dzieciom w nauce); „Szpital pluszowego misia”, czy „Marzycielska poczta” – kiedy piszemy do chorych dzieciaków listy. Ta ostatnia bardzo sprawdziła się w czasie pandemii, podobnie jak nasza inicjatywa, aby nagrywać dzieciom audiobooka z bajkami, które czytamy. Przed pandemią przychodziliśmy na oddziały z książkami – teraz musieliśmy zmienić tę formę. Udało się wspaniale. To akcja „Czytamy pomagamy”, z której dochód trafił do hospicjum.

  • Inną aktywnością jest pomoc seniorom. Bardzo Pani bliska?

– To prawda. Od początku aktywnie współpracuję z organizacjami senioralnymi. To były m.in. w ramach programu „Pora Seniora” spotkania na temat profilaktyki prozdrowotnej, czyli „Drogi do zdrowia”, ale nie tylko, organizowaliśmy też spotkania dla chorych z Alzheimerem i zorganizowaliśmy wśród studentów kierunku lekarskiego UM zbiórkę ręcznie wykonanych prezentów świątecznych dla podopiecznych stowarzyszenia Mali Bracia Ubogich. W programie „Niewidzialni” gotujemy posiłki dla osób bezdomnych i wydajemy je w jadłodzielni przy al. Tysiąclecia. I żeby wymienić wszystko, muszę wspomnieć o współpracy z Lubelskim Uniwersytetem Drugiego Wieku, czyli z osobami 50 plus, z którymi także poruszamy tematy prozdrowotne.

  • Aż kręci mi się w głowie! To zdecydowanie dokonania Kobiety na Medal!

– Uważam, że wybór drogi zawodowej, czyli bycia lekarzem, zobowiązuje. Nie chcę używać wielkich słów, ale po prostu zapytam: jeśli nie teraz, kiedy jesteśmy młodzi, silni i mamy wiedzę, którą można a raczej trzeba spożytkować działając na rzecz innych, to kiedy? Do moich młodszych, rozpoczynających dopiero studia koleżanek i kolegów chciałabym powiedzieć: działaj – nie bój się ludzi; zrób coś dla innych, bo nie samą nauką człowiek żyje. Pojawiła się również kolejna koncepcja „wykorzystania tego tu i teraz”. Przyjaciele również z kierunku lekarskiego zorganizowali konferencję ogólnopolską Medyczne Targi Wiedzy, zainspirowałam się tym pomysłem i włączyłam w ten projekt. Teraz planujemy go rozwinąć w ramach organizacji. Zauważyłam, że (podobnie jak wielu studentom kierunku lekarskiego) towarzyszy mi potrzeba korzystania z wiedzy, którą już posiadam, ale także przekazywania jej innym osobom, które także miałyby z niej korzyść (szczególnie istotne jest sprostowanie krążących fake newsów dotyczących zdrowia). Zakładamy więc fundację, w której prelegentami będą zarówno pracownicy naukowi, jak i studenci – co wyjątkowo nas podbudowuje. Naszym celem będzie rozwijanie i urzeczywistnianie „targu”, którego podstawą i surowcem jest wspomniana wiedza medyczna, służąca doskonaleniu specjalistów, edukacji uczniów i studentów oraz zachęcaniu do brania świadomej odpowiedzialności za własne zdrowie i życie innych na drodze prewencji i profilaktyki zdrowia w myśl zasady: „Daj tyle, ile możesz, weź tyle, ile potrzebujesz” (Arystoteles).

  • Ale Pani plany naukowe? Za dziesięć lat…

– …chciałabym być onkologiem – naukowcem, prowadzić badania i uczyć studentów. To moje marzenie zawodowe, co nie przeszkodzi mi, mam nadzieję, nadal działać w wolontariacie. Każdy człowiek potrzebuje innych i wiem, jak to jest ważne.