Po co szpitalowi borrolka?

Na strychu jednej z lubelskich kamienic przetrwały przedwojenne księgi rachunkowe. Wynika z nich, że Szpital Szarytek, czyli przodek SPSK1, robił zakupy u żydowskich przedsiębiorców ze spółki Hermes. Najprawdopodobniej imadło i borrolka były potrzebne przy rozbudowie placówki

Księgi i inne dokumenty są w kiepskim stanie, ciekła na nie woda, konsumował grzyb. Ale sporo zapisków da się rozszyfrować, choć subiekt Towarzystwa Handlowo‑Transportowego Hermes w Lublinie pisał drobnym maczkiem.

– Z dokumentów wynika, że jeden z trzech udziałowców spółki, Mendel Horowicz mieszkał przed II wojną światową w kamienicy przy ul. 3 Maja 10. Ja też tam kiedyś mieszkałem i dlatego zaglądałem na strych. Pewnie jeszcze przed wojną, zanim Niemcy nie wysiedlili stąd lokatorów, ktoś schował te papiery. Znalazłem je za stosem cegieł i kafli. Ale widać było, że nie ja pierwszy tam zaglądałem – opowiada Przemysław Goliszewski, który pokazał zdjęcia starej księgi przychodów i rozchodów spółki Hermes na portalu społecznościowym. – Uważam, że im więcej osób to zobaczy tym lepiej, to jest przecież historia naszego miasta.

Na 145. stronie nagłówek informuje, że prowadzone są tu rachunki Szpitala Szarytek. Wpisy pochodzą z 1929 roku i choć szpital już od trzech lat nosił oficjalną nazwę „Szpital Św. Wincentego á Paulo w Lublinie”, mieszkańcy używali zwyczajowego określenia.

Jak wynika z historii SPSK1 w 1928 roku szpital dysponował 207 łóżkami ale już wówczas trwały intensywne prace budowlane, które miały umożliwić uruchomienie w 1935 roku nowych 120 łóżek. Zapewnie to z tego powodu, na liście zakupów jest imadło do rur za 50 zł, gwintownica za 18, obrzynacz za 65, primus za 44 i borrolka za 50 zł. Czy primus był znanej szwedzkiej marki Primus, czy zwykłym palnikiem na naftę nie dojdziemy. Da się za to ustalić co to była borrolka. Jeszcze w latach 40. ubiegłego wieku w prasie można przeczytać, że w zakładach „warczą olbrzymie borrolki, świdrując otwory w żeliwie”. Szpital kupił zapewne jakiś mniejszy egzemplarz.

Firma Hermes, w której zaopatrywała się placówka z ul. Staszica powstała w 1926 roku, o czym mówią dokumenty ze strychu śródmiejskiej kamienicy. Udziałowców było trzech. Najmniej wiemy o Władysławie Kipmanie: mieszkał przy Krakowskim Przedmieściu 62 i wniósł jak pozostali wspólnicy 5 tysięcy złotych (5 udziałów) do kasy towarzystwa.

Mendel Horowicz pochodził z Chełma, w czasie wojny mieszkał na Probostwie. Był związany z inną medyczną placówką w Lublinie, bo z ramienia Judenratu w 1940 roku został delegowany do Szpitala Żydowskiego przy ul. Lubartowskiej 53, gdzie był kierownikiem gospodarczym i odpowiadał m.in. za aprowizację. Dwa lata później jego nazwisko jest na liście pracowników zatrudnionych w różnych instytucjach zdrowia na terenie getta na Majdanie Tatarskim. Dalszego losu można się domyślać.

Najbardziej znany był trzeci udziałowiec, prawnik Karol Hollenberg. Między 1927 a 1929 rokiem był miejskim radnym, szefem ugrupowania Żydów Ortodoksów i Syjonistów, związany z zarządem lubelskiej Giełdy Zbożowej i Towarowej. Zginął w getcie we Lwowie.

Szpital Szarytek pojawia się jeszcze na dalszych kartach księgi Hermesa ale widnieje jedynie kwota 52,50 zł bez informacji na co została wydana.

Korzystałam z informacji na www.teatrnn.pl

(jkg)
Fot. FB/Przemysław Tom Goliszewski

2021-01-06



Zobacz również: