Szkoda gadać

Testowy pogrom

Marek Stankiewicz

Marek Stankiewicz

Aż 91 proc. zdających PES w sesji jesiennej „oblało” pisemny test. W Internecie zawrzało. Ci, którzy nie zdali, twierdzą, że testy są zbyt trudne, zawierają liczne podpunkty, zdania wielokrotnie złożone i podwójne zaprzeczenia. Nie brak także pytań opartych na pojedynczych doniesieniach naukowych i opiniach. Złośliwi powątpiewają nawet, czy konsultant krajowy zaliczyłby ten test, gdyby wcześniej nie widział pytań.

Na ironię zakrawa jednak fakt, że w państwie, w którym obowiązują przepisy dotyczące dostępu do informacji publicznej, nie można upublicznić pytań egzaminacyjnych. A nie można, bo zakazuje tego ustawa o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Odtajnienia pytań już kilka razy domagała się Naczelna Izba Lekarska.
Za każdym razem dostawała odmowę. Dotychczasowych testów broni niczym oblężonej twierdzy prof. Mariusz Klencki, dyrektor Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi. Zdaniem profesora, PES to egzamin nie z wiedzy o bazie pytań, ale z zasobu wiedzy, pozwalającej samodzielnie wykonywać zawód specjalisty i uczyć następne pokolenia.

Szczerze mówiąc, wyniki jesiennego PES są podobne do zdawalności egzaminu komisyjnego na uczelniach. Na pięciu zdających czterech repetuje rok. Ten fakt nie stawia żadnej uczelni na baczność. Taka statystyka pomija wszystkich, którzy zdali egzaminy w pierwszych terminach. W jesiennym egzaminie brali udział wyłącznie poprawkowicze, i to jeszcze tacy, którzy nie skorzystali z wcześniejszej możliwości zdawania egzaminu europejskiego. Medialne larum bez odpowiedniego komentarza szkodzi przede wszystkim pacjentom. U przeciętnego człowieka, którego wkrótce czeka operacja, takie enuncjacje budzą strach.

Zdaniem krajowego konsultanta, prof. Krzysztofa Kuszy, przyczyną spadku w rankingach zdawalności jest to, że mamy w kraju dużą liczbę ośrodków szkolących przyszłych specjalistów, mających akredytację, choć nie powinny jej mieć. Ci, którzy kiedyś uzyskali akredytację czasem kłamią, że spełniają jej warunki i ciągle otrzymują rezydentury. Natomiast akredytacji raz przyznanej nie można odebrać.

Amerykański ekonomista Milton Friedman opublikował pracę dowodzącą, że amerykańskie egzaminy certyfikujące dla lekarzy nie służyły ocenie kto ma wystarczającą wiedzę, by wykonywać zawód lekarza a kto nie, lecz regulowaniu liczby lekarzy na rynku.

W każdym szanującym się kraju taki egzamin zostałby unieważniony. Sytuacja kuriozalna, typowa dla Polski. A może chodzi o to, aby nie uzyskali tytułu specjalisty i nie wyjechali do pracy za granicę? Jako starszy kolega życzę młodym, aby się zjednoczyli, działali odwołując się do licznych instytucji, które mogą zrobić porządek i doprowadzić do normalności. Wynajmijcie dobrych prawników, a sprawią, że prawo będzie stać po waszej stronie.

Marek Stankiewicz

stankiewicz@hipokrates.org