…serial prawie codzienny

Nasz szoł powszedni

 

10 lipca

W radiowych wiadomościach usłyszałem stanowcze hasło – „OD WĘGLA NIE ODEJDZIEMY!”. I nie był to słowny manifest obywateli cierpiących na chroniczną biegunkę, ale oficjalne stanowisko władz w kwestii smogu oraz szeroko pojętej ochrony środowiska i klimatu. W uzasadnieniu podano, że węgiel to przecież nasze WŁASNE narodowe dobro, ostoja rodzimej gospodarki i bezpieczeństwo energetyczne kraju. No, to w Donbasie pewnie się ucieszyli na taką zapowiedź i wypijając stakana, wesoło zanucili – „I raz! Jeszczo raz! Jeszczo mnogo, mnogo raz!!!”.

 

13 lipca

Sąsiad mi opowiedział, jaką miał przedwczoraj konsultację okulistyczną. Doktór stanął przy jakiejś tablicy i go zapytał – „Jak pan widzi ten rząd?”. Sąsiad wytężył wzrok i po dłuższej chwili odpowiedział – „…Jakoś… jakoś źle widzę!”. Okulista popatrzył na niego jakby z niechęcią i wycedził – „Podejrzewam u pana zaćmę obywatelską nabytą. Radzę uważać na siebie i nie wierzyć własnym oczom!”. I zapisał mu różowe okulary.

 

15 lipca

Dzisiaj rocznica zwycięskiej bitwy pod Grunwaldem. Przypomniałem to wszystkim. Na to jeden z sąsiadów się obruszył – „Zwycięskiej?! To skąd te prusaki w szpitalu?! Znowu jakaś ściema?!”. Nie zdziwiłem się, bo wiem, że gdyby ta bitwa rozegrała się miesiąc albo rok temu, to niezależnie od wyniku odtrąbiono by sukces osiągnięty dzięki geniuszowi aktualnych przywódców, a tak to tylko ściema, zwłaszcza gdy widać, że są na to jeszcze żywe dowody. No cóż, historia dla wielu jest coraz zbędniejszym balastem, ale to już dowód na inną ściemę.

 

16 lipca

Parę dni temu na toksykologię przyjęty został do poalkoholowego odtrucia bezrobotny pacjent, ojciec pięciorga dzieci, który w bramie kamienicy wypił duszkiem dwie butelki markowej, 10-letniej whisky. No cóż, kto bogatemu zabroni? Za swoje przecież pił.

 

20 lipca

Wczoraj jeden z sąsiadów ni z tego ni z owego stwierdził, że jednak za komunistów było lepiej, bo według teorii ewolucji Darwina między futrem a pierwszą kufajką parę milionów lat musiało minąć, a on wie od dziadka, że jak przyszli komuniści, to między futrem a kufajką czasem tylko parę godzin mijało. Kto miał kufajkę brał futro, a kto miał futro dostawał kufajkę. Albo czapę. Nie dyskutowaliśmy.
Myśleliśmy tylko, czy to wszystko było zgodne z teorią ewolucji czy teorią względności… a raczej bezwzględności i czy teorie mogą się powtarzać. Bo historia może.

 

20 lipca

Jak przecieka z kuluarów, wielu decydentów w swym codziennym mozole uprawianym dla naszego dobra, przyszłościowo zawsze wybiera wielkie i jasne cele. Trudno w to uwierzyć, ale jeżeli tak, to uważam, że niektórym z nich w swoim czasie należy pójść na rękę i wyznaczyć odpowiednie cele, żeby w przyszłości nie czuli się rozczarowani.

 

23 lipca

Podobno w kręgach unioeuropejskich zaczyna już coraz częściej krążyć wiadomość w formie jakby ostrzeżenia, że „POLAK – WĘGIER DWA BRYTANKI”! Mam nadzieję, że to tylko błędne tłumaczenie a nie wynik obserwacji. Tak czy owak należy ten błąd (inne błędy też), czym prędzej wytłumaczyć, żeby nam Unia w odwecie nie zaserwowała pieskiego życia! Bo jak to potem ludziom wytłumaczyć?!…

 

27 lipca

Wieść niesie, że niedługo ma zostać wprowadzony podatek dla mężczyzn bezdzietnych, czyli przywrócone dawne „bykowe”. Ojcowie nie będą płacić. Ojcowie pewnie też nie.

 

30 lipca

Wspaniałym pomysłom miłościwie nam panujących nie ma końca. Mówi się, że w kręgach ustawodawczych dojrzewa decyzja o oficjalnym zezwoleniu na odstrzał bobrów, bo to i narodowa tradycja i wykwintne mięsko, a przede wszystkim bobrze ogony, czyli tak zwane „PLUSKI”, będące podobno znakomitym afrodyzjakiem gwarantującym zwiększenie obywatelskiego przyrostu naturalnego. No, to tylko patrzeć, jak będziemy mieli „500 PLUSK” miesięcznie. Jednym słowem bobra zmiana. Do ostatniego bobra. I dobra.

 

1 sierpnia

W mediach coraz więcej alarmujących doniesień o kryzysie w służbie zdrowia, związanym z błyskawicznie narastającym brakiem personelu medycznego. To bardzo niepokojące. Może więc rozwiązaniem problemu byłoby utworzenie na wzór Wojsk Obrony Terytorialnej, Medycznej Służby Terytorialnej? Mogliby do niej wstępować wszyscy ochotnicy, którzy po 2-tygodniowym kursie przysposobienia zawodowego, otrzymaniu białego fartucha i słuchawek, wypełniliby luki w obsadach oddziałów szpitalnych i przychodni. Cały problem podobno w tym, że nie ma kto leczyć, więc kryzys leczenia by zniknął, co można natychmiast euforycznie ogłosić w mediach jako kolejny sukces a cichcem liczyć na samowyleczenia, co w medycynie czasami się zdarza.

 

2 sierpnia

I znowu następny problem. W aptekach nie wiedzieć czemu brakuje leków, co podobno było nie do przewidzenia! Osobiście uważam, że i na braki leków, i na inne braki najlepszym lekarstwem byłyby obowiązkowe szczepienia przeciw atrofii mózgu i czopki na porost rozumu. Z listą kwalifikujących się do leczenia nie byłoby problemu.

 

10 sierpnia

Robię się coraz bardziej nerwowy. Ani leżeć, ani siedzieć spokojnie nie mogę. Nosi mnie. Do tego w tej telewizji, którą odpłatnie mamy, na okrągło tylko afery, kłamstwa, przepychanki, absurdy, przedwyborcze obietnice i nieparlamentarne podchody. Sąsiad mówi, że to normalne, w końcu kulturę polityczną i dyplomatyczną mamy mniej więcej na poziomie pełzającego nepotu, wczesnego neofitu, dolnego prymitywu i późnego dewotu. O epoce suwerena łupanego i erze strugania wariata nie wspominając. Ogólnie czysta fornalność i nie ma się czemu dziwić. Wieczorem poprosiłem o coś na uspokojenie, żeby mnie tak nie nosiło. Przez pomyłkę dostałem bisacodyl. Przestało mnie nosić, zaczęło mnie ganiać. Myślałem, że zwariuję. Sąsiedzi też.

 

16 sierpnia

Jutro wypisują mnie do domu. Kontrolę lekarską, zgodnie z obowiązującą kolejką, mam wyznaczoną już na 10 września 2025 roku, bo się miejsce zwolniło. Tylko się cieszyć!!!…

Irosław Szymański