Książki

Mama pragnęła, żebym został lekarzem

z Wojciechem Machem,
emerytowanym lekarzem, o książce pt. „Z pamiętnika naszej Matki”, którą przygotował razem z bratem Jackiem,
rozmawia Anna Augustowska

Wojciech Mach

  •  Z wielkim zainteresowaniem czytałam książkę o Twojej Mamie Jadwidze Orłowskiej i co tu kryć, czuję niedosyt. Będzie kolejny tom?

– Od razu muszę się przyznać, że razem z moim starszym bratem Jackiem, który jest także współautorem książki pt. „Z pamiętnika naszej Matki”, uciekliśmy się do pewnego wybiegu, aby pokazać ten materiał szerszemu gronu czytelników niż tylko rodzinny krąg najbliższych. Otóż Mama w pierwszym z tomów swego, pisanego przez 34 lata, pamiętnika zaznacza, że będzie w nim szczera i nie będzie przed nim miała żadnych tajemnic, ponieważ „nikt nie będzie tych zapisków czytał”.
My jednak uznaliśmy, że warto, korzystając z okazji – a jest nią 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości – opublikować pewnego rodzaju wybór zapisków, które zaczęła pisać w maju 1918 roku, kiedy jako młoda 20-letnia dziewczyna
stała się świadkiem tak ważnych i doniosłych wydarzeń historycznych. Dodatkowo mija też 100 lat od powstania Uniwersytetu Lubelskiego (od 1928 roku KUL), na którym Mama – od jesieni 1919 roku – studiowała (pracując cały czas zawodowo) na Wydziale Prawa. Studia ukończyła w 1924 roku, otrzymując dyplom z lwowskiego Uniwersytetu im. Jana Kazimierza, bowiem Uniwersytet Lubelski nie miał jeszcze pełnych praw wyższej uczelni.

Jacek Mach

  • Czytelnik dostaje więc coś bezcennego – relacje z pierwszej ręki. Wybór był trudny?

– I tak, i nie. Okres odzyskiwania niepodległości i pierwsze lata wolności, tworzenia się zrębów odrodzonego państwa były niezwykłe, a mama bardzo intensywnie włączała się w ten nurt. Dużo też o tym pisała. Musieliśmy więc tylko dokonać pewnej selekcji, oddzielić to, co dotyczyło bardzo osobistych, rodzinnych zapisków i wybrać te, które pokazują Lublin tamtych lat i ludzi, którzy tworzyli historię naszego miasta. Oczywiście dla współczesnego czytelnika, szczególnie dla tego, który zna na wylot liczne publikacje historyczne na temat II Rzeczypospolitej, układ sił politycznych itd. pamiętnik młodej dziewczyny może wydać się naiwny i pozbawiony historycznej perspektywy, ale uznaliśmy, że właśnie w tym autentycznym, pisanym z pasją i emocjami, materiale tkwi jego siła. (...)

Fragment wywiadu pochodzi z Medicusa 1-2/2019

Lekarze są… fascynujący

To w zasadzie najkrótsza recenzja, jaka przychodzi na myśl po lekturze „Lekarzy”, książki, której autorem jest prof. Marian Markiewicz, nestor lubelskich kardiologów. Profesor może poszczycić się ponad sześćdziesięciopięcioletnią praktyką lekarską.
W tym czasie – dodajmy też okres studiów medycznych – prof. Markiewicz poznał wielu, żeby nie powiedzieć wszystkich słynnych lekarzy, którym, jak pisze w swojej książce: „wypadło pracować w Lublinie”. Profesor jednych znał z sal wykładowych, innych już z pracy w szpitalu, z wieloma przyjaźnił się całkiem prywatnie.

„Lekarze” to rodzaj leksykonu, swoistej encyklopedii składającej się z krótkich biogramów niemal 40 twórców powojennej lubelskiej medycyny. Sylwetki zaprezentowane są w alfabetycznym porządku i są tu takie postacie jak m.in. Mieczysław Biernacki, Witold Chodźko, Antoni Gębala, Ludwik Hirszfeld, Kazimierz Jaczewski, Mieczysław Kędra, Tadeusz Krwawicz, Feliks Skubiszewski, Antoni Szczerbo, Alfred Tuszkiewicz, Zygmunt Wysokiński czy Mieczysław Zakryś. (...)

Fragment recenzji pochodzi z Medicusa 5/2017

Pracuję, aby nie zapomnieć medycyny

z prof. Marianem Markiewiczem,
lekarzem, naukowcem i praktykiem kardiologiem,
rozmawia Jerzy Jakubowicz

  • Profesorze, jest Pan wybitnym, znanym i cenionym lekarzem, ale również pisarzem o dużym dorobku.

– Zacząłem pisać przed laty, aby nie zostały zapomniane ważne wydarzenia nie tylko z mojego życia, ale także z historii regionu oraz Polski. Dorobek naukowy, na który składają się 282 pozycje,
można podzielić: na prace kazuistyczne, kliniczne, badawcze i prace poglądowe. Najlepiej znoszą upływ czasu prace kazuistyczne. Natomiast pozycje wspomnieniowe dotyczą osobiście mnie („Moje młode lata” – wyd. 2001 ), wybitnych lekarzy z Lubelszczyzny („Lekarze”, 2017), z którą od lat jestem mocno uczuciowo związany.(...)

Fragment wywiadu pochodzi z Medicusa 11/2017

Jedenaste: nie odbieraj nadziei

z prof. Marianem Markiewiczem,
nestorem lubelskiej kardiologii, autorem książek,
rozmawia Anna Augstowska

  • Studiowanie polonistyki było Pana młodzieńczym marzeniem ale wygrała medycyna. Czy dzisiaj – patrząc na Pana imponujący dorobek pisarski – byłoby inaczej?

– Zdecydowanie nie! Gdybym dzisiaj miał dokonać tego wyboru, po raz kolejny poszedłbym na studia medyczne. Chociaż kiedy wspominam pytanie mojego ojca, które mi zadał po mojej maturze, o to co zamierzam studiować… naprawdę nie umiem odpowiedzieć, dlaczego wtedy powiedziałem: „Będę lekarzem”. W rodzinie nie było takich tradycji, nikt też mnie nie namawiał i nie sugerował, abym wybrał właśnie tę drogę. (,,,)

  • Sylwetki tych profesorów, ale też kilkudziesięciu innych lekarzy, którzy pracowali i tworzyli lubelską medycynę, przywołuje Pan na stronach swych dwóch książek: pierwsza pt. „Lekarze” ukazała się w 2017; tom drugi pt. „Nauczyciele przyszłych lekarzy”, właśnie trafił do rąk czytelników. To dużo więcej niż biogramy, czy encyklopedyczny skrót dokonań bohaterów Pańskich wspomnień. Skąd pomysł?

– Wierzę, że to co zapisane, to zostanie. Dlatego uznałem, że trzeba zrobić wszystko, aby pamięć po tych ludziach przetrwała i nie ograniczała się tylko do krótkich wzmianek w archiwalnych zapiskach. Zasługują na dużo więcej. To byli lekarze, dla których życie chorego było największym dobrem. Uważam, że nas lekarzy obowiązuje „jedenaste przykazanie”: nie odbieraj nadziei chorym. Dum Spiro, spero. A lekarz powinien być zawsze przy chorym i być jego przyjacielem. I tacy byli lekarze ze stron moich książek. Miałem też zaszczyt być studentem lub asystentem wielu z nich. Widziałem jak pracowali, jaki mieli sposób na bycie lekarzem, poznałem ich charakterystyczne cechy, często byłem świadkiem różnych, także anegdotycznych zdarzeń, w których uczestniczyli. Uznałem, że nie mogę o tym nie napisać. Bo jak nie ja, to kto? (...)

Fragment wywiadu pochodzi z Medicusa 10/2019