Sto i jeden dzień dla Radziwiłła

Za sterami państwa zasiadła teraz formacja, która głosi, że jest dobrą zmianą. Co więcej, co chwilę powtarza, że da radę. Przewrócenie Trybunału Konstytucyjnego przez Sejm, Senat i prezydenta RP w ciągu zaledwie doby potwierdza te zaklęcia. Ekspresowe ułaskawienie niewinnego jeszcze ministra zwodzi naiwnych, że wkrótce również zdrowie Polaków może być też tak samo bystro ułaskawione.

Radziwill_staz_MST6916 cmyk

4 grudnia w siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej: minister Konstanty Radziwiłł w towarzystwie wiceministra Jarosława Pinkasa i prezesa NRL Macieja Hamankiewicza ogłosił przywrócenie lekarskiego stażu podyplomowego

W pierwszej chwili myślałem, że świat aż tak bardzo w ciągu jednej nocy po wyborach się nie zmienił. Osobiście nadal błagam Czytelników, żeby nie lamentować i nie ogłaszać żałoby ani końca cywilizacji. Nie żałować pokonanych w wyborach na własne życzenie, ani nie bać się zwycięzców. Wyborczy werdykt jest swoistym barometrem problemów społecznych w Polsce. Żyjemy obok siebie od co najmniej ćwierćwiecza w kraju podzielonym na pół. Koniec kropka. Wyborcze wahadełko co chwilę wychyla się nieśmiało i nieznacznie. Musimy więc w środowisku medycznym rozmawiać ze sobą, jak przezwyciężyć ten podział. Strzelanie fochów nam nie przystoi.

Partia Jarosława Kaczyńskiego uwiodła wyborców obietnicą likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia, opieki zdrowotnej dla wszystkich, nie tylko dla płacących składki, utworzenia sieci szpitali, przywrócenia stażu, utrzymania podwyżek dla pielęgniarek i zmian dotyczących refundacji, NFZ i pracy lekarzy rodzinnych, nowego pakietu antykolejkowego, darmowych leków dla osób po 75. roku życia.

Ministrem zdrowia został Konstanty Radziwiłł. O nowym szefie NFZ panuje na razie salonowe milczenie. Powiem krótko, z Konstantym pracowałem przez 13 lat, dzień w dzień, jako redaktor naczelny „Gazety Lekarskiej”. Przez osiem lat był moim szefem. Nigdy nie cenzurował mnie, ani nie upomniał, że „komuś coś tam się nie podobało”, choć wiele razy, za moją namową, po koleżeńsku dyskutowaliśmy, co i jak wyjaśnić środowisku lekarskiemu jeszcze jaśniej w „Gazecie Lekarskiej”, o co tak naprawdę chodzi. Co więcej, Konstanty dotychczas skutecznie bronił i wspierał niezależne opinie. Choć swoje widzenie świata stawiał zawsze bardzo wysoko. Byle czym nie dało się go łatwo przekonać. Mam nadzieję, że nadal będzie tak samo.

Jak żyć, panie ministrze?

OZZL, którego Wielki Lider (nazwisko właśnie uciekło mi z pamięci) odsądzał od czci i wiary izby lekarskie, zawsze, kiedy tylko chciał, mógł się cieszyć właśnie gościnnością Radziwiłła. Liczne konferencje prasowe OZZL, transmitowane na cały świat, odbywały się w siedzibie NIL na warszawskim Dolnym Mokotowie. Co więcej, bez Radziwiłła w tle.

Ministra Radziwiłła czeka teraz starcie z pielęgniarkami, które resentymenty mają na ogół w głębokim poważaniu. W Piszu (woj. warmińsko-mazurskie) pielęgniarki odchodzą od łóżek, oburzone faktem, że dyrekcja wypłaciła im po 230 zł netto za wrzesień i październik jako dodatek do pensji, a nie jako wynagrodzenie zasadnicze, od którego potem naliczana jest wysokość pieniędzy za staż pracy, czy dyżury. Wszystkiemu winna jest dyrekcja, która tłumaczy, że nie ma żadnych gwarancji od państwa na finansowanie podwyżek w pensji zasadniczej przez cztery lata.

Pielęgniarki poczuły się więc oszukane, tym bardziej że wyliczenia poszczególnych szpitali odnośnie wzrostu
wynagrodzenia netto się różnią. Niektóre szpitale odliczają urlopy oraz zwolnienia lekarskie, co powoduje pomniejszenie pieniędzy netto. 1400 złotych na rękę. No więc – jak żyć panie ministrze Radziwiłł?

 

Poparcie na pstrym koniu jeździ

Konstanty dziś jawi mi się jako postać szanowana i ceniona w środowisku lekarskim i nie tylko. Był bardziej związany z krajowymi i unijnymi gremiami eksperckimi niż z rodzimą wojenką polsko-polską. Medialna rozpoznawalność i kryształowa osobowość przyniosły mu sto tysięcy głosów w wyborach do Senatu.

Sympatia i poparcie środowiska lekarskiego dla każdego nowego ministra zawsze na pstrym koniu jeździły. Pamiętamy, jak potraktowano Grzegorza Opalę i Andrzeja Włodarczyka, kiedy ośmielili się przyjąć ministerialne funkcje.

12 listopada 2015 roku odbyło się w Naczelnej Izbie Lekarskiej spotkanie ustępującego ministra zdrowia prof. Mariana Zembali oraz desygnowanego na stanowisko ministra Konstantego Radziwiłła. Zembala podkreślał, że cieszy się z desygnowania Radziwiłła na swojego następcę i że będzie go wspierał jako opozycyjny poseł. To jest zapowiedź nowej jakości. Jak to wyjdzie, wkrótce się przekonamy.

Ale sprawy lekarskie wydają się być obecnie bardziej poukładane niż dramatycznie niskie i antymotywacyjne dla przyszłości tej profesji wynagrodzenia pielęgniarek. To właśnie z ostrego starcia z nimi Radziwiłł może już wkrótce wyjść lekko poobijany. Ciekawe, jak pomoże mu w tym jego polityczne zaplecze i sam pryncypał? Pielęgniarki już nie mogą czekać. Pasjonujący pojedynek czeka byłego szefa Naczelnej Rady Lekarskiej z ministrem finansów.

Ale pamiętajmy, że Konstanty Radziwiłł od lat jest do bólu upartym apologetą zwiększenia nakładów
na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB. Dotychczas żadnemu z jego poprzedników ta sztuka się nie udała. Niedługo się przekonamy, czy medyczna kompetencja, czy może polityczny spryt, a może oba te przymioty będą skutecznym orężem Konstantego Radziwiłła. Oby nie okazał się wkrótce jedynie zderzakiem w politycznym rebusie Jarosława Kaczyńskiego.

 

Z władzą jest jak ze starym małżeństwem

Najłatwiej ją zdobyć, trudniej się wykazać, jeszcze trudniej utrzymać przez lata. Wyborczy kurz bitewny z wolna opada. Opozycja przegrupowuje swoje mocno nadwerężone oczekiwania i moce przerobowe. Nowe formacje parlamentarne prężą muskuły. Uważają, że parlament to też rockowy happening. Sejm bez lewicy to groźne curiosum w demokracji. Polacy w tej kwestii przekroczyli Rubikon. Z tym wszystkim musi zmierzyć się rząd, który nie będzie miał szansy zwalić winy na kogokolwiek.

Pogoda dla zmian i realizacji obietnic wyborczych jest, oględnie mówiąc, taka sobie. Nie da się ich wprowadzić jednym pociągnięciem. Mam nadzieję, że nowemu ministrowi nie zabraknie wiedzy, siły, woli współpracy i fantazji, aby swoje rządowe środowisko polityczne uwrażliwić na etyczne zagadnienia wykonywania zawodu lekarza. Przynajmniej tak samo, jak iście finezyjnie zainteresował nimi 28 lipca 2009 roku na warszawskim Żoliborzu Dalajlamę XIV, wręczając mu Kodeks etyki lekarskiej. Byłem świadkiem i uczestnikiem tego wydarzenia. Udało mi się nawet uwiecznić to zdarzenie przez kuloodporną szybę.  Chciałbym kiedyś uwiecznić dla lekarskiej potomności podobne zdarzenie z udziałem polskiego politycznego establishmentu.

Łatwe rozwiązania były możliwe tylko w kampanii wyborczej. Zarówno dla pacjenta, jak i dla lekarza najważniejsze jest, aby system ochrony zdrowia był wydolny. Polityka robiona przez ekspertów jest zawsze lepsza, niż polityka kształtowania wizerunku w oparciu o szybką odpowiedź na każde pytanie. Nowy rząd wkrótce musi zdecydować, czy będzie robił to, co zapowiedział. I wziąć odpowiedzialność za skutki.

Marek Stankiewicz

redaktor naczelny