Powakacyjnie… po wietnamsku

Cóż, wakacje dawno za nami, ale przecież smaki wakacji można sobie przypomnieć. Wielu z Was odwiedziło pewnie już Wietnam, jeśli nie Wietnam to na pewno wietnamskie restauracje. A tam na stole „królowa stołu”, czyli zupa pho. W wietnamskiej kuchni ta zupa to taka klasyka, jak nasz rosół. Bez niej nie może się odbyć klasyczny posiłek. Trudno się więc dziwić, że powiedzenie mówi ilu wietnamskich kucharzy tyle pho. Pho może być robione (to najbardziej klasyczne) z wołowiny. Można ją przygotować z kurczakiem, a dla jaroszy z tofu. Każda oczywiście inaczej się nazywa… ale nie o to przecież nam chodzi. W najbogatszych wersjach przygotowywana jest nawet z 20 różnych składników. Jednakże nigdy nie przygotowuje się jej z wieprzowiną. Kiedyś mięso do pho było gotowane i to przez wiele godzin. Później wprowadzono zwyczaj parzenia składników. Oprócz mięsa i makaronu w zupie znajduje się duża ilość kolendry, a całość dosolona jest sosem rybnym, co nadaje zupie charakterystycznego smaku. Do pho dodaje się cebulę, ostrą paprykę, imbir oraz sok z limonki. Ja za przykładem wietnamskich kucharzy wzbogacam ją jeszcze anyżem gwiaździstym i goździkami oraz korą cynamonu. Zupę pho podaje się w małej, głębokiej miseczce i obowiązkowo z pałeczkami. Oczywiście można znaleźć wiele przepisów na tę zupę i w większości będą Wam mówiły o bardzo długim czasie jej przygotowania i pewnym skomplikowaniu w recepturze. Ja proponuję jej zmodyfikowaną wersję, krótszą ale równie smaczną.
Składniki:
• 400 g wołowiny miękkiej (udziec, a najlepiej polędwica)
• 2 cebule
• 1 czerwona cebula
• 2-3 ząbki czosnku
• 3 łyżki sosu rybnego
• 1 pęczek świeżej kolendry
• 1 opakowanie kiełków fasoli mun
• 1 opakowanie makaronu ryżowego
• 2 łyżki cukru trzcinowego
• 2-3 gwiazdki anyżku
• 5-6 goździków
• ok. 1 cm kory cynamonu
• ok. 10 cm imbiru świeżego
i 1 łyżeczka mielonego
• ½ papryczki chili
• 1 mały pęczek drobnego szczypiorku
• 1 limonka.


Wykonanie:
Cebulkę obieramy, kroimy w ćwiartki i opalamy nad gazem lub w piekarniku (200 st. 10 minut) razem z obranym imbirem. Wrzucamy do garnka razem z oczyszczonym mięsem, pokrojonym na 2-3 części i zalewany ok. 3 litrami wody. Gotujemy ok. 50 minut, odszumowując systematycznie. Następnie mięso wyjmujemy i przecedzamy wywar. Wkładamy pokrojone w cieniutkie paseczki mięso do wywaru. Dodajemy sok z limonki, posiekany drobno czosnek, gwiazdki anyżu, uprażone na suchej patelni razem z korą cynamonu i goździkami. Dodajemy cukier, posiekane pół pęczka kolendry, sos rybny i mielony imbir. Pozwalamy się ponownie całości zagotować. Przygotowujemy w międzyczasie miseczki, w które wkładamy pokrojone na ok. 4 cm kawałki szczypiorek, łyżkę kiełków fasoli mun (albo innych), pokrojone cieniutkie piórka czerwonej cebuli i świeżo „poszarpaną” kolendrę. Dodajemy do każdej miseczki, „na czubek noża”, drobno posiekanej (bez pestek) papryczki chili. W oddzielnym naczyniu zalewamy na 30 sekund makaron kilkoma łyżkami zupy. Kiedy zmięknie przekładamy go do miseczek. A potem wszystko zalewamy gorącą zupą i… zastanawiamy się jedząc, czemu tak naprawdę tyle musieliśmy zapłacić w tej wietnamskiej knajpce za takie pyszności – przecież to w sumie nie było takie trudne.
Smacznego!
Dariusz Hankiewicz