Smog niepokoi lekarzy

Marek Stankiewicz

Marek Stankiewicz

Smog to utrzymujące się nad terenami wielkich miast i okręgów przemysłowych zanieczyszczenia powietrza atmosferycznego. Nie omija Lubelszczyzny, chociaż Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Lublinie uspokaja, że o zagrożeniu dla życia nie ma mowy. A apele o zaprzestanie spalania śmieci, nie robią na nikim wrażenia.

Może w Śródmieściu i na Czubach nie czuje się tak przenikliwego smrodu, ale już na starym Kośminku i Dziesiątej, zapomnianych przez władze Koziego Grodu, nadal wiele domów opala się byle czym, czyli tworzywami sztucznymi, co można wyczuć nawet z dużej odległości. Większość domów niezależnie od liczby mieszkających w nim osób, posiada po jednym śmietniku. Wydaje się to niemożliwe, aby jeden śmietnik o pojemności 100 litrów wystarczał na śmieci powstające w ciągu jednego tygodnia w kilkuosobowej rodzinie w wolno stojącym domu. Nadmiar śmieci w lecie, mimo obowiązującej nowej ustawy śmieciowej, podrzucany jest do koszy i śmietników pobliskich osiedli. W zimie po prostu wszystko pali się w piecach. Czasem wydaje mi się, że lubelska elektrociepłownia wyłącza elektrofiltry i z komina leci czarny dym. Nie zauważa tego problemu Wydział Ochrony Środowiska UM, ani inne służby odpowiedzialne za tego typu problemy.

W dni bezwietrznego wyżu, jaki bywa w upalne letnie dni, a także w zimie przy sporym mrozie, jaki był np. na początku lutego, taki szkodliwy smog wciska się do mieszkania przez szczeliny w oknach, szczególnie wieczorem i w nocy. W niektórych miejscach Lublina, nawet w upalne dni, trzeba zamykać okna, aby choć trochę ograniczyć szkodliwy wpływ smogu na organizm człowieka. Niewiele to pomaga, ponieważ przez szczeliny okienne i tak wciskają się trujące gazy, obecne w znacznej ilości w wiszącej chmurze smogu, ponadto smog ogranicza widoczność, a jego obecność można najlepiej dostrzec z mieszkań położonych na wyższych piętrach bloków. Nie będę oryginalny, by stwierdzić, że powstający smog jest bardzo szkodliwy dla naszego zdrowia. Zawiera w swoim składzie trujące gazy, między innymi tlenki węgla, siarki, azotu, węglowodory, rakotwórczy benzoalfapiren i inne dioksyny. Według prestiżowego „World Cancer Report 2014” powstająca chmura smogu powoduje nie tylko ograniczenie widoczności, ale też duszność i problemy z układem oddechowych, łzawienie, zaburzenie układu krążenia i podrażnienia skóry. Może też powodować zmiany rakotwórcze, które ujawniają się nawet po wielu latach, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę. W okresie letnim częściową ochroną przed smogiem jest zieleń, a szczególnie drzewa, które z byle powodu są wycinane, bo… właścicielom posesji przeszkadzają odchody gołębi i nadmiar opadłego listowia każdej jesieni.

Według raportu Europejskiej Agencji Środowiska (EEA), Polska należy do krajów europejskich mających największe problemy z zanieczyszczeniem. Z najnowszych danych EEA wynika, że z tego powodu w naszym kraju co roku przedwcześnie umiera niemal 45 tysięcy osób. To stanowi prawie 12 proc. całkowitej liczby zgonów. Także stężenia wywołującego nowotwory benzo-alfa-pirenu są u nas najwyższe na kontynencie.

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł początkowo bagatelizował zagrożenie smogiem. Argumentował, że wielekroć większe spustoszenie czyni palenie papierosów. Po fali krytyki minister spuścił nieco z tonu. Dość eufemistycznie stwierdził, że zima i warunki pogodowe sprzyjają temu, że „to zagrożenie wisi nad nami”, choć przyznał, że może tylko ostrzegać przed niebezpieczeństwem. Może także zauważać problem, ale tym zajmuje się już rząd. Za odpowiedzialnych pogorszenia jakości powietrza uznał wszystkich tych, którzy niewłaściwie ogrzewają domy, zwłaszcza w okresie zimowym. Są to, zdaniem ministra, ludzie biedni, których nie stać na zakup dobrej jakości opału. Rząd ma podjąć działania zmierzające do pomocy tym ludziom. Minister wspomniał o rządowym programie walki ze smogiem, który skupia się na poprawie jakości paliwa i  jakości opałów stosowanych do ogrzewania domów. Mówił także, że Polacy kupują węgiel pochodzący ze wschodu, bo jest tańszy, ale zanieczyszczony mułem i „paląc się zanieczyszcza powietrze w sposób szczególny”. Problem też stanowi jakość pieców, w których się pali – wskazywał minister Radziwiłł.

Na przełomie stycznia i lutego krakowskie szpitale były szczególnie oblegane, gdy dobowe stężenie toksycznego pyłu PM10 sześciokrotnie przekroczyło normę.

– Cząsteczki chemiczne obecne w smogu uszkadzają nabłonek dróg oddechowych, czyniąc je bardziej podatnym na czynniki infekcyjne, ze względu na uszkodzenie bariery ochronnej. Zaostrzeniu ulegają również przewlekłe choroby układu oddechowego, takie jak np. astma, pacjenci częściej kaszlą, muszą stosować większe dawki leków, czasem takie zaostrzenie wymaga hospitalizacji. Nakłada się na to sezonowość infekcji i stąd biorą się większe ilości chorych w szpitalach. Infekcje mają niejednokrotnie cięższy przebieg – skomentowała dr Katarzyna Przybyszewska z krakowskiego szpitala św. Ludwika.

Naczelna Rada Lekarska zaapelowała do premier Beaty Szydło o podjęcie skoordynowanych działań, zmierzających do poprawy jakości powietrza w Polsce. Samorząd zadeklarował współpracę z rządem.

W apelu do premier Beaty Szydło samorząd lekarski wymienia listę chorób, których przyczyną może być zanieczyszczone powietrze. W okresie nagłych pogorszeń jakości powietrza zwiększa się zapadalność na ostre epizody wieńcowe, w tym zawały serca, udary mózgu. „W tym okresie częściej występują incydenty niewydolności serca, napady migotania przedsionków i arytmii komorowych, a przychodnie udzielają znacznie więcej porad zgłaszającym się chorym. Wiadomo, że do czynników przyczyniających się do występowania zdarzeń ze strony układu krążenia należą: tlenki azotu, pochodzące m.in. z silników samochodowych, dwutlenek siarki, pochodzący m.in. ze spalania węgla kamiennego, tlenek węgla, powstający na skutek spalania paliw kopalnych oraz pracy silników spalinowych oraz pyły zawieszone, pochodzące z działalności przemysłowej oraz spalin samochodowych. Przewlekłe narażenie na zanieczyszczenie powietrza ponad wszelką wątpliwość zwiększa ryzyko chorób i śmiertelności o podłożu sercowo-naczyniowym” – czytamy w apelu NRL.

Marek Stankiewicz

Napisz komentarz