Z lekarką raźniej

Marek Stankiewicz

Marek Stankiewicz

Starsze osoby, które są przyjmowane do szpitali w USA, mają nieco większe szanse na przeżycie, jeżeli zajmie się nimi kobieta – przyznają naukowcy z Har­vardu. To szokujące doniesienie powtórzyły prawie wszystkie amerykańskie media. Wyniki badań zostały opublikowane na łamach prestiżowego pisma medycznego „JAMA Internal Medicine”.

Co trzeci amerykański lekarz jest kobietą. Ale już dokładnie połowa obecnych absolwentów i studentów uczelni medycznych to płeć piękna. Niestety, nie mogą liczyć na wyższe zarobki niż ich ustosunkowani koledzy. Chociaż podobno kobiety ściślej trzymają się oficjalnych wytycznych w postępowaniu klinicznym. Lepiej też radzą sobie w bezpośrednim kontakcie z pacjentem.

I to wcale nie jest wróżenie z fusów, lecz naukowe analizy wskaźników umieralności ponad 1,5 mln hospitalizowanych osób w wieku powyżej 65 lat. Naukowcy prześledzili również przypadki 1,5 mln osób w tym samym wieku, które zostały przyjęte na szpitalne oddziały, zostały z nich wypisane, ale ze względu na pogorszenie ich stanu zdrowia znalazły się tam z powrotem w ciągu miesiąca. Wzięto pod uwagę wszystkie czynniki mogące potencjalnie wpłynąć na skuteczność leczenia.

Ryzyko przedwczesnej śmierci u starszej osoby w okresie 30 dni po przyjęciu do szpitala było o 4 proc. mniejsze, jeżeli tym pacjentem czy pacjentką zajęła się internistka, a nie internista. Ta różnica może się wydawać niewielka. Gdyby jednak ją zniwelować, czyli gdyby lekarze dorównali lekarkom, moglibyśmy uniknąć 32 tys. zgonów rocznie. To tyle, ile każdego roku ginie w wypadkach drogowych w USA.

Z kolei badacze z uniwersytetu w Montrealu dowodzą, że lekarki istotnie zapewniają pacjentom lepszą opiekę, ale ich koledzy są wydajniejsi. Przyjmują dwa razy więcej pacjentów. Kobiety tracą na wydajności, ponieważ są bardziej dokładne, więcej czasu chcą poświęcić jednej osobie.

Dlaczego lekarki mają lepsze wyniki? Opinie badaczy, skąd biorą się takie różnice, są na razie podzielone. Nie brakuje przy okazji seksistowskich kpin. Ale dziś seksizm rozpatruje się w szerszym kontekście, jakim jest dyskryminacja ze względu na płeć. Są sytuacje, gdy dotyka też mężczyzn, choć znacznie rzadziej. Kobiety napotykają „szklany sufit”, kiedy nie mają już co liczyć na awans, a w przypadku mężczyzn ma to być „szklana piwnica”, z której, jak już się w niej znajdą, nie mogą się wydostać. Ale o tym może innym razem.

Marek Stankiewicz

stankiewicz@hipokrates.org