Zagrożenie chorobami cywilizacyjnymi

W Polsce żyje 15 mln osób w wieku produkcyjnym, pracuje niemal 7 tys. lekarzy medycyny pracy, którzy wykonują blisko 5 mln badań rocznie. Jednak osoby pracujące nie są objęte profilaktyką chorób cywilizacyjnych. W raporcie z marca br. Medycyna pracy i medycyna laboratoryjna w zapobieganiu chorobom cywilizacyjnymi eksperci podkreślają, że bez regularnych badań przesiewowych ta profilaktyka wciąż pozostanie na niskim poziomie.
Autorzy raportu, we współpracy z ekspertami z dziedziny medycyny laboratoryjnej, wyodrębnili rekomendowany panel badań laboratoryjnych dla chorób cywilizacyjnych, którego wdrożenie istotnie poprawiłoby wykrywalność chorób cywilizacyjnych oraz stanów im zagrażających. Badania te obejmują: w odniesieniu do chorób układu krążenia – profil lipidowy w ocenie ryzyka sercowo-naczyniowego; w odniesieniu do cukrzycy i stanu przedcukrzycowego: glukoza, HbA1c; w odniesieniu do przewlekłej choroby nerek:
kreatynina, eGFR, albuminuria (wskaźnik albumina/kreatynina [ACR]), badanie ogólne moczu z oceną elementów upostaciowanych; w odniesieniu do przewlekłych chorób wątroby: ALT, AST, HBsAg, anty-HCV Ab; w odniesieniu do niedokrwistości, chorób rozrostowych układu krwiotwórczego: morfologia 5-diff. To jest raptem 15 badań, które powinno się oznaczać co 2 lata.
Większość ww. badań wchodzi w zakres koszyka świadczeń gwarantowanych w ramach POZ. Tymczasem model rozliczania badań laboratoryjnych ze stawki kapitacyjnej, nie motywuje lekarzy do kierowania pacjentów na badania analityczne.
Obowiązek poddania się badaniom profilaktycznym pracownika wynika wprost z przepisów prawa. Ograniczeniem – z perspektywy profilaktyki chorób cywilizacyjnych – jest ścisłe ukierunkowanie badań na cel w postaci wydania orzeczenia lekarskiego lub o istnieniu przeciwwskazań zdrowotnych do podjęcia pracy.
Z uwagi na istotny cel społeczny, jakim jest walka z chorobami cywilizacyjnymi, w ocenie autorów raportu zasadne byłoby wprowadzenie obligatoryjności badań. Byłby to obowiązek skierowania pracownika przez lekarza SMP na badania profilaktyczne chorób cywilizacyjnych. O poddaniu się badaniom decydowałby sam pacjent. Wówczas kompetencje SMP zostałyby rozszerzone o czynne poradnictwo z zakresu chorób cywilizacyjnych.
Obecnie to pracodawcy ponoszą koszty profilaktyki wykonywanej w ramach SMP. Są bowiem ustawowo zobowiązani do finansowania badań wstępnych, okresowych i kontrolnych, a także kosztów profilaktycznej opieki zdrowotnej niezbędnej ze względu na warunki pracy (rocznie ok. 0,5 mld zł). Część finansowania diagnostyki profilaktycznej, wykonywanej przez SMP, mogłaby pochodzić z lepszego wykorzystania badań profilaktycznych, prowadzonych przez wojewódzkie ośrodki medycyny pracy, finansowanych przez samorządy
województw. Jednak podstawowym źródłem finansowania powinien być Narodowy Fundusz Zdrowia.

Konieczna współpraca POZ i SM. Dotkliwym mankamentem we wzajemnym funkcjonowaniu POZ oraz SMP jest brak realnej współpracy w zakresie opieki nad pacjentem. Jednak dostępna już Platforma P1 w perspektywie kilku lat powinna ułatwić podmiotom SMP oraz POZ wzajemną wymianę dokumentacji medycznej pacjenta. Fundamentem tej współpracy byłby podział odpowiedzialności za prowadzenie diagnostyki profilaktycznej chorób cywilizacyjnych. SMP przejęłaby odpowiedzialność za prowadzenie badań laboratoryjnych w kierunku profilaktyki chorób cywilizacyjnych wobec osób podlegających jej właściwości, zaś na POZ spoczywałby nadal obowiązek przeprowadzania laboratoryjnych badań przesiewowych u osób spoza obszaru działalności SMP (czyli przede wszystkim u dzieci i młodzieży, emerytów oraz rencistów).

Po co niweczyć dorobek przychodni SMP? Przez ponad 40 lat byłem kierownikiem Przychodni Międzyzakładowej, która w szczytowym okresie swojej działalności sprawowała opiekę profilaktyczno-leczniczą nad blisko sześciotysięczną grupą pracowników, głównie energetyki. Dziś, kiedy czytam propozycje zawarte w raporcie, to po raz kolejny dziwię się po co zniszczono dorobek wieloletniej pracy tylu przychodni i tak wysoko wykwalifikowanej kadry medycznej. Już wtedy prowadziliśmy nie tylko szeroką działalność profilaktyczną, wykonując pełen zakres badań z badaniami laboratoryjnymi. Powszechnie oznaczano poziom glukozy, nie było kolejki do specjalistów, prowadzono czynne poradnictwo, wizytacje stanowisk pracy, analizowano stan zdrowia pracowników, o czym
informowano na naradach BHP. W sposób istotny odciążaliśmy leczniczo i finansowo placówki POZ. Dalszej działalności przychodni przy- i międzyzakładowych z dużym zaangażowaniem broniły zakładowe organizacje związkowe, przy braku zainteresowania związków zawodowych wyższego szczebla. Tylko Wojewódzkim Przychodniom Medycyny Pracy pozwolono przekształcić się w Centra Profilaktyczno-Lecznicze, które prowadziły nadal poprzednią działalność. Tak jak zniszczono szkolnictwo zawodowe, prowadzone przez zakłady pracy, tak samo zniszczono zakładowe placówki medycyny pracy. Nadal w Polsce preferowana jest działalność w rodzaju chińskiej rewolucji kulturalnej – zniszczyć wszystko do fundamentów, a później odbudowywać coś ze zgliszcz.
Autorzy raportu mówią jasno, że medycyna pracy nie wróci do korzeni, a to, co kiedyś w dużej mierze było realizowane, pomijają milczeniem.
Jerzy Jakubowicz