Wspomnienie – Andrzej Nowiński (1938-2014)

 

Pięć lat temu, 23 grudnia 2014 roku, zmarł Doktor Andrzej Nowiński. Był moim przyjacielem przez kilkadziesiąt lat.

Od urodzenia mieszkał w Lublinie, tu kończył szkoły, tu po maturze rozpoczynał studia medyczne. Poznaliśmy się na studiach. Trudno mi po tylu latach powiedzieć, co mogło być bezpośrednim początkiem naszej przyjaźni. Nie byliśmy podczas studiów w jednej grupie na zajęciach, nie łączyły nas wspólne zainteresowania – np. sportem, którego ja byłem czynnym i biernym pasjonatem. Andrzej dla odmiany, sportem zajmował się w symbolicznym wręcz wymiarze i w zasadzie tylko teoretycznie. Ale obaj mieszkaliśmy z rodzinami w śródmieściu Lublina i siłą rzeczy tworzyliśmy pewną grupę „wzajemnej adoracji”. Odwiedzaliśmy się, poznawaliśmy swoje rodziny, a także zainteresowania, do których należały m.in. spotkania przy stoliku brydżowym. Andrzej był w tych spotkaniach niekwestionowanym liderem. Z czasem poznawałem cechy Jego charakteru, które po latach coraz bliższej znajomości można określić następująco: punktualność, konsekwencja w postępowaniu i życzliwość wobec innych.

Andrzej, nawet w kontaktach towarzyskich, nie tolerował rzucania słów na wiatr. Niedotrzymanie terminów podjętych zobowiązań, czy tylko zwykłych obietnic, zawsze kończyło się ostrymi wymówkami. Chyba też jako jedyny, od początku studiów wiedział, że w przyszłości podejmie specjalizację z okulistyki i konsekwentnie tę decyzję realizował.

A życzliwość wobec innych… Na każdym kroku i w każdych okolicznościach mogliśmy liczyć na Jego pomoc. Był zawsze dostępny, chętny do pomocy. Doświadczyłem tego w niecodzienny sposób, gdy przez kilka miesięcy Andrzej spełniał rolę opiekuna i potem „p.o. taty” nad moją ciężarną żoną i pierworodnym synkiem, podczas gdy ja – „wyrodny” mąż i ojciec – przebywałem na stażu za granicą. Spisał się doskonale i byłem Mu za to ogromnie wdzięczny. Nic zatem dziwnego, że został potem ojcem chrzestnym mojego syna.

Te wszystkie cechy były charakterystyczne dla Andrzeja od chwili, gdy Go poznałem, aż do końca Jego życia. Były zaletą, ale też czasem i przyczyną nieakceptacji przez innych. W okresie młodości nie miało to większego znaczenia, ale w „dorosłym”
życiu zawodowym, czy społecznym – w nielicznych na szczęście przypadkach – miało to dosyć istotne znaczenie.

Okulistyczne wykształcenie Andrzej zdobył w klinice kierowanej przez prof. Tadeusza Krwawicza. Swoje zawodowe zainteresowanie poświęcił strabologii, dziedzinie zajmującej się leczeniem niedowidzenia i zeza przede wszystkim u dzieci. Przez szereg lat był jedynym specjalistą w regionie, zajmującym się tą specjalnością. W poradni, której był współorganizatorem Andrzej przepracował 37 lat, udzielając w tym czasie ponad 75 tysięcy porad lekarskich, a pracujące z Nim ortoptystki wykonały ponad 350 tysięcy ćwiczeń.

Po zlikwidowaniu poradni leczenia niedowidzenia i zeza w 2009 roku i po przejściu na emeryturę, Andrzej nadal pracował w poradniach okulistycznych na terenie Lublina. Był również „nadwornym” lekarzem okulistą dla przyjaciół i ich dzieci, niezwykle dokładnym, czy wręcz pedantycznym.

O swoich pozazawodowych zainteresowaniach tak mówił: Lubię wypoczywać na łonie przyrody, w ciszy i spokoju i do tego z dobrą książką. W czasach studenckich pasjonowałem się brydżem i nawet z moim przyjacielem, Wojciechem Machem, byliśmy mistrzami lubelskiej Akademii Medycznej w brydżu sportowym.

A o tym wydarzeniu tak lubelski „Sztandar Ludu” z dnia 21 marca 1961 roku pisał: Klub ZMS przy Akademii Medycznej zorganizował bardzo udaną imprezę: turniej brydża sportowego o mistrzostwo tej uczelni. Zwyciężyła para z Wydziału Lekarskiego: Mach – Nowiński.

Był to pierwszy, ale i ostatni sukces w tej konkurencji. Brydż sportowy nigdy nie został naszą pasją, natomiast regularne spotkania przy stoliku brydżowym przetrwały kilkadziesiąt lat. Jeszcze we wrześniu i październiku 2014 roku kolejne spotkania odbyły się w gościnnych progach Państwa Nowińskich. I były to ostatnie spotkania o tym charakterze.

Osobny rozdział działalności Andrzeja to Jego praca w odrodzonym po 1989 roku samorządzie lekarskim. Początkowe zainteresowanie działalnością samorządu z czasem przerodziło się w niezwykłą aktywność w kolejnych latach i trwało do ostatnich chwil Jego życia. Ukoronowaniem zasług Nowińskiego dla Lubelskiej Izby Lekarskiej było nadanie Jego imienia sali konferencyjnej naszej Izby. I ta informacja musi Czytelnikom wystarczyć, bowiem przedstawienie aktywności i osiągnięć Doktora Nowińskiego dla odrodzonego samorządu lekarskiego wypełniłoby zapewne cały numer Medicusa.

Wojciech Mach