…serial prawie codzienny

2 września

Mimo odgórnego urzędowego optymizmu, tegoroczne zbiory podobno bardzo kiepskie. Ale nie wszystkie, bo dobrze zasiana nienawiść jara i pogarda ozima obrodziły ponoć nad wyraz znakomicie. Stąd pewnie, choć jeszcze nie jesień, w mediach omłoty w pełni i cepów w robocie i w użyciu coraz więcej. No, ale to już taka nasza tradycja i kultura. Nie tylko rolna.

 

3 września

Polityka sięgnęła ścieku, bo szambo się rozlało. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że awaria kolektora to katastrofa ekologiczna, że prawie drugi Czarnobyl, że narażone zostało życie i zdrowie ludu, że Wisła płynie z północy na południe, że tylko dzięki szybkiej i przytomnej pomocy rządu i wojska dla samorządu sytuację szczęśliwie opanowano! I tak dalej news za newsem jednym ściekiem. W mitologii greckiej patronem takiej akcji byłby pewnie Mokrysedes z Szaletu, ale po co tak daleko sięgać – mitologię przecież też już mamy własną.

6 września

Była ciotka. Cieszyłem się na tę wizytę, bo obiecywała pierogi z grzybami. Niestety, nie przyniosła, bowiem wysyp grzybów w tym roku też ubogi i ceny tychże mocno poszły w górę. Nie byłem tym zaskoczony, bo w końcu można się domyślać, ile może wszystkich kosztować jeden mały grzybek i to nie w zależności od wysypu, tylko od dosypu.

 

10 września

Sąsiad opowiedział pouczającą historyjkę. Otóż jego krewna, lekarz stomatolog, mieszkająca na ósmym piętrze wieżowca nie miała pojęcia, że trzy piętra niżej funkcjonuje po cichu nielegalna agencja towarzyska, a numer telefonu do tego przybytku rozkoszy jest bardzo podobny do jej numeru. Któregoś dnia odebrała dzwoniący telefon i usłyszała męski głos – „Ile u pani kosztuje usługa?!”. Odpowiedziała jak to dentystka – „To zależy od wielkości wypełnienia!”. I facet bez słowa się rozłączył. Nie dziwię się. Po prostu uważam, że każdy lekarz w kontaktach z ludźmi powinien używać normalnego, potocznego języka a nie się wywyższać i wpędzać rozmówcę w kompleksy.

 

15 września

Batalia przedwyborcza coraz szybciej osiąga apogeum, zwłaszcza w swojej wizualno-medialnej odsłonie, co podobno już skutkuje pojawianiem się nowych, dotychczas nieznanych jednostek chorobowych. Lekarze, a zwłaszcza psychiatrzy, ostrzegają, że już pojawiła się BILBORDoza, BANEROfobia, SPOTyfus, OCZOPLĄSawica, PORTREToza, sPISofrenia, fotoKANDYDoza i parę innych. I jeszcze nie wiadomo, jak to leczyć.

20 września

Ciotka się zrehabilitowała. Co prawda nie przyniosła pierogów, ale też smakowitą sałatkę z serkiem homogenizowanym. Poczęstowałem wszystkich. Tylko sąsiad spod okna odmówił twierdząc, że ma zasady i że woli z serkiem heterogenizowanym. Nie było mi przykro, bo wiem, że o gustach, zwłaszcza teraz, się nie dyskutuje, tylko manifestuje.

 

26 września

Podobno mamy najmniejszą w Europie liczbę lekarzy przypadających na tysiąc mieszkańców. No, to tylko czekać na tryumfalny, oficjalny komunikat potwierdzający najwyższy od lat poziom zdrowotności społeczeństwa, tym samym usprawiedliwiający dalsze oszczędności i zmniejszanie zatrudnienia w tzw. lecznictwie. Proste – po co zatrudniać, jak nie ma kogo leczyć. A oszczędności zawsze się na coś przydadzą.

30 września

Podobno prowadzenie dokumentacji medycznej, narastająca lawinowo papirologia, a zwłaszcza zapowiedziana jej dalsza obowiązkowa cyfryzacja (cokolwiek to znaczy), zaczyna przerastać możliwości personelu i staje się coraz większym problemem dla wielu, zwłaszcza starszych lekarzy, pozostawiając im coraz mniej czasu na zajmowanie się chorymi. Zapytałem jednego doktora, jak sobie radzi z tymi e-przeszkodami. Odpowiedział – „Eeee, już sobie poradziłem! Znaczy – poradziłem sobie, żeby wreszcie zacząć oszczędzać nerwy i zdrowie, przerwać to koszmarne uczenie się wystawiania tych e-recept, e-zwolnień oraz innej e-makulatury i pójść na e-meryturę!”. Szkoda, bo to dobry lekarz. Innych starszych bałem się pytać, jak sobie poradzą.

 

1 października

I znowu o służbie zdrowia, bo im bliżej dnia wyborów reforma tejże, zwłaszcza w ilości nowatorskich pomysłów, bardziej przyśpiesza. Sąsiad mi powiedział, że podobno jest wreszcie znakomite rozwiązanie problemu osób okupujących szpitalne oddziały ratunkowe. Po prostu ma być wstawiona większa ilość łóżek-dostawek pozwalająca coraz liczniejszej rzeszy chorych na wygodniejsze spędzanie nocy w kolejnych dobach czekania na bezzwłoczne działania ratunkowe. I jedzenie ma być.

 

5 października

I dalej o tej służbie, bo w związku z dyskusją na temat wysokości wynagrodzeń w lecznictwie ostatnio oficjalnie ustami bardzo prominentnego urzędnika państwowego została wygłoszona teza, że do wykonywania zawodu lekarza należy mieć chwalebne powołanie a nie prostackie parcie na portfel. Może więc dobrym pomysłem byłoby ogłoszenie konkursu na „JUDYMA ROKU”. Laureat, udowadniając że z powołania da się dzisiaj wyżyć, otrzymałby dyplom uznania, listę miejsc pracy do wyboru, oczywiście na judymowskich zasadach i bonus punktowy w następnym konkursie na „SYZYFA ROKU”.

 

8 października

Wybory tuż-tuż. Oczywiście całą salą idziemy, ale zastanawiamy się tylko, w jaki sposób oddamy swoje głosy i w jaki sposób zostanie dochowana tajemnica indywidualnego, osobistego głosowania, kiedy w szpitalu nawet parawanów brakuje a w innych intymnych lokalach obywatelskiego obowiązku spełniać przecież nie wypada.

 

12 października

Jutro wybory. I jutro się okaże, jakie będzie nasze jutro na następne cztery lata.

Irosław Szymański