Wstęp

Skończyła się kanikuła i czas wrócić na ziemię, zmienić „japonki” na nie mniej seksowne obuwie robocze, piasek plaż i bruk miast egzotycznych skąpanych w słońcu, na chłód i pochmurne niebo (piszę te słowa po połowie września). Ale się pomyliłem.

Wylądowałem w najgorętszym miejscu na świecie, szczycie kampanii wyborczej. Ktoś zrobił sondaże i wyszło, że Polakom najbardziej zależy na zdrowiu i się zaczęło. Oliwy do ognia dolała OIL w Warszawie rozpoczynając kampanię społeczną o zdrowiu. Słupek finansowy od razu skoczył ku górze i nie schodzi poniżej 6 proc. PKB, aż boję się o stan budżetu, bo został jeszcze prawie miesiąc do ciszy wyborczej. Ministerstwo zadbało o dzieci i wypichciło stosowną ustawę o stomatologicznej opiece szkolnej, zapewniającej wszystkim naszym uczącym się milusińskim zdrowie jamy ustnej. Nie zapewniło jednak odpowiedniej liczby wykonawców (obecnie jest ok. 7 tysięcy tzw. podmiotów stomatologicznych na 24 tysiące szkół). Ktoś przeoczył reformę systemu oświatowego i zapomniał, że wśród milusińskich są również 19-latkowie. A im się nie należy, bo NFZ zakontraktował tylko świadczenia do lat 18. No to się uczniom należy, czy nie należy? (właściwe podkreślić).

Kolejki do specjalisty skracają się do 21 dni (politycy chyba w młodości grali w oczko, bo ta magiczna liczba powtarza się u wszystkich). Skróci się, czy nie? Lekarze w ramach odbiurokratyzowania pracy dostali obowiązek składania bieżącego stanu kolejkowego tak, aby każda wizyta i jej charakter były znane płatnikowi. Ciekawe, kto i kiedy skorzysta z tej wiedzy, skoro NFZ-ty na potęgę szukają ludzi do pracy. A pacjent czeka, doktor wpisuje, a jak się wkurzy i sobie pójdzie, to kolejny i tak poczeka, bo doktor wypisuje uciekiniera z kolejki. Aby ulżyć SOR-om chory będzie miał możliwość skorzystania z wybranej przez płatnika opieki specjalistycznej, która będzie lepiej wyceniana. Obietnice sypią się jak z rękawa, wszyscy niebawem zaczną chwalić ochronę zdrowia, a przede wszystkim jej reformatorów.

I tylko wszyscy zapomnieli, że mieszkamy w kraju, w którym brakuje lekarzy. Nikt nie zadaje sobie pytania: „Kto to wszystko zrobi?”. Powoli na emeryturę zaczną odchodzić roczniki wyżu demograficznego kończące studia w czasach, kiedy wydziały lekarskie liczyły ponad 400 osób. Część odejdzie, część ograniczy swoją działalność. Jak do tego się ma 4126 miejsc rezydenckich, zapewnionych w tym roku przez państwo? Aby załatać dziury i zapobiec kryzysowi należałoby przez co najmniej 10 lat wszystkich kończących studia wysłać na specjalizację. Dałoby to jedynie szansę uniknięcia szoku, a nie poprawę opieki zdrowotnej. Znamy wszyscy i chętnie używamy powiedzenia, że herbata nie robi się słodsza od mieszania. Wszyscy?

Żeby do końca nie było tak ponuro, zapraszam na kolejne spotkanie integracyjne, tym razem „Święto Ziemniaka” w pierwszy weekend października. Informacje na stronie LIL.

Leszk Buk

lbuk@oil.lublin.pl, tel. 601 800 779