Bezpieczny gabinet

Wraz z powolnym wychodzeniem z narodowej kwarantanny, lekarze, którzy zamknęli na jej czas swoje prywatne praktyki, coraz śmielej powracają do przyjmowania pacjentów. Niedawno zostałam zapytana przez znajomego, w jaki sposób można się zabezpieczyć przed potencjalnymi roszczeniami pacjentów z tytułu zakażenia SARS‑CoV‑2 w gabinecie lekarskim. Czy pomocne mogłoby być na przykład podpisanie przez pacjenta oświadczenia o tym, że w obecnej sytuacji epidemiologicznej wizyta odbywa się na ryzyko pacjenta, który mając świadomość możliwości zakażenia, akceptuje ten stan i zrzeka się na przyszłość wszelkich roszczeń wobec lekarza? Zanim odpowiem, zacznę od początku, czyli od zasady odpowiedzialności

Podmioty wykonujące działalność leczniczą, w tym lekarze (lekarze dentyści) wykonujący działalność w formie praktyki prywatnej, ponoszą odpowiedzialność za szkody wyrządzone pacjentom w związku z udzielaniem świadczeń zdrowotnych według zasad określonych w Kodeksie cywilnym (kc). Podstawową regułą jest odpowiedzialność na zasadzie winy, co oznacza, że muszą zaistnieć łącznie cztery elementy, aby pacjent mógł domagać się odszkodowania lub zadośćuczynienia od lekarza. Po pierwsze, nieprawidłowe działanie lub zaniechanie po stronie lekarza. Po drugie szkoda, tj. uszczerbek na zdrowiu pacjenta – w tym przypadku zakażenie koronawirusem. Po trzecie, adekwatny związek przyczynowy pomiędzy zakażeniem a nieprawidłowym zachowaniem lekarza. W końcu konieczna jest także wina lekarza.

Co może być uznane za nieprawidłowe zachowanie lub zaniechanie lekarza (dentysty)? Przede wszystkim wymaga się od niego zachowania podwyższonego standardu staranności działania, wynikającego z profesjonalnego charakteru działalności. Obowiązek podwyższonej staranności dotyczy także zapewnienia pacjentowi odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa zdrowotnego. Nieprawidłowym zachowaniem zatem może być np. udzielanie świadczeń zdrowotnych z pominięciem aktualnych wytycznych sanitarnych – bez środków ochrony osobistej, bez odpowiedniej dezynfekcji rąk lub pomieszczeń.

Drugim istotnym aspektem jest wina: umyślna  gdy sprawca szkody dąży do jej wyrządzenia lub, gdy świadomie godzi się na to, że jego zachowanie może wyrządzić szkodę innej osobie albo nieumyślna, gdy sprawca przewiduje możliwość popełnienia czynu (zakażenia pacjenta), jednakże bezpodstawnie uważa, że zdoła go uniknąć bądź też nie przewiduje możliwości negatywnych skutków, choć mógł i powinien był je przewidzieć. Oczywiście ta druga postać winy będzie zachodziła znacznie częściej, trudno wszak posądzać lekarzy o świadome działanie na szkodę pacjentów. Jest jeszcze pojęcie rażącego niedbalstwa, znajdujące się pomiędzy tymi dwiema postaciami winy – to sytuacja naruszenia podstawowych, elementarnych zasad staranności.

Dla zaistnienia odpowiedzialności stopień winy nie ma wprawdzie znaczenia, jednak istotny jest z punktu widzenia ochrony ubezpieczeniowej lekarzy. Każdy podmiot wykonujący działalność leczniczą ma obowiązek posiadania obowiązkowego ubezpieczenia OC. Jednak ubezpieczenie to nie pokrywa szkód powstałych z winy umyślnej i, co do zasady, rażącego niedbalstwa (art. 827 § 1 kc); niektórzy ubezpieczyciele oferują rozszerzenie swojej odpowiedzialności na szkody powstałe wskutek rażącego niedbalstwa w ramach dobrowolnego ubezpieczenia OC.

Skoro zatem od lekarzy wymaga się ponadprzeciętnej staranności, a ubezpieczenie nie zawsze działa, czy lekarzom pozostaje życie w nieustannej obawie przed potencjalnymi pozwami? Niekoniecznie. Ważnym elementem tej układanki jest obowiązek udowodnienia przez pacjenta, że do zakażenia doszło w danej placówce medycznej, i że ma ono związek z zachowaniem (zaniechaniem) konkretnego lekarza, za które ten ponosi winę.

W procesach o zakażenia szpitalne wymóg udowodnienia przez pacjenta z całą pewnością jego twierdzeń jest nieco złagodzony do wykazania wysokiego stopnia prawdopodobieństwa. Jednak czy i tak będzie w procesach dotyczących zakażenia koronawirusem? Praktyka sądowa pokaże, jednak SARS‑CoV‑2 ma zupełnie inną transmisję niż „typowe” patogeny szpitalne, jak np. gronkowiec złocisty lub HCV. Nie tylko przecież placówki lecznicze są miejscem, w którym możemy spotkać się z nosicielami SARS‑CoV‑2. W praktyce zatem pacjentom będzie bardzo trudno udowodnić, a nawet uprawdopodobnić w stopniu wysokim, że to właśnie w gabinecie dra Kowalskiego doszło do zakażenia.

Podsuwanie pacjentowi oświadczenia, w którym zrzeka się przyszłych roszczeń z tytułu ew. zakażenia nie jest zabronione. Niestety, nie jest także zbyt skuteczne. Pamiętać należy, że pacjent płacący za komercyjną usługę medyczną w prywatnym gabinecie jest konsumentem, zaś lekarz prowadzący praktykę lekarską jest przedsiębiorcą. W takiej konfiguracji zastosowanie znajdują przepisy chroniące konsumentów, w tym o niedozwolonych klauzulach umownych (są to postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nieuzgodnione z nim indywidualnie, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy). Przykładem są takie postanowienia, które wyłączają lub ograniczają odpowiedzialność względem konsumenta za szkody na osobie (art. 385 kc). Takie klauzule po prostu nie wiążą konsumenta.

Aby bezpiecznie otworzyć gabinet lekarski należy przede wszystkim działać starannie – przestrzegać wytycznych MZ, GIS, WHO. Warto na ich bazie wdrożyć własne procedury bezpieczeństwa w celu minimalizacji zagrożenia, jak np. rezygnacja z poczekalni, przestrzeganie umówionych godzin wizyt. Lepiej powstrzymać się od pracy, gdy mamy podejrzenie, że jesteśmy „koronapozytywni”. A lepsze, dodatkowe ubezpieczenie OC też na pewno nie zaszkodzi.

Aleksandra Otawska‑Petkiewicz
radca prawny LIL