Szlachetne praktykowanie medycyny

Marek Derkacz 2010 cmykZłota zasada

Podstawą właściwego rozpoznania jest dokładnie zebrany wywiad oraz badanie fizykalne. To złota zasada wpajana nam od studiów. Podobnie jak kolejna, mówiąca, że badania laboratoryjne i obrazowe są jedynie dodatkiem do całości. Dobry wzrok, słuch, węch oraz wyczulony dotyk są w stanie przybliżyć nas do rozwikłania zagadki, jaką stanowi choroba naszego pacjenta. Podobnie jak umiejętnie przeprowadzony wywiad i nasza intuicja, które skutecznie mogą przyspieszyć postawienie właściwego rozpoznania, a tym samym uratować zdrowie i życie naszym pacjentom. Tymczasem współczesna medycyna coraz bardziej ufa wynikom na papierze i na nich niekiedy nazbyt pochopnie opiera swoje diagnozy. Odchodzenie od dokładnie zebranego wywiadu i badania fizykalnego pacjenta w dużej mierze wynika z braku czasu, często spowodowanego nadmiarem pracy i biurokratycznymi obowiązkami, których co roku dokłada się lekarzom. Z lekarza zrobiono „medyka-urzędnika”, który z obawy o finansowe kary woli dokładnie sprawdzić stopień refundacji leków, niż poświęcić ten czas na zbadanie chorego.

 

Potrzeba reedukacji i doświadczenia amerykańskie

W Polsce poza częścią lekarzy i niektórymi niezadowolonymi z efektów leczenia pacjentami, nikt nie dostrzega problemu. W innych krajach zauważono go już jakiś czas temu. Aby mu przeciwdziałać, niektóre uczelnie medyczne stworzyły specjalne programy, mające na celu reedukację w zakresie właściwego badania chorych. Przesłaniem tych programów jest założenie, że dobrze przeprowadzone badanie fizykalne oraz rozmowa z chorym mogą zwiększyć dokładność diagnostyczną, jak również ograniczyć wykonywanie kosztownych badań. Poprawiają również relacje lekarz – pacjent.

Pod artykułem o wymownym tytule „The Physical Exam vs Diagnostic Tests”, który ukazał się w USA, pojawiło się wiele komentarzy potwierdzających w rzeczywistości wiodącą rolę dokładnego badania i wywiadu z chorym. Amerykańscy lekarze niemal bez wyjątku podkreślają, że podstawą ich pracy z pacjentem, pomimo szerokiej dostępności do nowoczesnych metod diagnostycznych, jest wywiad i badanie lekarskie. Zaś wszelka dodatkowa diagnostyka znajduje się na drugim miejscu. Choć niezaprzeczalnie stanowi ona cenne uzupełnienie całości procesu leczniczego.

 

Ostrożność jak najbardziej zalecana

Mój były szef, obecnie emerytowany profesor, nie do końca ufał wynikom badań hormonalnych pochodzących z jednej z większych polskich „sieciówek”. W szpitalu wśród lekarzy krążyły nawet anegdoty, według których o wyniku posiewu krwi miał decydować rzut monetą. Orzeł oznaczał paciorkowca, zaś reszka gronkowca. Zresztą, jak przyznał w rozmowie z jednym z medycznych portali prof. Bogdan Solnica, konsultant krajowy w dziedzinie diagnostyki laboratoryjnej – w egzekwowaniu jakości badań zatrzymaliśmy się jakby w pół kroku. Regulacje prawne narzucają laboratoriom obowiązek prowadzenia skrupulatnej kontroli jakości badań, ale nie ma rozwiązania dotyczącego tego, co robić, gdy jakość badań wykonywanych w danym laboratorium
nie jest zadowalająca. Potwierdził też, że w chwili obecnej nie ma odpowiednich narzędzi prawnych, by wstrzymać wykonywanie badań w takich laboratoriach. Również i z tego względu bardziej powinniśmy opierać się na dokładnie zebranym wywiadzie i szczegółowym badaniu chorego. Zgłoszenie się pacjenta z wykonanym USG brzucha, w którym nie stwierdzono zmian, nie zwalnia nas z badania fizykalnego. Wielu z nas zapewne pamięta historię czterdziestokilkuletniej pacjentki, która zgłosiła się do jednego z lubelskich szpitali z powodu niewielkiego bólu oraz powiększania się obwodu brzucha. Lekarz dyżurny zamiast dokładnie zebrać wywiad i zbadać kobietę, podejrzewając przyczynę nowotworową w postaci guza jamy brzusznej zlecił jej pilne CT. W badaniu okazało się, że pacjentka była w ciąży, co zupełnie podważyło zasadność wykonania badania.         Czemu zatem, gdy nie jesteśmy pewni, zamiast dokładnie porozmawiać z chorymi i zbadać ich, wolimy zlecać kolejne badania? Bo tak jest prościej, szybciej, a może wygodniej? A może unikamy interakcji z chorymi? Warto przypomnieć tu sobie słowa Hipokratesa, który mówił, że „ze wszystkich sztuk medycyna jest najszlachetniejsza”.

Jednak bez interakcji z pacjentem – rozmowy i bezpośredniego badania, obdzieramy medycynę z jej szlachetności. Sprawmy zatem, aby medycyna stała się znowu dla nas sztuką. Wszystko jest przecież w naszych rękach.

Marek Derkacz

marekderkacz@interia.pl