Wystarczy tylko chcieć

z Maciejem Berbeckim, chirurgiem w trakcie specjalizacji, poliglotą tańczącym salsę, rozmawia Anna Augustowska

  • To „coś” trzeba mieć we krwi, czy po prostu chcieć?

– Trzeba chcieć, to podstawa! Ale myślę, że posiadanie predyspozycji takich jak poczucie rytmu, muzykalność, jest zapewne dodatkowym atutem. Ja od dziecka słyszałem, że mam to „coś”, oboje rodzice mają poczucie rytmu. O ojcu od jego znajomych słyszałem, że świetnie tańczy i bardzo możliwe, iż te geny odziedziczyłem.

 

  • Wcześnie dały o sobie znać?

– W szkole podstawowej, do której chodziłem w rodzinnych Tyszowcach, działał prężnie Zespół Pieśni i Tańca „Tyszowiacy”. Trafiłem do niego już chyba na samym początku nauki, w II lub III klasie podstawówki. Tańce ludowe to wspaniała przygoda. Jest to szansa na poznanie naszej historii i kultury, dla mnie osobiście była to możliwość nauczenia się: polki, walczyka, kujawiaka. Myślę, że umysł dziecka jest bardzo plastyczny – łatwo przyswaja sobie podstawy rytmiki i zachowań scenicznych.

 

  • I przerwa?

– Przerwa trochę trwała. Po maturze przez pół roku studiowałem farmację, ale czułem, że to nie dla mnie. Ciągnęło mnie na medycynę (to też chyba mam po tacie, który jest lekarzem rodzinnym). Kiedy dostałem się na Wydział Lekarski Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, chciałem skupić się na nauce. Zdobywanie wiedzy pochłaniało większość czasu (każdy z nas dobrze wie, że do anatomii trzeba było zakuwać) i na szukanie zorganizowanych zajęć tanecznych nie było już miejsca. Chyba nawet o tym wtedy nie myślałem. Oczywiście o tańcu nie zapomniałem, królował on na domówkach, imprezach w klubach czy weselach.

 

  • Jednak nie tylko taniec?

– Chodzi o języki obce? Tak, to moja wielka pasja. Od dziecka uczę się języków z prawdziwą przyjemnością i zacięciem. Zaczynałem jak większość moich rówieśników od języka angielskiego – ale nie poprzestałem na tym. W liceum, do którego uczęszczałem, istniała bardzo długa tradycja nauczania języka francuskiego. Tak, też zaszczepiono mi zamiłowanie do francuskiego. Nasze lekcje były na bardzo wysokim poziomie. Polubiłem ten język tak bardzo, że nawet przez chwilę brałem pod uwagę zdawanie na romanistykę. Naprawdę! Jednak moje powołanie na czas pokierowało mnie w dobrą stronę.

 

  • A język włoski?

– Czysta przyjemność, którą zafundował mi los. Przez całe 6 lat studiów, rokrocznie odwiedzałem Wieczne Miasto – Rzym, gdzie z kolei w jednym ze szpitali pracowała moja mama. Zakochałem się w tym mieście, uważam, że poruszam się po nim swobodniej niż chociażby po stolicy naszego kraju. Podczas pobytów chłonąłem język, zwiedzałem, wiele nauczyłem się od przypadkowo spotkanych Włochów. Czegóż chcieć więcej? Ponoć istnieje teoria, że każdy następny język obcy „wchodzi do głowy” niejako automatycznie, bazując na już istniejących podstawach.

 

  • To sprawdza się także przy nauce niemieckiego?

– Tak, sprawdza się, chociaż pochodzi on z innej grupy językowej: jest mniej śpiewny, ma sztywno określone reguły stylistyczne i gramatyczne w porównaniu z językami romańskimi. Mimo to razem z żoną uczymy się go dzielnie już od trzech lat i mamy zamiar wspólnie kontynuować naukę. Nie ukrywam, że chciałbym jeszcze nauczyć się języka rosyjskiego lub japońskiego, jednak obecnie głównym ograniczeniem jest czas, który poświęcam nauce zawodu i rodzinie.

 

  • Wróćmy teraz do połowy studiów medycznych, bo wtedy…

– Wtedy w Lublinie rozpoczęła studia moja przyjaciółka z lat dziecięcych, tyszowianka, z którą zapisałem się na kurs tańca w jednej z lubelskich szkół – Akademii Promocji Tańca w Lublinie. I tak zakochałem się w salsie. Jest to niezwykle żywiołowy, pełen ekspresji, energii i emocji taniec, który tańczymy do bogatej w wiele rytmów muzyki.

 

  • Salsa to słowo, które po hiszpańsku oznacza smak sugerujący pikantne i aromatyczne doznania. Taniec też?

– Oczywiście! W końcu salsa w muzyce narodziła się w latach 1940–1970 z fuzji rytmów afrokubańskich i karaibskich pod dużym wpływem jazzu. Rozwijała się zarówno na Kubie, w Portoryko, Nowym Jorku, jak i innych krajach latynoskich regionu Karaibów. To wszystko wyjaśnia – żywiołowość i zmysłowość jest wpisana w rytm salsy. Kiedy tańczymy salsę poddajemy się jej całym ciałem. Trzeba dać się ponieść muzyce!

 

  • Salsa niejedno ma imię…

– To prawda. Salsa ma wiele stylów, odmian: mambo, cha-cha, salsa New York, kolumbijska, kubańska, salsa Los Angeles, a nawet lambada ma w sobie salsę lub jej elementy. Każdy znajdzie coś dla siebie. Od pewnego czasu interesuje mnie również bachata, która wywodzi się z Dominikany, a także nowy zouk – bardzo sensualna, latynoamerykańska odmiana tańca, wymagająca dużej świadomości muzyki i giętkości ciała. Taniec ten to przede wszystkim ruchy bioder oraz ramion zsynchronizowane w parze. Wszystko to sprawia, że pary tańczące zouka wprost „płyną” po parkiecie, poruszając się zgodnie w miękkim, zmysłowym i lekkim tańcu. Korzeni zouka należy szukać na słonecznych, karaibskich wyspach. Od jesieni prowadzę zajęcia w Akademii Promocji Tańca dla osób, które chciałyby nauczyć się tego tańca. Gorąco zapraszam i zapewniam, że Słowianie mają sporo temperamentu, aby tańczyć tak ogniście i energetycznie.

 

  • Pokazy, zawody? Można salsowiczów gdzieś podziwiać?

– Od początku jestem związany z Akademią Promocji Tańca na lubelskim Czechowie. W ostatnim czasie wraz z innymi pasjonatami tańczymy w parach autorskie choreografie i improwizacje taneczne znanych utworów muzycznych. Nasza grupa składa się z 4-5 par, a nasze układy choreograficzne ćwiczymy „po godzinach”. Ostatnio naszą latinointerpretację „Thrillera” Michaela Jacksona można było obejrzeć w Sky Park Galerii Olimp. Dodatkowo braliśmy udział w mistrzostwach IDO w Przemyślu, gdzie ze swoimi pokazami zajęliśmy miejsca na podium. Poza tym uczestniczyliśmy w warsztatach podczas corocznego międzynarodowego festiwalu salsy „Bachaturo” w Warszawie, gdzie otrzymaliśmy potężny zastrzyk inspiracji. Naszym marzeniem na przyszłość jest stworzenie wspólnego miejsca spotkań lubelskich salsowiczów.

 

  • W tym roztańczeniu jednak najważniejsza jest chirurgia?

– To moje zawodowe marzenie. Pasjonujące i ogromnie dla mnie ważne. Od pół roku jestem rezydentem w Oddziale Chirurgii Ogólnej w szpitalu w Kraśniku. Zawsze chciałem robić właśnie tę specjalizację i z każdym dniem przekonuję się, że to to. Obecnie moje zainteresowania skupiają się głównie w obszarze chirurgii laparoskopowej, dignostyki i chirurgii endoskopowej, oraz leczenia żywieniowego. Będę kontynuował moje zainteresowania i rozwijał się w tym kierunku.